Kilka dni temu minął rok od pana wystawy w Płockiej Galerii Sztuki, która w plebiscycie „Tygodnika Płockiego” zajęła III miejsce. Jak pan wspomina przyjęcie w Płocku i pobyt w naszym mieście?
- Skorzystałem z zachęty dyrektor PGS Alicji Wasilewskiej, by pokazać w Płocku wystawę przekrojową razem ze zdjęciami Edwarda Grzegorza Funke, który wymyślił, że ja nadaję się do portretów. Bardzo miło wspominam tamten wernisaż. Z panią Katarzyną Cybertowicz (Galeria Autorska żel-art) jesteśmy pod wrażeniem galerii i wszystkich ludzi, z którymi zetknęliśmy się przy organizacji wystawy. To nie była pierwsza wizyta. Odwiedziłem Płock wcześniej podczas festiwalu Cinemgic.pl na benefisie Jana Nowickiego. Już wówczas miasto zrobiło na mnie wrażenie. Cieszę się, że czytelnikom „Tygodnika Płockiego” wystawa „Laikonyka Krakowskiego Sensy-Byty-Mary” i wernisaż przypadły do gustu.
Dlaczego „laikonyk”, a nie „lajkonik”, symbol Krakowa?
- To nie jest prawdziwy portret, to jest parafraza lajkonika.
Nagrodzona wystawa została zorganizowana z okazji 20-lecia pana twórczości malarskiej. Widzieliśmy prace wykonane w autorskiej technice żel-art, która jest pana znakiem rozpoznawczym. Czy w czasie pandemii i przymusowej izolacji powstało więcej „laikonyków”? A może spróbował pan czegoś nowego?
- Żel-art to połączenie współczesnej ekstrawagancji z konwulsyjną klasyką. W sensie technologicznym – do malarstwa używam japońskich żeli. Żel-art to był pewien etap w mojej twórczości. Póki co został zamknięty.
Podczas wernisażu, który zamienił się w spontaniczny prawie-recital, zaproponował pan „donatorium” na płocki most, część utworu wykonaliśmy wspólnie, życząc przeprawie „stu lat”. Remont mostu im. Legionów Piłsudskiego dobiegł końca. Czy znaleźli się donatorzy zainteresowani kompozycją?
- Fakt, że remont mostu się skończył, znaczy, że możemy teraz wykonć donatorium na inny temat. Jeśli oczywiście znajdą się donatorzy. Tamta wernisażowa wieczorna kompozycja trwała tyle, co samo wydarzenie. Rektor Akademii Muzycznej powiedziałby, że to pomysł nonszalancki. Ja uważam, że wszystko jest sztuką. A gdy jej nie ma, światu brak urody. Liczą się chwile, nawet takie, które mają wagę motyla.
Jakie są pana najbliższe plany muzyczno-artystyczne?
- Niebawem Scena Plastyczna KUL, którą cenię i jestem bardzo zaprzyjaźniony z jej założycielem, obchodzi jubileusz 50-lecia. Jednym z towarzyszących wydarzeń będzie premiera spektaklu Leszka Mądzika „Kres” z moją muzyką.
W trakcie przygotowań jest kolejny projekt artystyczny „Portret rodziny poza wnętrzem”, którego bohaterem będzie ceniona głowa rodziny. „Poza wnętrzem” oznacza, że wykorzystam architekturę, niekoniecznie Krakowa. Może być też Płock.
Lena Szatkowska
fot. Marta Kunavar
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze