“Zabiję cię” - usłyszał pewien... przystanek autobusowy na Podolszycach od pijanego studenta. Nie skończyło się na groźbach. Krewki młodzieniec postanowił wprowadzić słowa w czyn i zaczął kopać stojącą na ulicy konstrukcję. Tym razem przystanek okazał się silniejszy. Napastnik zmęczony alkoholem i pewnie wysiłkiem fizycznym opadł z sił. Jednak nie zawsze kończy się tak dobrze.
- Przypadki wandalizmu najczęściej są odnotowywane w weekendy, najwięcej jest ich na Podolszycach Południe. Najczęściej wandale atakują przystanki autobusowe i budki telefoniczne. Wybijane są szyby, zrywane rozkłady jazdy, wyrywane słuchawki telefonów i zrywane płyty czołowe ulicznych aparatów telefonicznych – mówi podkomisarz Karol Dmochowski, oficer prasowy komendanta miejskiego policji w Płocku.
Mienie firm świadczących usługi dla ludności najczęściej staje się celem ataku. Kilka miesięcy temu kierownictwo Komunikacji Miejskiej z przerażeniem prezentowało autobus, który wrócił z trasy linii nr 10, tej która łączy miasto ze szkołą rolniczą w Górach. Podarte i pomazane flamastrami siedzenia były przyczyną natychmiastowego skierowania pojazdu do remontu.
- Tylko od początku tego roku odnotowaliśmy ponad 50 przypadków wandalizmu. Pięciu sprawców zostało zatrzymanych na gorącym uczynku. Wszyscy byli już pełnoletni. Obyło się bez kar, ale tylko dlatego, że cała piątka pokryła wyrządzone straty – dodaje K. Dmochowski.
Za akty wandalizmu grozi kara grzywny do 5 tysięcy złotych, areszt lub ograniczenie wolności: - To w przypadku jeśli straty nie przekraczają 250 złotych. Jeśli straty są wyższe, sąd może orzec nawet 5 lat więzienia – przestrzega Karol Dmochowski.
Wykroczenia i przestępstwa popełnione przez wandali są ścigane na wniosek pokrzywdzonego, czyli najczęściej firm komunikacyjnych i telekomunikacyjnych oraz spółdzielni mieszkaniowych. Niestety często nie wiadomo kogo ścigać, bo sprawcy pozostają nieznani. Chociaż są też sytuacje, kiedy sprawcy są doskonale znani.
- Wszystko zaczęło się, kiedy dzieciaki z osiedla zaczęły dorastać. Najpierw były uszkadzane domofony i wybijane szyby. Klatki schodowe były zasypane niedopałkami papierosów, a ścianę pomazane wulgarnymi napisami. Jednak ostatnio wandale posunęli się za daleko. Zerwali ze ściany statyw, na którym były pozostawiane ulotki. Ulotki, które znalazły się na podłodze podpalili – skarży się jeden z naszych czytelników z ulicy Batalionu ”Parasol” na Zielonym Jarze.
Próba podpalenia klatki schodowej to już chyba nie jest zwykły akt wandalizmu. W takich sytuacjach instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo powinny reagować zdecydowanie, tym bardziej że sprawców najprawdopodobniej dałoby się bez trudu ustalić.
- Prosimy społeczeństwo o reagowanie na akty wandalizmu. Sprawcy to często bardzo młodzi ludzie, a kodeks karny przewiduje instytucję “zatrzymania obywatelskiego”. Jeśli ktoś się nie czuje na siłach, wystarczy zadzwonić na policję – mówi Karol Dmochowski.
Społeczeństwo rzeczywiście dzwoni, jednak zdarza się, że oficer dyżurny nie ma w danej chwili wolnego radiowozu, a tylko natychmiastowa reakcja może pozwolić na schwytanie sprawców. Ludzie widząc, że policja nie przyjeżdża, od razu przestają dzwonić i jedynie narzekają. Są też jednak sytuacje, kiedy to policjanci wpadną wprost na wandali, tak jak na opisanego na początku studenta znęcającego się nad przystankiem.
Problem wandalizmu nie dotyczy tylko Płocka. Na przykład w Gostyninie, przy jednym z bloków przy ulicy Wojska Polskiego wandale spowodowali powódź. Rozerwali jeden z grzejników i woda z instalacji centralnego ogrzewania zalała klatkę schodową.
(jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze