Reklama

To nie był ich pierwszy napad

20/10/2004 15:31
Wszystko rozegrało się w sierpniu ubiegłego roku. Było gorące popołudnie, a Płock żył już festiwalem muzyki elektronicznej Astigmatic. Na pocztę przy Wyszogrodzkiej weszło dwóch zamaskowanych mężczyzn z bronią, jak się później okazało gazową, w ręku. Jeśli ktoś z pracowników lub klientów poczty miał wtedy jeszcze jakieś wątpliwości, bandyci rozwiali je krzycząc „to jest napad”.
Potem były pościgi, policjanci musieli strzelać, badano ślady DNA, zabezpieczano ślady zapachowe, a nawet wykorzystano dane z „komórek” czyli nadajników sieci telefonii komórkowej. Sprawcami całego zamieszania okazali się dwaj mieszkańcy Warszawy: 39-letni Andrzej B. i 31-letni Jarosław K. Bandyci zrabowali z poczty pieniądze i karty telefoniczne o wartości około dziewięciu tysięcy złotych.
Następnie, według ustaleń policji i później prokuratury, napastnicy wybiegli z poczty i zaczęli uciekać w przeciwnych kierunkach. Andrzej B. pojechał w kierunku centrum miasta i to go zgubiło. Nie wiedział, że jest obserwowany przez przypadkowego przechodnia, który w rezultacie zadzwonił na policję. Funkcjonariusze zatrzymali uciekiniera na przejściu dla pieszych na Jachowicza, kiedy na ich widok próbował wyrzucić reklamówkę z rękawiczkami, kominiarkami i bronią.
Szybko ustalono, że zatrzymany był już wcześniej karany za napad na pocztę w Koninie, a jego wspólnikiem był wtedy Jarosław K. Następnego dnia po napadzie płoccy policjanci pojechali do Warszawy i zaczaili się w pobliżu mieszkania tego ostatniego. Kiedy K. ich zobaczył, próbował uciekać, kierując samochodem na jednego z funkcjonariuszy. Wtedy stróże prawa pokazali mu że zależy im na zatrzymaniu i sięgnęli po broń. Padły strzały. Jarosław K. został ranny i następne tygodnie spędził w szpitalu pod opieką nie tylko personelu medycznego, ale także policjantów.
Ostatecznie Andrzej B. i Jarosław K. stanęli przed płockim sądem. Tu mogli usłyszeć jak prokurator wyliczał dowody świadczące o ich wizycie w Płocku: ślad buta Andrzeja B. na ladzie poczty oraz jego ślady zapachowe i ślady DNA na rękawiczkach. Przy K. znaleziono portfel należący do jego kolegi, a w nim karty telefoniczne z takimi numerami jak te, które zniknęły z płockiej poczty. Dodatkowo na niekorzyść K. przemawiał fakt iż próbował rozjechać samochodem jednego z próbujących go zatrzymać funkcjonariuszy. Okazało się też, że w postępowaniu dowodowym wykorzystano informacje od operatora sieci komórkowej. To na podstawie danych z przekaźnika zainstalowanego w wieżowcu, w którym jest poczta przy Wyszogrodzkiej, ustalono, że K. był w Płocku i korzystał z telefonu komórkowego.
Sąd nie miał wątpliwości skazując Jarosława K. na dziewięć lat, a Andrzeja B. na osiem i pół roku pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny.
(jac)

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości