Porażkę zanotowała Wisła Płock w 2. kolejce rozgrywek Lotto Ekstraklasy. Przegrała 1:2 z wicemistrzem Polski, Piastem w Gliwicach. Pierwsze minuty pojedynku niosły ogromną nadzieję, że to płocczanie dopiszą do swojego konta komplet punktów. Niestety, radość była przedwczesna.
Niedzielny poranek rozpoczął się od dobrej wiadomości. Jose Kante został ojcem. Nic więc dziwnego, że piłkarze zdecydowali, że muszą szybko strzelić gola, by zaprezentować kołysankę dla pierwszego w tym sezonie dziecka, które przyszło na świat w Wiślackiej rodzinie.
Jak postanowili, tak zrobili. Na boisko wyszli w tym samym składzie co w pierwszym meczu rozgrywek z Lechią Gdańsk. Jose Kante musiał zaczynać mecz na ławce, ale widać było po jego minie, że chciałby natychmiast wybiec na murawę, by zdobyć bramkę i w ten sposób pokazać całemu światu, jak bardzo jest dumny.
Zamiast niego, do bramki trafił Arkadiusz Reca i to już w 7 min. Najpierw Przemysław Szymiński skierował piłkę do Dimitara Ilieva, ten przedłużył ją na pole karne do Mikołaja Lebedyńskiego, który skutecznie uruchomił Recę. Płocki napastnik musiał już tylko głową umieścić piłkę w bramce, co zrobił z idealną precyzją.
Wydawało się, że piłkarzom Piasta, którzy fatalnie rozpoczęli rozgrywki, stracona bramka podetnie skrzydła i odbierze chęć do gry. Tak się nie stało. O ile Wisła była usatysfakcjonowana przebiegiem meczu, o tyle gospodarze musieli natychmiast coś zrobić, by móc schodzić z boiska z podniesioną głową.
Płocczanie nie odpuszczali, ale wydawali się usatysfakcjonowalni wynikiem, przeprowadzali akcje, ale nie potrafili ich zakończyć celnym strzałem. Za to gliwiczanie coraz bliżej podchodzili do płockiej bramki. W 18 min Saša Živec znalazł się sam na sam z broniącym do niej dostępu płockim golkiperem, Sewerynem Kiełpinem i pewnym strzałem umieścił piłkę w siatce.
Szybko okazało się, że w starciu z doświadczonymi gliwiczanami Wiślacy nie mieli zbyt wiele atutów. Były momenty, że mieli nawet spory problem z wyprowadzeniem piłki ze swojej połowy boiska. A ponieważ gospodarze już wiedzieli, że nie mogą tego meczu przegrać, spokojnie realizowali swój plan.
Po przerwie gospodarze wprowadzili w czyn scenariusz, który zrealizowali w I połowie podopieczni trenera Marcina Kaczmarka. W 58 min na listę strzelców wpisał się Patrik Mraz, który, jak się okazało, swoim golem ustalił wynik spotkania. Nie pomogły liczne akcje, dośrodkowania i ataki. Płocczanie musieli się pogodzić z faktem, że Piast wraca do gry i nie zamierza dalej tracić punktów, przynajmniej na własnym boisku.
Po dwóch kolejkach płocczanie mają na swoim koncie jedno zwycięstwo i jedną porażkę. Do kompletu brakuje tylko remisu. Z kolei rywal płocczan, z którym spotkają się w sobotę o godz. 20.30, czyli Legia Warszawa, swoje dwa pojedynki zakończył remisami. Jaki wynik zanotuje mistrz Polski w starciu z beniaminkiem? Przekonamy się późnym wieczorem 30 lipca.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze