Tak przynajmniej uważa prokuratura z Mławy, która umorzyła postępowanie w sprawie zderzenia policyjnego radiowozu z prywatnym samochodem w Płocku na skrzyżowaniu ulic Sienkiewicza i Bielskiej, pod koniec stycznia tego roku. Za kierownicą policyjnej lanci siedział kom. Mirosław P., wówczas świeżo upieczony naczelnik Sekcji Prewencji Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Drugim pojazdem, alfą romeo, kierowała Lidia D., żona jednego z płockich lekarzy.Prokuraturze nie udało się ustalić faktycznego przebiegu wydarzeń podczas zdarzenia, które początkowo kwalifikowano jako zwykłą kolizję i miał nią zająć się sąd grodzki. Jednak po kilku dniach Lidia D. dostarczyła zaświadczenie lekarskie o problemach ze zdrowiem, które miały być następstwem wypadku.
Z relacji uczestników zdarzenia i świadków wynikało, że kobieta jechała ulicą Sienkiewicza, a Mirosław P. ulicą Bielską, w kierunku Urzędu Miasta. Kierowcy byli trzeźwi, oboje twierdzili, że mieli zielone światło. Wiadomo, że feralnego popołudnia sygnalizacja była sprawna. Osoby znajdujące się w chwili zdarzenia w pobliżu skrzyżowania, nie były w stanie określić, jaki był układ świateł. Zdarzenia nie zarejestrowała także kamera z systemu monitorowania ulic miasta. Po obejrzeniu zapisu okazało się, że zarejestrowała moment przed zdarzeniem, kiedy nie było jeszcze widać obu samochodów, a kolejne ujęcie pokazywało rozbite już auta.
W tej sytuacji prokuratura w Mławie postanowiła umorzyć postępowanie, a sprawę, po uprawomocnieniu się tej decyzji, będzie musiał wyjaśnić sąd grodzki.
Za naprawę radiowozu zapłacił ubezpieczyciel. Jednak samochód przekazany w użytkowanie płockiej policji przez Urząd Miasta, nie wrócił jeszcze do służby.
(jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze