Reklama

Towarzystwo nie jest moje, należy do płocczan

20/08/2008 09:06
Roczne utrzymanie Towarzystwa Naukowego Płockiego kosztuje 1,8 mln. złotych. To ogromna suma, którą ta organizacja społeczna musi znaleźć sama. Pomoc z zewnątrz jest niewielka. A jeśli nawet się zdarzy, to darczyńcy nie zdają sobie sprawy z tego, że każda dotychczasowa suma to zaledwie kropla w morzu potrzeb. TNP ma dość zaskakujące pomysły na to, żeby się utrzymać na powierzchni.

– PKN Orlen dał nam na remont Biblioteki im. Zielińskich 35 tys. zł. Wymaga w zamian rozwieszania bannerów reklamowych. Cieszy nas to wsparcie, ale warto, żeby ludzie wiedzieli, jak wygląda nasza walka o codzienny byt i jakie pochłania koszty – mówi Zbigniew Kruszewski, prezes TNP. Towarzystwo Naukowe Płockie może też liczyć na dofinansowanie ze strony Urzędu Miasta, ale tylko wtedy, gdy wydaje publikacje, zwłaszcza te poświęcone Płockowi.

Jako organizacja społeczna Towarzystwo wypełnia pewną misję w środowisku. Podlegająca pod TNP Biblioteka im. Zielińskich jest największa na Mazowszu. Jest tutaj ponad 15 tysięcy starodruków, map, wiele cennych książek. Są one skatalogowane w zasobach Ministra Kultury i Sztuki, ale na ich utrzymanie TNP nie dostaje dodatkowych funduszy. – W Płocku wydaje się miliony na inne ośrodki kultury, muzeum czy książnicę. O nas się raczej zapomina, ale z drugiej strony każdy chce się chwalić XV-wiecznym obiektem, gdzie idealnie pasuje organizacja wielkich spotkań. Kiedyś było inaczej. Płock był województwem. TNP systematycznie wspierały większe zakłady w mieście od Petrochemii przez Zakłady Mięsne, PERN, Stocznię. Dziś prywatne firmy nie mają takiego gestu, a my, żeby utrzymać bibliotekę, wykonujemy wręcz ekwilibrystykę na linie – tłumaczy prezes.

TNP wydaje około 250 tys. zł na zakup książek. Mogłoby kupować ich więcej, ale każda książka generuje koszty. Ktoś musi założyć nowej pozycji kartotekę i wypożyczyć ją. Przychodzący do biblioteki uczniowie czy studenci chcą też w normalnych warunkach korzystać z czytelni. I w tym momencie pojawiają się prozaiczne wydatki związane ze zużyciem wody, czy ogrzewaniem budynku. – Takich kosztów nikt nie chce pokrywać, ale za to każdy chce nam kupować książki. To zmusiłoby nas do zatrudniania armii ludzi, którzy chociażby stawiali je na półki – dowodzi szef TNP.

W ramach szukania oszczędności, Towarzystwo zmuszone było ograniczyć otwarcie biblioteki. Cięcie kosztów to również połączenie w jedną dotychczasowej czytelni prasy i książek, gdzie nie potrzeba już większego personelu. Oszczędności daje też społeczna praca zarządu. Zbigniew Kruszewski wprowadził też zapis w statucie, że w TNP nie może pracować nikt spokrewniony z członkami zarządu.

– Towarzystwo nie jest moje, należy do płocczan. Zostałem wybrany prezesem na kadencję i moim zadaniem jest powiększyć jego zasoby, a nie je uszczuplać. Załatwiam co roku 1,8 miliona złotych żeby przeżyć. Odnotowaliśmy też 100 tys. zł zysku. To trochę mało i to mnie martwi – mówi Zbigniew Kruszewski.

W zasobach TNP jest nie tylko budynek przy Placu Narutowicza i Biblioteka im. Zielińskich, ale też Empik i apteka przy Grodzkiej, budynki oddziałów TNP w Wyszogrodzie i Łęczycy. – Sprzedaliśmy trochę ziemi pod Sierpcem i pozbyliśmy się kamienic generujących straty, tak jak ta przy ul. Tumskiej. W zamian kupiliśmy od ARS-u dwie kamienice numer 21 i 23 na Starym Mieście. Obydwie wymagają remontu. Czekamy na uruchomienie nowych funduszy z Unii Europejskiej na ich odbudowę – tłumaczy prezes.

Są dwa pomysły na zagospodarowanie budynków. Pierwszy to otwarcie domu pracy twórczej z dużą salą wystawową i pokojami do wynajęcia dla artystów. Druga opcja to otwarcie baru szybkiej obsługi. – Z roku na rok przybywa w Płocku wycieczek oraz pątników odwiedzających sanktuarium. Nie ma jednak dla tych osób lokalu, w którym mogliby szybko, smacznie i tanio zjeść obiad za 8 czy 10 zł. Nie każdego przecież stać na jadanie w drogich restauracjach – dowodzi Kruszewski. Oczywiście to nie TNP prowadziłoby ten lokal. Prezes myśli raczej o wydzierżawieniu obiektu oraz wynajmie mieszkań położonych w atrakcyjnym miejscu w mieście. Uzyskane w ten sposób pieniądze starczałyby na remonty i na działalność towarzystwa.

TNP planuje też odpowiednio zagospodarować budynki swoich oddziałów w terenie, które stoją niewykorzystane. Jest pomysł, by np. budynek w Wyszogrodzie oddać w dzierżawę urzędowi gminy, który obecnie boryka się z widmem przeprowadzki, gdyż o miejsce dotychczasowej siedziby dopomnieli się prywatni właściciele.

Te wszystkie działania mają jeden cel, aby TNP nie trafiło w ręce ratusza. – Były już takie pomysły. Jednak tradycje TNP sięgają już 190 lat, a samorząd terytorialny ma zaledwie 9 lat. Ratusz nie daje nam pewnej gwarancji ciągłości i bytu. Kiedyś może się znaleźć grupka radnych i powiedzieć, że TNP tyle ich kosztuje, że rezygnują z niego. Towarzystwo powstało w momencie kiedy państwa nie było. Potem odrodziło się, kiedy budziła się polskość. Działał tutaj cały ruch społeczny. Czujemy ciężar i oddech naszych poprzedników i chcemy wypełniać dalej tę misję – przekonuje obecny prezes i menadżer.

Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości