Ma dwóch synów: 14-letniego i 6-miesięcznego. Wynajmuje mieszkanie w prywatnej kamienicy, która nie ma uregulowanego stanu prawnego. Jakie są tego konsekwencje? Od miesięcy żyje w lokalu z przeciekającym dachem. Każdy, najmniejszy nawet deszcz powoduje, że po ścianach leje się woda, zalewa meble, niszczy podłogę. Ma wyłączony prąd, żeby nie doszło do zwarcia i pożaru. Pani Agnieszka mieszka w budynku przy ul. Kazimierza Wielkiego od 5 lat. Wyprowadzili się już stąd wszyscy lokatorzy, pozostała ona i jej synowie. Mają wynajęte dwa pokoje, kuchnię i łazienkę na korytarzu. Z jednego, który kiedyś był pokojem starszego syna, nie korzysta. Właśnie to pomieszczenie jest najbardziej narażone na zalewanie deszczem. W rezultacie we trójkę mieszkają w jednym pomieszczeniu, na szczęście odnowionym przed urodzeniem młodszego syna. Mama i starszy śpią w jednym łóżku, maluch – w swoim łóżeczku. Korzystają z kaloryfera, który musi ogrzać wysokie mieszkanie. – Miesięcznie kupuję 4, czasem nawet 5 butli z gazem. W pokoju jest nie więcej niż 20 st. C. Nie ogrzewamy pozostałych pomieszczeń, tu kręci się nasze życie. Starszy uczy się przy stoliku, młodszy siedzi w wózku. Dla siebie nie mam miejsca – tłumaczy pani Agnieszka, pokazując zniszczone sprzęty. Żyje z zasiłku rodzicielskiego, dostaje też 500+ na obydwóch chłopców i alimenty na starszego.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze