Historia Kamila i jego rodziny wcale nie różni się od codzienności wielu polskich rodzin, w których jedyny pracujący małżonek nagle stracił pracę. Do tej pory utrzymywał żonę z dwójką dzieci. Od chwili otrzymania wypowiedzenia zostali na łasce rodziny. – Dobrze, że chociaż teściowie i najbliżsi jakoś sobie radzą i nam pomogą – zaczyna relacjonować swoje kłopoty.
Mieszkają pod Płockiem, w Bronowie Kmiecym, wraz z 11 rodzinami w budynku, którym zarządza wspólnota mieszkaniowa. Państwo R. zajmują niewielki, ale własny 2-pokojowy lokal o powierzchni 40 m kw. No, nie do końca własny. Na zakup wzięli kredyt z banku. Pilnują, by nie mieli żadnego zadłużenia.
Kamil pracował w CNH w Płocku. Miał umowę na stałe, ale jak przyszły zwolnienia, to właśnie on, pracownik z najkrótszym stażem, stracił zatrudnienie. Od tamtej pory jest bezrobotny i nie ma prawa do zasiłku, a w domu jest dwójka małych dzieci. Córka ma 8 lat, synek 2. Kiedy stracił pracę, zaczęły się problemy finansowe. – Dwa lata temu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, żona wracała ze szpitala do domu, po urodzeniu młodszego synka. Fakt, nie płaciliśmy wszystkich świadczeń, ale to, co nas spotkało, to był szok. Wspólnota postanowiła odłączyć nam ogrzewanie. Do zimnego mieszkania żona wróciła z noworodkiem. Nikt nie miał dla nas litości – opowiada.
Kamil twierdzi, że próbował rozmawiać z zarządczynią budynku, ale bezskutecznie. Tłumaczenie było jedno – wspólnota zdecydowała o odłączeniu ogrzewania. Musi zapłacić około 8 tys. zł zaległości, by ciepło znów popłynęło w kaloryferach. Skąd ma wziąć taką sumę? Na to pytanie nie otrzymał odpowiedzi. Podobnie jak na prośbę o rozłożenie zaległości na raty. Nikt nie chce z nim rozmawiać, chociaż zapewnia, że od 18 stycznia idzie do pracy, będzie miał dochody i powoli, ale spłaci cały dług. Odpowiedź na prośby brzmi – uregulować należność. – Najgorzej jest w nocy, kiedy temperatura spada dużo poniżej zera, mróz ściska mocno, szron jest na szybach, brakuje słońca. Wtedy w domu jest bardzo zimno, zamarza woda w czajniku, wszystko jest lodowate. Mały pokój, w którym śpią dzieci, ogrzewamy piecykiem elektrycznym, ale już teraz martwimy się, co to będzie, gdy dostaniemy rachunek za prąd, którego uregulowanie mocno nadwyręży nasz bardzo skromny budżet. Innego wyjścia nie ma, dzieci muszą mieć na tyle ciepło, by się nie rozchorowały. My musimy sobie radzić – opowiada.
Ponad 1500 zł zapłacili za energię w ubiegłym roku, kiedy też dogrzewali mieszkanie piecykiem. W regulowaniu rachunków, zwłaszcza w spłacie rat kredytowych, pomagali im rodzice, emeryci. Ubrania i jedzenie dostarcza czasem rodzina. – Nie mamy pustej lodówki, jest co jeść. Naszym największym problemem jest zimno. Latem się nie skarżymy, jest w porządku, ale tej zimy chyba nie przetrzymamy. Dlatego przyszedłem do redakcji z prośbą o pomoc – wyjaśnia.
Sytuację Kamila potwierdza Małgorzata Wiśniewska-Klimaszewska, szefowa GOPS-u w Starej Białej. – Od 2013 roku w mieszkaniu nie ma ogrzewania. Z powodu zadłużenia wspólnota zdecydowała o odcięciu mieszkania od instalacji. To bezprawne działanie, bo tylko decyzją sądu można pozbawić ciepła w mieszkaniu. Wiemy, że tej rodzinie bardzo pomagają bliscy, ale nie są w stanie opłacać za nich wszystkich rachunków. Oni chcą regulować bieżące opłaty, prosili, by zadłużenie rozłożyć na raty, ale wspólnota nie wyraża zgody. Będziemy w tej sprawie interweniować i negocjować, by takie rozwiązanie zaakceptowali. Raz tylko żona pana Kamila była u nas w 2014 roku z prośbą o zasiłek, ale kiedy poprosiliśmy o dokumenty, zrezygnowała, więcej do nas nie przyszła. Rodzinie nie należy się dodatek mieszkaniowy, bo żeby go otrzymać, nie może być zadłużenia na lokalu.
GOPS oferuje pomoc, ale prawdopodobnie na niewiele się to zda, bo wspólnota raczej nie zgodzi się na negocjacje. – Ta rodzina jest zadłużona na sporą sumę, ale nawet nie próbuje się skontaktować z nami, by rozwiązać ten problem. Mamy w budynku ogrzewanie olejowe, co miesiąc kupujemy wspólnie olej. Początkowo sąsiedzi płacili także za nich, ale w pewnym momencie powiedzieli dość, dłużej nie chcieli tego tolerować. Bo chodzi nie tylko o zadłużenie. Ten pan mocno utrudnia nam życie. Nie płaci nie tylko za ogrzewanie, ale także za wodę, śmieci. Kiedy zapraszamy go na spotkania, by wypracować wspólne stanowisko, nie chce do nas zejść, nie otwiera drzwi komornikowi ani listonoszowi, nie odbiera żadnych pism. Lekceważy nas i naszą dobrą wolę. Czy naszym obowiązkiem jest pomagać mu, jeśli on w taki sposób nas traktuje? Na dodatek brzydko się o nas wyraża, szkaluje sąsiadki w internecie, wyrzuca śmieci przez okno. Stać go na piwo w puszkach, a nie stać na zapłacenie rachunków. Czy to dziwne, że sąsiedzi nie zamierzają tego tolerować i nie chcą za niego płacić? – zastanawia się zarządczyni budynku Teresa Jankowska.
Wszystko wskazuje na to, że Kamil i jego rodzina nadal pozostaną bez ogrzewania. Wspólnota ma swoje racje i nie zamierza ugiąć się nawet po interwencjach opieki społecznej czy redakcji. Jeżeli zapłaci, będzie miał ogrzewanie, jeśli nie, musi sobie radzić w inny sposób. – Z bezradności i niemożliwości znalezienia innego rozwiązania wyłączyliśmy ogrzewanie w mieszkaniu. Ten pan miał cały 2014 i 2015 rok, by tę sprawę załatwić, znaleźć pracę, próbować regulować rachunki, spłacać długi. Nie zrobił nic, a jego zadłużenie rośnie z miesiąca na miesiąc. Lekceważy sąsiadów, wyzywa ich, a to przecież jest ich wspólny dom, o który powinni dbać razem. Czy w tej sytuacji, gdy z ich strony nie ma dobrej woli, pozostali lokatorzy mają obowiązek ich kredytować? – kończy rozmowę T. Jankowska.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze