Płocczanin Maciej „DOP” Bielicki od lat jest czołowym zawodnikiem polskiego stuntu. To do niego należy też światowy rekord Guinnessa w jeździe na motocyklu z jednoczesnym tzw. paleniem gumy. Dokonał tego 5 lat temu w Rzeszowie. Od tego historycznego momentu minęło trochę czasu. Czy płocczanin spoczął na laurach, czy w sposób naturalny ciągnie „wilka do lasu”?
Przypomnijmy, że ów rekord to przejechanych 4,5 km bez dosłownie kilku metrów. Maćkowi udało się ustanowić rekord już podczas pierwszej próby. Ujarzmiał wtedy nowiutkiego Harleya-Davidsona Street Rod o pojemności 750 ccm. O wyczynie świadczy fakt, że płocczanin pokonał rekord ustanowiony rok wcześniej w Stanach Zjednoczonych, gdzie na motocyklu ze znacznie mocniejszym silnikiem (1200 ccm) udało się przejechać 3,7 km.
Maciek ma jednak i talent, i niesamowite wyczucie sprzętów, na których jeździ. Opanowuje je do perfekcji. Warto tu nadmienić, że Harley-Davidson Street Rod, na którym pobił rekord, nie był specjalnie modyfikowany. Do tego miał typowe, seryjne opony. To był jeden z warunków uznania rekordu.
Ale płocczanin dobry jest nie tylko w paleniu gumy na gigantyczne odległości. Jego niesamowite ewolucje na motocyklach zachwycają mistrzowskim opanowaniem sprzętu i zawsze gwarantują wyjątkowe show. A możemy podziwiać je na największych imprezach motoryzacyjnych w kraju. Jakie robi wrażenie? Jego talent doceniła marka Harley-Davidson oferując mu współpracę i swoje motocykle do dyspozycji.
Szczęściarz? To wszystko wynik pasji i wielu treningów, a dodajmy, że jest to nie lada wyczyn, bo… w rodzinnym mieście od lat nie ma miejsca do trenowania. Brakuje wolnego placu, więc motocyklista wykorzystuje tereny, z których nie jest przeganiany.
Tekst i fot. Blanka Stanuszkiewicz

Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze