Reklama

Trudne wywiady w „TP” - Spowiedź dealera

18/12/2000 14:43
We wszelkich mediach mówi się na temat akcji przeciwko narkotykom, prowadzi się ją w szkołach, by uchronić dzieci i młodzież. Dla przeciętnego dorosłego człowieka, często rodzica, który pochwala te działania, a jednocześnie sam nie potrafi odróżnić, ani powiedzieć jak wygląda „trawa”, amfetamina, czy kwas, niewiele z tego wynika.Tymczasem dzieci i młodzieży posiadającej kontakt z narkotykami, lub wiedzącej od kogo je kupić, wciąż przybywa. Skutecznie starają się o to dealerzy, rozsiani w pubach, czy nawet „strzeżonych” szkołach w Płocku. Dla nich wciąż każdy „gram”, to złoty interes. A sumienie? Jak z nim jest u dealerów przekonają się czytelnicy sami... *** Długo nie chciał zgodzić się na rozmowę. W końcu dał mi 15 minut. Twierdzi, że zaopatruje w narkotyki sporą część Płocka. Wśród jego odbiorców są dorośli i dzieci. Nie ma skrupułów, a tym bardziej sumienia. -Tego nie można mieć w interesach, jeżeli chce się coś zarobić... - zaczyna wywiad. E.B.: Jak długo sprzedajesz narkotyki w Płocku? Dealer: Handluję już od 4 lat. W Płocku przez ten czas wiele się zmieniło. Przede wszystkim zwiększył się popyt na „towar”. Na rynek doszło też wiele mocniejszych narkotyków, głównie „extasy”. E.B.: Co cię do tego skłoniło, by zostać dealerem? D: Odkąd pamiętam, w domu nie starczało na nic pieniędzy. Nie miałem nigdy tego, co chciałem. Ciuchy zawsze z przeceny, albo „odziedziczałem” po rodzinie, nie miałem nic naprawdę swojego. Zacząłem kraść. Na początku jedzenie w SUPERSAM-ach, potem ubrania na rynku. To nie przynosiło jednak żadnych zysków. Nadal nie miałem pieniędzy, a w tych miejscach w końcu zaczęli mnie rozpoznawać... Kiedy poszedłem do Ogólniaka, spotkałem innych ludzi. Zetknąłem się z odmiennymi niż dotychczasowe klimatami. Raz, na przerwie, chłopacy zabrali mnie do kibla i tam spaliliśmy pierwszy raz „skręta”. Byłem rozluźniony jak nigdy, jednak to wrażenie szybko się skończyło. Potem skontaktowałem się z chłopakiem, który zaopatrywał naszą szkołę i zaproponowałem mu układ. Albo pozwoli mi rozprowadzać towar za niewielką działkę z kasy, albo go „wsypię”. Chłopak się wystraszył, bo pochodził z tak zwanego „dobrego domu”. Sprzedawałem dla niego przez jakiś czas, dopóki nie dowiedziałem się, gdzie można kupić w towar w „hurcie” po znacznie niższych cenach. Wtedy zacząłem działać na własną rękę. Miałem na początku kłopot, bo nikt w mieście mnie nie znał. Myśleli, że jestem podstawiony przez policję. Jednak zaryzykowali i kupili. Skusiła ich konkurencyjna cena. Miałem najtańszą „działkę” w Płocku. Sprzedawałem wtedy „trawę”.... E.B.: Dlaczego to robisz? D : Mam z tego kasę, nie chwalę się, ale całkiem sporą. Po ile kupuję, tego wam nie zdradzę. Ale zwraca mi się mój wkład i mam całkiem pokaźną prowizję. W końcu mogę sobie pozwolić na wszystko, co zechcę i nie muszę harować za marne pieniądze u byle prywaciarza, który by na mnie jeszcze zarabiał. To nie dla mnie. Jestem jeszcze młody. Na razie interes dobrze się kręci, a ja wreszcie żyję jak człowiek... E.B.: Wszstkim sprzedajesz, nawet dzieciakom z podstawówek? D : Jak nie kupią u mnie, to u kogoś innego. To jest biznes. E.B.: Kto najwięcej kupuje? Licealiści, studenci... D :Właściwie wszyscy chcą spróbować, często także dojrzali ludzie. Najwięcej jednak kupuje u mnie ludzi z ogólniaków. Nie wiem dlaczego, ale mają takie przeświadczenie, że nie ma dobrej zabawy bez towaru. Najlepiej towar schodzi na dyskotekach, gdzie podchmielone towarzystwo szuka nowych wrażeń, wtedy znowu przychodzą do mnie. Choć z drugiej strony dobry okres to również sesje egzaminacyjne i matura, gdzie schodzi najwięcej amfy... Podobno ludziom pomaga się to uczyć. E.B.: Wchodzi teraz przepis, że za niewielką ilość narkotyku posiadaną przy sobie można stanąć przed sądem. To chyba dla ludzi takich jak ty stanowi poważne utrudnienie. Jaki jest twoj stosunek do tego rozporządzenia? D: Mnie to nie dotyczy. Mam swój opracowany system. Oczywiście nie zdradzę go, ale powiem tylko tyle, że nigdy towaru nie noszę przy sobie. Jeśli by mnie zgarnęła policja, to zawsze jestem „czysty”. Chyba, że złapaliby mnie na „gorącym uczynku” przy finalizowaniu transakcji. Zresztą oni zgarniają same „płotki”, a takich jak my nie mogą, bo nie znają jak dotąd systemu, w jaki przekazujemy towar. E.B.: Jak myślisz ile niewinnych osob wpadło przez ciebie w nałóg? D: Ja mam czyste sumienie. Nikogo nie zmuszałem, żeby kupił, a tym bardziej zażywał. Skoro komuś to potrzebne i za to płaci, to jego problem. Generalnie jednak jest tak, że klienci są szczęśliwi, bo dzięki działce mają kolorowy sen i ja jestem szczęśliwy, bo mam kasę. Wszystko więc OK. E.B.: Jaki jest twój prywatny stosunek do narkotyków? D: Ja tego nie biorę, ja tym handluję. Taki układ jest najzdrowszy.Choć zdarzy się, że czasami zapalę sobie coś na rozluźnienie, bo mam zbyt stresujące życie. Ale mocniejszch, czy twardych nie dotknę nigdy. Wiem, że wszyscy tak mówią, ale to prawda, że jest to cholerne bagno, ktore za szybko wciąga... E.B.: Twoja dziewczyna wie jak zarabiasz? D: Nie mam zaufania do kobiet. Raz miałem bardzo ładną i inteligentną, jedyną, która by mnie mogła nakłonić do tego, abym z nałogiem tym zerwał. Ale jej chodziło tylko o kasę i żeby miała co ćpać za darmo... Teraz jest na odwyku. Jednak wątpię żeby z tego wyszła, bo „znajomość” z narkotykami jest trudno zerwać. Udaje się to 8 osobom na 100... E.B.: Jak myślisz, panuje obecnie moda na narkotyki? D: Chyba tak. Gdyby było inaczej, w szkołach dzieciaki nie paliłyby „samosiei”, która nie daje nic, prócz bólu gardła i nie opowiadałyby, jakie miały po tym „bajki”. Narkotyki mają też świetną reklamę w filmach, zwłaszcza w amerykańskich komediach o slamsach. Tam jest wszystko wyolbrzymione, ale ludzie myslą, że to takie fajne. Przychodzą do mnie sami zaopatrzyć się i nawet nie muszę się specjalnie o nich starać... E.B.: Stali klienci mają jakieś bonusy u ciebie? D: Tak. Czasem dorzucę coś gratis. Najbardziej jednak nie lubię stałych klientów biorących na kreskę. Taki jak jest naćpany, to niczego od niego nie wyciągniesz... E.B.: Co byś zrobił jakby twoje rodzeństwo zaczęło brać narkotki? D: Właśnie skończył ci się czas.... Z dealerem rozmawiała Elwira Bielska.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości