Taize to mała wioska we Francji. Od 1940 roku, dzięki inicjatywie brata Rogera, jest ekumenicznym miejscem kontemplacji, modlitwy, doświadczenia jedności, różnych tradycji i kultur, przez co staje się zaczynem pokoju w świecie.To właśnie pragnienie pokoju gromadzi od 23 lat młodych z całego świata w różnych miastach europejskich. Młodych, którzy wchodząc w nowy rok czy jak zdarzyło się na przełomie roku 2000 i 2001 w nowy wiek i nowe tysiąclecie, chcą uzdrowić wszystkich zranionych przez podziały, przemoc i odrzucenie. Dwudzieste trzecie z kolei spotkanie wszystkich członków i sympatyków ekumenicznej Wspólnoty z Taize odbyło się w Barcelonie w dniach 28 grudnia 2000 – 1 stycznia 2001. Do położonego nad Morzem Śródziemnym malowniczego miasta przyjechało na wspólne spotkanie około 60 tysięcy młodych z całego świata, najwięcej, bo ponad 20 tysięcy - Polaków. Z Płocka i całej diecezji do Hiszpanii udało się ponad 100 osób, w tym 70 wzięło udział w wyjeździe organizowanym przez parafię Św. Jadwigi. Po pierwsze – modlitwa Prawie pięć dni pobytu w Barcelonie to pięć dni porannych spotkań modlitewnych w parafiach, udział w spotkaniach prowadzonych przez braci z Taize, spotkania w grupach tematycznych, wieczorna medytacja z udziałem brata Rogera, organizowana w olbrzymich halach na centralnym Placu Hiszpańskim w mieście (Fira lub Placa d`Espanya), ale także posiłki polowe, udział w koncertach (m.in. śpiewy liturgiczne w wykonaniu chóru prawosławnego z Nowego Sadu w Serbii w kościele Sant Agusti, czy występ młodych instrumentalistów), spotkanie z byłą premier Portugalii Marią de Lourdes Pintasilgo. Podczas spotkań w grupach tematycznych (każdy otrzymywał teksty we własnym języku) młodzi odpowiadali m.in. na pytania: czy jest możliwe przebaczenie, jak rozpoznać wezwanie Chrystusa, czy jest możliwe znalezienie Boga w modlitwie i jakie są wyzwania Europy, jakie wyzwania i obietnice dla rodziny ludzkiej niesie globalizacja. Oprócz tego, dużo ciszy i modlitwy osobistej. Inny charakter miała modlitwa poranna w parafiach: kanony z Taize przeplatane tekstami medytacyjnymi w językach narodowych. Najpopularniejszą okazała się pieśń „Pan jest pieśnią swojego ludu”. Wzruszająca była polska msza na Fira, podczas której z gardeł wielu tysięcy młodych rodaków wydobył się śpiew kolędy „Wśród nocnej ciszy”. Grupa płocka rozmieszczona została w kilku barcelońskich parafiach, u rodzin i w szkołach, część trafiła do parafii św. Ignacego Loyoli i zamieszkała w szkole specjalnej przy ul. Mallorca, prowadzonej przez siostry franciszkanki, miłe i uczynne, choć tylko hiszpańskojęzyczne, witające co rano swoich gości radosnym „Hola!” czyli „cześć”. Na widok prezentu pożegnalnego – obrazka przedstawiającego Jezusa Miłosiernego mówią „Misericordias”, a więc nie jest im obca wizja płockiej siostry Faustyna. Powitanie nowego roku odbyło się w parafiach. Było dość zabawne, ponieważ zgodnie hiszpańskim zwyczajem, w ciągu 12 sekund przed północą trzeba zjeść 12 winogron. Było przy tym dużo śmiechu i radości, gdy winogrona nie mieściły się w ustach. Samo miasto wydawało się jednak spokojne, jakby uśpione, bez petard i sztucznych ogni sprawiało wrażenie opuszczonego. Ale co kraj to obyczaj. Po drugie – zwiedzanie Czteromilionowa Barcelona (polski Kraków), stolica Katalonii, to po prostu miasto piękne. Położone nad Morzem Śródziemnym (jest to po Amsterdamie drugi co do wielkości port w Europie), otoczone Pirenejami, słoneczne, bezchmurne, z rosnącymi wszędzie palmami, dojrzewającymi mandarynkami, zrzucającymi o tej porze roku korę platanami i kaktusami wzrostu człowieka i arabskiej zabudowie, sprawia wrażenie miasta z krainy tysiąca i jednej nocy. O północy 2000 r. wypłynęły stąd w rejs (The Race) dookoła świata katamarany, w tym polska Warta-Polpharma. Zachwyca La Rambla – barcelońska Tumska, najsłynniejsza ulica w mieście, pełna straganów z pamiątkami; La Pedrera czyli dom zwany kamieniołomem, najbardziej awangardowe dzieło słynnego architekta Antonio Gaudiego (1852-1926) oraz projektowane przez niego ogrody, pełne fontann i oryginalnych żywopłotów (m.in. Parc de la Ciutadella); wciąż niedokończone dzieło architekta kościół Świętej Rodziny (Sagrada Familia), pełne elementów roślinnych i charakterystycznych rzeźbień; dzielnica pełna secesyjnych kamienic; Port Vell – stary port, przez który wiedzie molo; stojąca w centrum miasta kolumna z Krzysztofem Kolumbem na cokole; XIV-wieczna Katedra z relikwiami św. Eulalii; widowisko „woda-muzyka-światło” na Placu Hiszpańskim czyli koncert z okazałymi fontannami w roli głównej; wreszcie kibiców piłki nożnej - stadion F.C. Barcelona na 115 tys. miejsc. Zwiedzając Barcelonę, nie można nie wyjechać 50 km za miasto: kolejką linową lub samochodem wjeżdża się do położonego na wysokości 1236 m n.p.m. Monestir de Montserrat czyli benedyktyńskiego klasztoru zbudowanego na „przepiłowanej górze”. Czci się tu Czarnulkę – Czarną Madonnę (La Moreneta) z Dzieciątkiem, wyrzeźbioną w czarnym drewnie. Pielgrzymi dotykają lub całują berło, które Madonna trzyma w dłoni. Na specjalnym ołtarzu można także postawić świeczkę w konkretnej intencji. Montserrat to najświętsze miejsce Katalonii, zbudowane w IX w. Na ścianie klasztoru wśród miejsc kultu maryjnego wypisane jest miasto o swojsko dla Polaków brzmiącej nazwie „Czenstochova”. Tutejsi benedyktyni od wieków prowadzą chór chłopięcy Escalonia. Wszyscy, którzy przyjechali do Barcelony na Europejskie Spotkani Młodych, modlili się o pokój w mieście, którego mieszkańcy nie przepadają za walkami byków (w przeciwieństwie do Madrytu), mówią narodowym językiem katalońskim, tańczą statyczną sardanę, cenią trzeźwość umysłu i rozsądek. Tekst i fot. (eg) Na zdjęciu: Część płockiej grupy podczas zwiedzania klasztoru Montserrat
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze