Wszystko rozegrało się w sierpniu ubiegłego roku. Było gorące popołudnie, a Płock żył już festiwalem muzyki elektronicznej Astigmatic. Na pocztę przy Wyszogrodzkiej weszło dwóch zamaskowanych mężczyzn z bronią, jak się później okazało gazową, w ręku. Jeśli ktoś z pracowników lub klientów poczty miał wtedy jeszcze jakieś wątpliwości, bandyci rozwiali je krzycząc „to jest napad”.
Potem były pościgi, policjanci musieli strzelać, badano ślady DNA, zabezpieczano ślady zapachowe, a nawet wykorzystano dane z „komórek” czyli nadajników sieci telefonii komórkowej. Sprawcami całego zamieszania okazali się dwaj mieszkańcy Warszawy: 39-letni Andrzej B. i 31-letni Jarosław K. Bandyci zrabowali z poczty pieniądze i karty telefoniczne o wartości około dziewięciu tysięcy złotych.
Następnie, według ustaleń policji i później prokuratury, napastnicy wybiegli z poczty i zaczęli uciekać w przeciwnych kierunkach. Andrzej B. pojechał w kierunku centrum miasta i to go zgubiło. Nie wiedział, że jest obserwowany przez przypadkowego przechodnia, który w rezultacie zadzwonił na policję. Funkcjonariusze zatrzymali uciekiniera na przejściu dla pieszych na Jachowicza, kiedy na ich widok próbował wyrzucić reklamówkę z rękawiczkami, kominiarkami i bronią.
Szybko ustalono, że zatrzymany był już wcześniej karany za napad na pocztę w Koninie, a jego wspólnikiem był wtedy Jarosław K. Następnego dnia po napadzie płoccy policjanci pojechali do Warszawy i zaczaili się w pobliżu mieszkania tego ostatniego. Kiedy K. ich zobaczył, próbował uciekać, kierując samochodem na jednego z funkcjonariuszy. Wtedy stróże prawa pokazali mu że zależy im na zatrzymaniu i sięgnęli po broń. Padły strzały. Jarosław K. został ranny i następne tygodnie spędził w szpitalu pod opieką nie tylko personelu medycznego, ale także policjantów.
Ostatecznie Andrzej B. i Jarosław K. stanęli przed płockim sądem. Tu mogli usłyszeć jak prokurator wyliczał dowody świadczące o ich wizycie w Płocku: ślad buta Andrzeja B. na ladzie poczty oraz jego ślady zapachowe i ślady DNA na rękawiczkach. Przy K. znaleziono portfel należący do jego kolegi, a w nim karty telefoniczne z takimi numerami jak te, które zniknęły z płockiej poczty. Dodatkowo na niekorzyść K. przemawiał fakt iż próbował rozjechać samochodem jednego z próbujących go zatrzymać funkcjonariuszy. Okazało się też, że w postępowaniu dowodowym wykorzystano informacje od operatora sieci komórkowej. To na podstawie danych z przekaźnika zainstalowanego w wieżowcu, w którym jest poczta przy Wyszogrodzkiej, ustalono, że K. był w Płocku i korzystał z telefonu komórkowego.
Sąd nie miał wątpliwości skazując Jarosława K. na dziewięć lat, a Andrzeja B. na osiem i pół roku pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny.
(jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze