O tym, jaka maksymalnie może być wysokość tak zwanej opłaty rekrutacyjnej czy też czesnego, najlepiej będą zorientowani tegoroczni maturzyści. Już za kilkanaście dni będą musieli bowiem podjąć decyzję jaki kierunek studiów wybrać i na jakiej uczelni.Zanim zapadnie ostateczna decyzja, trzeba będzie przeanalizować wszystkie za i przeciw. W pierwszej kolejności liczy się renoma uczelni, przygotowana przez nią oferta edukacyjna, baza dydaktyczna. Niemniej ważną kwestią jest także, ile za trzy lub pięcioletnią naukę trzeba będzie zapłacić. A pierwsze pieniądze potencjalni studenci muszą wydać zaraz przy składaniu dokumentów na tak zwaną opłatę rekrutacyjną. To duży wydatek, zwłaszcza, że wielu maturzystów składa dokumenty na kilka uczelni, co daje rachunek około 400 zł plus dojazd i ewentualne zakwaterowanie. W przyszłym roku akademickim (zgodnie z rozporządzeniem ministra edukacji narodowej i sportu) wysokość opłaty wnoszonej przez osobę ubiegającą się o przyjęcie na studia wyższe maksymalnie może wynieść osiemdziesiąt zł. Dotyczy to kierunków studiów, na których postępowanie kwalifikacyjne obejmuje testy dotyczące szczególnych wymogów stawianych kandydatom. Maksymalnie siedemdziesiąt pięć złotych może wynosić opłata dla osób ubiegających się o przyjęcie na studia na pozostałych kierunkach. Podobnie sytuacja przedstawia się w przypadku państwowych uczelni zawodowych. Osiemdziesiąt zł maksimum mogą zapłacić ci, którzy ubiegają się o przyjęcie na kierunki i specjalności, na których postępowanie kwalifikacyjne na studia obejmuje testy dotyczące szczególnych wymogów stawianych kandydatom. Pięć złotych mniej płacą osoby chcące rozpocząć studia na pozostałych kierunkach lub specjalnościach zawodowych. Przyszli studenci narzekają, że muszą wpłacać pieniądze uczelni, chociaż nie mają gwarancji, że zaczną tu studiować. Przedstawiciele środowiska akademickich, podkreślają, że nie są to wygórowane kwoty. - Przeznaczane są w całości na przeprowadzenie procesu związanego z przyjęciem na studia. Gdyby nie to, musielibyśmy przykładowo wykorzystać fundusze z dydaktyki. Można by tak zrobić, ale byłoby to rozwiązanie ze szkodą dla studentów - powiedział Mariusz Portalski, ze Szkoły Nauk Technicznych i Społecznych w Płocku. Jego zdaniem ministerialne ograniczenia co do maksymalnych kwot, które mogą być w takich wypadkach pobierane, są potrzebne. - Uwzględniają faktyczne koszty, jakie uczelnia ponosi na przeprowadzenie tej procedury. Z pewnością pozwalają uniknąć sytuacji, w których opłaty rekrutacyjne osiągnęłyby zbyt wysoki poziom - dodaje Mariusz Portalski. Bolesne czesne Tu nadal rozpiętość opłat jest bardzo duża. W tym zakresie uczelnie mają sporą dowolność. Kwota czesnego na poszczególnych kierunkach jest podyktowana zainteresowaniem studentów czy też zapotrzebowaniem na rynku pracy, na specjalistów w danych zawodach. Z pewnością przyszli studenci muszą liczyć się z niewielkim, ale jednak wzrostem kosztów studiowania. Wszyscy absolwenci szkół ponadgimnazjalnych muszą liczyć się z tym, że jeżeli wybiorą kształcenie na studiach prowadzonych w systemie zaocznym lub w uczelni niepaństwowej, to rocznie będą musieli wydać kilka tysięcy złotych. drogo czy tanio? W tej kwestii zdania są podzielone. Dla części studentów proponowane stawki są zbyt duże. Część podkreśla, że dla zdobycia dobrego wykształcenia i przygotowania do pracy zawodowej warto zainwestować. Jerzy Żabowski, prorektor do spraw ogólnych w Wyższej Szkole im. Pawła Włodkowica, podkreśla, że studenci mają możliwość korzystania ze stypendiów socjalnych i naukowych. - To w znacznym stopniu pomaga sporej grupie osób złagodzić koszty związane z edukacją. Aleksander Kozłowski, rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Płocku, zwraca uwagę, że około 3/4 pieniędzy pozyskiwanych z czesnego jest przeznaczana na rekompensowanie bieżących wydatków. Około 1/5 na koszty związane z edukacją, ewentualne zasilenie budżetu uczelni. - Abyśmy mogli być konkurencyjni i atrakcyjni dla przyszłych studentów, musimy zaproponować przystępne dla młodych ludzi ceny. Te, które mamy w chwili obecnej są na granicy opłacalności - powiedział prof. Kozłowski Studia kosztują słono, niezależnie czy są państwowe, czy prywatne. Za trzy osobowy pokój w akademiku trzeba zapłacić 280 zł (każdy), ale ten mogą otrzymać tylko ci studenci, których dochód nie przekracza określonej przez uczelnię kwoty. Za mieszkanie trzeba zapłacić od 200 zł wzwyż (w Płocku) od jednej osoby. W Warszawie wszystko kosztuje dwa razy drożej. rad Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze