Piłkarze ręczni Orlen Wisły Płock po szaleńczej gonitwie w II połowie zremisowali 24:24 (9:15) w wyjazdowym meczu 9. kolejki grupy A Ligi Mistrzów z THW Kiel i zdobyli cenny punkt.
W 6. kolejce rozgrywek płocki zespół pokonał w Orlen Arenie jedną z najlepszych niemieckich drużyn szczypiorniaka – THW Kiel 24:22, sprawiając ogromną niespodziankę. Wiadomo było, że w rewanżu w Sparkassen-Arenie podopieczni Alfreda Gislasona będą chcieli wziąć rewanż na zespole Piotra Przybeckiego i po pierwszych minutach meczu wydawało się to możliwe.
Już w 4. min trener Przybecki musiał wziąć czas, bo rywale prowadzili 3:0. Potem rzutu karnego nie wykorzystał Valentin Ghionea i dopiero w 8. min pierwszego gola dla płocczan na 5:1 strzelił Lovro Mihic. Znakomicie w niemieckiej bramce spisywał się Niklas Landin, który grał na bardzo wysokiej, 50 proc. skuteczności. Płocczanie nie potrafili znaleźć recepty na panowanie Duńczyka między słupkami.
Gospodarze z każdą minutą zwiększali przewagę nad płocką drużyną. W 23. min wygrywali nawet 12:5. Płocczanie grali bez pomysłu, fatalnie rzucając – najczęściej w Landina. Nie potrafili też współpracować z Rodrigo Corralesem, który nie powtarzał swojej wysokiej, ponadprzeciętnej skuteczności z poprzedniego meczu.
W 23. min o przerwę poprosił Gislason, ale po powrocie na parkiet to płocczanie dopisali do swojego konta trzy bramki (12:8). Chwilę potem Niemcy znów odskoczyli na 7 goli różnicy, a tuż przed gwizdkiem sędziów gola dorzucił Mihic, ustalając wynik I połowy na 15:9 dla gospodarzy.
Bardzo dobrze rozpoczęli II połowę płoccy zawodnicy. Po dwóch golach, które strzelił Gilberto Duarte, było 15:11, a sędziowie podyktowali dla Orlen Wisły rzut karny, który fatalnie przestrzelił Tiago Rocha. Ten sam zawodnik za chwilę rzucił prosto w Landina i dopiero za trzecim razem zdobył gola (16:12).
Pomysłu wystarczyło płockiej drużynie tylko na pierwszych 10 minut. Orlen Wiśle udało się doprowadzić do wyniku 19:15, ale za 180 sekund gospodarze prowadzili znowu 22:15. Bohaterem spotkania wciąż był Landin, a do tego dodać trzeba fatalne błędy w ataku i obronie, które rywale wykorzystywali bezlitośnie.
W 50. min płocczanie zmniejszyli rozmiary porażki do wyniku 22:19 i od tego momentu grali zdecydowanie lepiej. W 53. min Jose de Toledo zdobył kontaktowego gola (23:22), a trener Gislason ponownie poprosił o przerwę w grze. W tym czasie gospodarzom się nie układało, mieli długie przestoje, na dodatek Andreas Wolf, który zmienił Landina, wpuszczał kolejne piłki do siatki.
W końcówce gospodarze świetnie grali w obronie, jednak w 59. min Orlen Wisła doprowadziła do remisu 24:24, po kolejnym nieszablonowym rzucie Mihica, i tym wynikiem zakończyła spotkanie, zdobywając pierwszy na parkiecie w Kilonii punkt.
To było ostatnie w tym roku spotkanie Ligi Mistrzów. Piłkarze mają teraz przerwę do 12 lutego, kiedy to w Płocku podejmować będą Bjerringbro Silkeborg, bezpośredniego rywala w walce o awans do fazy grupowej.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze