Jest młoda, piękna, a przede wszystkim utalentowana muzycznie. Ale to właściwie nikogo nie powinno dziwić. Jest przecież córką Grzegorza Markowskiego, lidera legendarnego „Perfectu”.Patrycja Markowska 4 marca była w Płocku. Spotkała się tu w pubie „Rodeo” z płocczanami. Jej wizyta związana była ściśle z zaproszeniem dziennikarzy telewizji „Tele Top” i „Tygodnika Płockiego”. Zadaliśmy jej wspólnie kilka pytań. - Zdecydowana, konsekwentna, pewna tego, co robi, co kocha, młoda, pełna energii, czy naprawdę taka jest Patrycja Markowska? - Czasami tak mi się wydaje. Choć przeczytałam ostatnio recenzję mojej płyty, która zazwyczaj oceniana jest jako dobra, a tu nagle ktoś napisał, że kiepsko wyglądam, kiepsko śpiewam, wręcz popiskuję, mam kiepskie utwory. Pobeczałam się wtedy, choć wiem, że powinnam być ponad to. - Jak rozwijała się twoja kariera muzyczna? - Moja kariera dopiero zacznie się rozwijać. Stawiam pierwsze kroki w tym zawodzie i już mam nerwicę żołądka. Bardzo się „spalam” w tym, co robię. Mam to chyba po ojcu. Zresztą tata zawsze się bał, że będę emocjonalnie wszystko odbierać. I tak się rzeczywiście dzieje. Stąd deklaracja mojej nowej płyty, że „będę silna”. Mam nadzieję, że mi się to uda. - Czy tata pomagał ci w tworzeniu twojej płyty? - Kiedyś komponował piosenkę w piwnicy. Zapytał, czy ją chcę. Zabrzmiało to jakby dawał mi kanapkę. Wzięłam ją, ale odłożyłam na półkę. Zajęłam się swoimi kompozycjami, zespołem itd. Przypomniało mi się o niej po czasie i okazało się, że wokalnie jest wprost stworzona dla mnie. Dopisałam tekst i tak na płycie znalazła się kompozycja mojego taty pt. „Dojdę tam”. To wszystko. Sama dobierałam muzyków, sama koncertowałam, sama rozmawiałam z firmą. - Czy ojciec krytykuje to, co robisz? - Wierzy we mnie i czuje we mnie artystkę. To mi bardzo schlebia. Czasami powie, że coś jest nie tak. Śpiewałam kiedyś balladę i machałam nogą. Wtedy powiedział: „Chryste Panie, ty amatorko, stój nieruchomo.” I to było wszystko. - Czy doczekamy się kiedyś waszego duetu? - Tata chciał, żebyśmy zaśpiewali razem na mojej pierwszej płycie. Stwierdziłam, że po co mają wszyscy mówić, że nim się podpieram. Dam sobie raczej trochę czasu. Przy kolejnych płytach pewnie to jednak zaśpiewamy. - Materiał na płytę „Będę silna” zbierałaś przez dwa lata. - Podrywałam wszystkich muzyków, mówiąc im, że mają pisać dla mnie najlepsze piosenki. A tak na poważnie, płyta „Będę silna” kosztowała mnie dużo ciężkiej pracy. Nie chciałam, aby ludzie słuchając jej, przewijali ją co chwila do przodu. Z 24 piosenek wybrałam więc 12 najlepszych i najukochańszych. Są to i ostre rockowe kawałki i bardzo kobiece ballady. Tak powstało moje pierwsze muzyczne dziecko i mam nadzieję, że nie ostatnie. - Podobno teksty pomagał ci pisać ktoś bardzo wyjątkowy. - Byłam ze wspaniałym mężczyzną. Zajmował się fotografią, był barmanem. Olafie pisałam większość tekstów, a przede wszystkim „Opętanie”. Był to bardzo ciekawy związek w moim życiu, który mogę porównać do związku Lenona i Yoko Ono. - Był twoim wsparciem duchowym? - Wsparcie jest bardzo potrzebne, z Olafem się jednak rozstałam. I muszę sama sobie jakoś radzić. Kiedyś widziałam koncert pewnego boys bandu. Przed sceną stał człowiek i rzucał w chłopaków jajkami. Oni odrzucali je i śpiewali dalej. Chyba w takich momentach najbardziej jest potrzebne wsparcie. - „Będę silna” jest twoim bardzo osobistym krążkiem - Płyta powstała w chwili mojego rozstania się z drugą połową. O tym pisałam. Zwierzam się w tych tekstach milionom Polaków. Zrozumiałam to, jak pierwszy raz usłyszałam swoją piosenkę w radiu. Jak kręciliśmy teledysk do „Opętania”, ten moment też był osobisty. Olaf przyszedł na plan. Po prostu w swoich tekstach przelewam uczucia na papier. - Zaśpiewałaś też z najszybszym Polakiem - Marcinem Urbasiem. - „Musisz być pierwszy” napisałam przed Olimpiadą w Sydney. Po raz pierwszy nie tylko pisałam, ale też nagrywałam teledysk. To było wielkie przeżycie. Podobnie zresztą jak spotkanie z Marcinem - wielką gwiazdą sportu. Bałam się, że będzie nadętym kolesiem z ochroniarzami. Tymczasem przyszedł przesympatyczny człowiek i bardzo seksowny mężczyzna. Dobrze się dogadywaliśmy. Pamiętam, że na plan teledysku Marcin przyszedł z kobietą. Rzuciłam mu się na szyję, a on wtedy poznał mnie ze swoją dziewczyną. Była z nami przez cały czas kręcenia teledysku. W pewnej chwili musiałam patrzeć w oczy Marcina i śpiewać „dla ciebie mój szept, gdy budzi się dzień”. W tym momencie nie mogłam się „wyluzować”. W sumie jednak była to ciężka praca na stadionie, ale czułam się jak prawdziwa gwiazda i to było wspaniałe. - Zagrałaś w serialu „Marzenia do spełnienia”, do którego śpiewasz też piosenkę? - To mały epizod, w którym zagrałam siebie. W ten sposób spełniło się moje marzenie. Zawsze bowiem myślałam, że kiedyś odkryje mnie Bertolucci i po Liv Tayler, zagram w „Ukrytych pragnieniach II”. Gdy nadarzyła się okazja, stanęłam przed kamerą i sprawdziłam swoje możliwości. Dziś, jak oglądam ten serial, nie mogę na siebie patrzeć. wysłuchała Blanka Stanuszkiewicz fot. Dariusz Ossowski podpis pod fot. Całuski dla Czytelników „Tygodnika Płockiego”
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze