O sprawie małżeństwa Marii i Stanisława Z. z Liszyna pisaliśmy już na łamach „TP”. Wszędzie szukali pomocy, żeby odebrać gospodarstwo, które przed laty przepisali swojej siostrzenicy Grażynie K. Ostatecznie przegrali sprawę o rozwiązanie umowy darowizny. Wciąż skarżą się na brak opieki ze strony kuzynów. Ci z kolei twierdzą, że małżeństwu Z. po prostu nie można pomóc. Przypomnijmy pokrótce te sprawę. Maria i Stanisław Z. byli bezdzietni. Gdy nadszedł czas przejścia na rolniczą emeryturę, swoje 11-hektarowe gospodarstwo przepisali siostrzenicy „za opiekę”. Przez jakiś czas wszystko się między starszym i młodszym pokoleniem układało. Nagle, jak twierdzą ekswłaściciele Grażyna K. i jej mąż Andrzej K. zaczęli wprowadzać swoje porządki. Przede wszystkim jednak przestali pomagać emerytom. Taką wersję zdarzeń państwo Z. przedstawiają i dziś. Ze skargami udawali się już wszędzie, gdzie tylko mogli. Ale w sądzie przegrali sprawę o rozwiązanie umowy darowizny. Podobno dlatego, że za młodym małżeństwem K. poszła cała wieś, a na korzyść starszego małżeństwa nikt nie chciał zeznawać. Dlaczego? Ich losem zajmowały się i lokalne media, i ogólnopolska telewizja – Magazyn Ekspresu Reporterów „Zawsze po 21.00” TVP I. Rok temu wszyscy mieszkańcy Liszyna i cała Polska obejrzeli reportaż na ten temat. O jego skutkach napiszemy dalej. W Liszynie, reagując na usilne prośby Stanisława Z., zjawiliśmy się więc ponownie pewnego październikowego dnia. Całe obejście jest uporządkowane, a małżeństwo Z. zajmuje dwa zaniedbane pomieszczenia: kuchnię i pokój, w którym zgromadzili cały swój dobytek. Stanisław Z., podobnie jak przed rokiem, wini siostrzenicę żony i jej męża. Marii rozmowę z nami uniemożliwia szloch: – Już dłużej nie możemy tak żyć. Dzieje nam się w naszym domu krzywda. Nie mamy gdzie powiesić prania, ani gdzie trzymać rzeczy. Pranie wieszamy za drogą, bo jak na podwórku wkopałem kołki, to Andrzej K. je wykopał. Rozebrał budę, w której trzymaliśmy różne rzeczy. Nie możemy nawet usiąść na ławce przed domem, bo im przeszkadzamy. Zamykają przed nami furtki i bramy, musimy nieraz przechodzić na ulicę przez płot. Wyzywają nas od głupich, posuwają się do rękoczynów. Nie mamy żadnej opieki ani pomocy ze strony siostrzenicy i jej męża, a przecież dla opieki przepisaliśmy im gospodarstwo. My tu przechodzimy krzyżowe męki – litania skarg pod adresem małżeństwa K. jest długa i kręta. Maria i Stanisław Z. byli gospodarzami na 11 ha, a teraz są bezradnymi staruszkami. Nie do końca jednak – skierowali do sądu sprawę karną przeciwko Andrzejowi K. Chodzi o wyzwiska i rękoczyny, jakich podobno dopuszcza się mąż siostrzenicy.
Każdy swoje Andrzej K. przedstawia własną listę zarzutów pod adresem małżeństwa Z.: – Telewizję na mnie nasłali, ale okazało się potem, że to oni są prowodyrami, a nie ja – przypomina program telewizyjny. – Dawno bym im wymalował mieszkanie, ale nie mam do nich dostępu, muszę schodzić z pola widzenia. Nic im nie zabraniałem, ale oni sami na siebie bat ukręcili. Mają węgiel i drewno na opał, ale pomieszczenia gospodarcze muszę zamykać, bo mi kiedyś na złom sprzedali sprężarkę za 1.800 zł. Ale bywało już w rodzinie lepiej: – Jak ciotka wróciła ze szpitala i brała leki, to było dobrze. Wszystko się popsuło, gdy przestała się leczyć. Zdaniem Andrzeja K., gdy małżeństwo Z. idzie do sądu, to jest zdrowe. Sprawy w sądzie trwają już 8 lat, odbyło się 49 rozpraw. Jednak K. z posesji w Liszynie nie zrezygnują, bo w jej modernizacje włożyli już „cały majątek”. Teraz planują rozbudowę domu (na co dzień mieszkają w Płocku). Pracownicy socjalni Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Słupnie zajmują się małżeństwem Z. od lat. Zjawiają się w ich domu często (ostatnio byli 28 września br.): – Wszystko zmierzało w dobrym kierunku do momentu emisji programu w telewizji – uważa kierownik GOPS Joanna Jakubowska. – Maria Z. przychodziła do naszego Środowiskowego Domu Samopomocy, zachowywała się spokojnie, miała znów zacząć brać lekarstwa. Z małżonkami rozmawiał też psychiatra. Po tym programie całe nasze 1,5-roczne starania zmierzające do poprawy sytuacji małżeństwa Z. poszły na marne. Przedstawiono ich tam jako osoby konfliktowe, które wymagają leczenia. Pokazani zostali w bardzo złym świetle. Niestety, nasz dobry kontakt z tym państwem po prostu się urwał – mówi J. Jakubowska. – Maria Z. przestała przychodzić do ŚDS. Małżonkowie znów zamknęli się w sobie, odwrócili od osób, które wyciągały w ich kierunku pomocną dłoń. Zrozpaczeni, postanowili odciąć się od świata.
Niełatwa starość Ale świat trwał dalej. Andrzej K. złożył do prokuratury wniosek o ubezwłasnowolnienie małżonków K. Gdyby do tego doszło, musieliby trafić do Domu Pomocy Społecznej – wbrew swej woli. Jako dowód mąż siostrzenicy dołączył kasetę wideo z programem telewizyjnym. W czerwcu br. Prokuratura Okręgowa w Płocku odrzuciła jego wniosek. W uzasadnieniu napisano, że wprawdzie można mówić o pewnych psychicznych zaburzeniach, jakie wykazuje Maria Z., ale nie uniemożliwiają one samodzielnego życia. Ubezwłasnowolnienie byłoby więc dla obojga małżonków krzywdzące, zwłaszcza że Stanisław Z. chory nie jest. Opinie osób postronnych na temat opisywanej sytuacji są różne. Jedni uważają, że staruszkowie są bardzo konfliktowi i też potrafią być agresywni. Inni, że należy im się godna starość i że małżeństwo K. mogło przewidzieć, iż opieka nad starszymi ludźmi może nie być łatwa. Natomiast GOPS w Słupnie wolałby, żeby do Liszyna nie przyjechała już żadna telewizja, bo znowu wszystko popsuje. Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze