Łza spływa wolno po twarzy pana Józefa, gdy mówi o chłopakach. Wylicza. – 4 października Marcinek skończył 19 lat, 9 października Piotruś 17 lat. Mnie wskoczyła ósemka z przodu 12 października. I choć nie ma ich już na świecie, to ja ich stale widzę, słyszę, tęsknię za nimi. Mam wrażenie, że za chwilę wejdą do pokoju i znów będziemy żartować. Nie wierzę w to, co się stało, mam żal, że nawet się nie pożegnaliśmy. Wyszli i nic mi nie powiedzieli. A ja zawsze ich przestrzegałem: patrzcie na licznik samochodu, a jak ktoś przekracza prędkość, to wysiądźcie. Nie posłuchali – mówi i odwraca głowę, by nie było widać łez. Spotkaliśmy się, by przypomnieć wydarzenia z 15 października 2015 roku, kiedy to wydarzył się w okolicach Płocka najtragiczniejszy wypadek ostatnich lat. W Grabinie zginęło pięć osób: czterech młodych chłopaków i kobieta wracająca z pracy. Dwaj z nich to bracia, Piotruś i Marcinek, ukochane wnuki pana Józefa. – Nie ma ich już z nami. Takie młode życie zostało przerwane przez głupotę – zaczyna mówić dziadek, ale nie może. Wzruszenie nie pozwala wydusić słowa. Włącza dyktafon, na który nagrywa swoje wspomnienia o wnukach, ostatnich chwil spędzonych z chłopakami.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze