Z dymem pożarów z kurzem krwi bratniej,
Do Ciebie, Panie, bije ten głos!
Straszna to skarga, jęk to ostatni,
Od takich modłów bieleje włos.
Słowa poezji napisanej przez naocznego świadka tamtych wydarzeń do dziś, po 143 latach, robią na nas wrażenie. Wypowiadane były wielokrotnie w różnych miejscach i okolicznościach. Śpiewano je w salonach dworskich i przy leśnych ogniskach, na patriotycznych uroczystościach narodowych i w kościołach podczas nabożeństwa, przy leśnych mogiłach powstańców i w celach więziennych, na ojczystej ziemi polskiej i z dala od niej, śpiewano 15 maja 1863 r. w Płocku po śmierci gen. Zygmunta Padlewskiego – rozstrzelonego przy rogatkach płońskich, 5 sierpnia 1864 r. w Warszawie w dniu stracenia Romualda Traugutta, 23 maja 1865 r. w Sokołowie Podlaskim po powieszeniu ostatniego dowódcy oddziałów partyzanckich, naczelnego kapelana powstania, generał ks. Stanisława Brzóski, ale najczęściej i najwięcej serc przeżywało to w tym właśnie miesiącu – styczniu, który był początkiem wielkiego zrywu Narodu o uratowanie wartości największych: Wiary i Ojczyzny.
Zbrojny zryw narodu polskiego, który potem nazwany został Powstaniem Styczniowym, był największym wysiłkiem tego stulecia w całej Europie. Powstanie Styczniowe trwało najdłużej ze wszystkich powstań narodowych, bo aż 29 miesięcy i przyniosło – mimo niekorzystnego stosunku sił walczących – najmniej strat stronie polskiej, bowiem walki prowadzono systemem partyzanckim. Największy stan liczebny oddziałów powstańczych wynosił 30 tys. mężczyzn, zaś w kwietniu 1864 r. carat wystawił do walki z Polakami armię 190 tys. wojska i żandarmerii.
A jak wyglądała sprawa wybuchu powstania w naszym mieście, w Płocku, który planowany był przez władze powstańcze na ośrodek walk prowadzonych na Mazowszu. Gen. Zygmunt Padlewski mianowany został 17 stycznia powstańczym naczelnikiem województwa mazowieckiego.
Dni poprzedzające powstanie Padlewski spędzał na terenie Puszczy Kampinowskiej, gdzie wyjechał, aby zająć się młodzieżą warszawską, która opuściła miasto ratując się przed branką do wojska rosyjskiego. Wybuch powstania zastał go w drodze do Płocka w okolicach Góry. Tu dowiedział się,że w okolicy wsi Ciółkowo oddział „Dzieci Warszawy” pod dowództwem Aleksandra Rogalińskiego stoczył pierwszą potyczkę z oddziałem wojsk rosyjskich dowodzonych przez pułkownika Kozlaninowa. Z potyczki tej zwycięsko wyszli Polacy, zaś przestraszeni Kozacy wrócili 22 stycznia do
Płocka alarmując garnizon miejscowy o grupach polskich spiskowców.
Opanowanie Płocka w nocy z 22 na 23 stycznia powierzono wojskowemu naczelnikowi województwa płockiego, Konradowi Tomaszewskiemu, byłemu oficerowi wojsk rosyjskich, używającemu pseudonimów: „Bończa” i „Błaszczyński”. Pułkownik Bończa zamierzał przeprowadzić napad na Płock w nocy na czele miejskiej organizacji narodowej i prowincjonalnych jednostek. Sygnałem do akcji miało być bicie w dzwony i podpalenie koszar przez spiskowców. Stan załogi rosyjskiej w Płocku wynosił około 1000 ludzi, część wojska była w terenie. Wyznaczono główne cele napadu, którymi były: warta główna, tzw. odwach, ratusz, koszary piechoty na rogatkach płońskich i koszary kozackie na tzw. Czarnym Dworze. Załoga polska, która miała brać w tym
udział z Lipna, Sierpca, Drobina i Bodzanowa miała liczyć ponad 10 tys. mężczyzn. Jednak znaczna część spodziewanych oddziałów nie nadeszła.
Wiadomość o porażce Kozaków Kozlaninowa pod Ciółkowem dotarła w południe 22 stycznia do Płocka i spowodowała, że wojsko rosyjskie podjęło działania, rozstawione zostały silne patrole na placach, przed główną strażnicą (wartownią), przed ratuszem i na Czarnym Dworze. Rozstawione patrole już o zmierzchu dokonały 40 aresztowań spiskowców podążających na zbiórki. Upewniło to władze rosyjskie, że coś się przygotowuje, do tego doszła jeszcze zdrada dwóch spiskowców. Wszystko to sprawiło, że garnizon rosyjski w Płocku nie dał się zaskoczyć. Gdy około godz. 100 w nocy dzwon katedralny się odezwał, a za nim dzwony innych kościołów płockich i na ulice miasta wpadli powstańcy z okrzykiem „Do broni”, niewielu mieszkańców wyszło na ulice, bojąc się wojska rosyjskiego.
Wojciech Zegrzda – Naczelnik Miejskiej Organizacji Narodowej z niewielką grupą spiskowców i klerykami płockiego Seminarium Duchownego ruszył na rynek, gdzie doszło do pierwszych starć z wartą, choć wartownik rosyjski padł, jednak oddział został zaalarmowany. Do walki włączył się pułkownik Bończa-Błaszczyński. Nie udał się także atak na koszary piechoty, gęsty ogień karabinowy z okien koszar nie pozwolił podejść spiskowcom i podpalić budynków.
Załamało się także natarcie na koszary kozackie na Czarnym Dworze, poprowadzone przez gwardiana Ojców Reformatów z kościoła św. Jana. Zabarykadowani Kozacy ostrzeliwali się skutecznie. Straty po stronie rosyjskiej były niewielkie, kilkunastu zabitych i kilkudziesięciu rannych. Podobnie było po stronie polskiej z tym, że ponadto około 150 powstańców dostało się do niewoli. Wojciech Zegrzda, naczelnik miasta, ranny w czasie szturmu, gdy go chciało aresztować po kilku godzinach, wystrzałem z pistoletu odebrał sobie życie.
Dość dobrze zaplanowana i rokująca powodzenie wyprawa na Płock zakończyła się niestety niepowodzeniem. Zawiedli dowódcy poszczególnych zgrupowań, którzy tego dobrze w szczegółach nie przygotowali. Jak się potem okazało, główną przyczyną klęski był brak dostatecznej konspiracji i zachowania tajemnicy. W ataku na Płock brało udział około tysiąca powstańców słabo uzbrojonych.
Rankiem 23 stycznia i przez cały dzień w Płocku i wszystkich miastach, gdzie stacjonowało wojsko rosyjskie, było pusto i głucho. Rosjanie byli przerażeni, skonsternowani, zdezorientowani co robić, jak się zachować. Dopiero następnego dnia z Warszawy poszły rozkazy dla poszczególnych garnizonów zawiadamiające o wybuchu powstania i o tłumieniu go. Ale i powstańcza machina poszła w ruch. Zaczęły się dni i noce pełne walki, poświęcenia i męczeństwa. Terror rosyjski odczuli Polacy już w pierwszych tygodniach.
2 lutego 1863 r. na placu przy koszarach rosyjskich, na rogatkach płońskich, zostali rozstrzelani uczestnicy walk powstańczych w Płocku; byli to: Gustaw Ćwirko, lat 19, z Płocka; Wojciech Kuśmierski, lat 18, ślusarz z Warszawy;
9 lutego: Dionizy Jarzyński, lat 40, bednarz z Płocka; Marian Woliński, lat 18, subiekt z Płocka.
21 lutego: Walerian Ostrowski, lat 20, żołnierz armii rosyjskiej, który przeszedł do powstańców.
Na tym samym placu 15 maja 1863 r. rozstrzelany został gen. Zygmunt Padlewski, naczelnik powstania na Mazowszu.
Ks. Michał Marian
Grzybowski
(eg)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze