Poniedziałek. Godzina jedenasta. Dokonanie wpłat i sprawdzenie stanu konta graniczy niemalże z cudem. W banku przy ulicy Tumskiej system jest przeładowany. Ochrona jest wzmożona. Wszyscy okupują okienka, by stać się właścicielem lokaty. Staję w długim ogonku, gdzie nie brakuje starszych i młodszych. Jest wielu emerytów. – A mówią, że Polacy nie mają pieniędzy – wtrąca ktoś w kolejce. Żeby wykupić lokatę prywatyzacyjną trzeba wziąć ze sobą dowód i mieć gotówkę w wysokości od 500 zł do 20 000 zł.
– Nie mam tyle przy sobie, ale mam na koncie – martwi się starsza kobieta. Ludzie zaraz jej podpowiadają, że można dokonywać zakupu przelewając pieniądze z konta. Kobieta już spokojniejsza, stoi dalej w kolejce. Mijają minuty, ogonek się powiększa. Ale nie rusza do przodu. Ludzie stoją wciąż w tym samym miejscu.
– A może kolejka jest mniejsza w banku na 3-go Maja, choć nie wiem, czy tam sprzedają lokaty – zastanawiają się co niecierpliwsi „stacze”. Fama obiega kolejkę, ktoś widział przecież, że i tam stali w nocy pod bankiem, nie mówiąc już o „dzikich tłumach” pod bankiem na Podolszycach.
W PKO na ul. Tumskiej już w nocy z czwartku na piątek pojawili się pierwsi chętni i nie odpuścili swoich miejsc do poniedziałkowego poranka. Utworzono pierwsze społeczne komitety: – Z każdej sześćdziesiątki niech przez 6 godzin stoi trójka osób – zaproponował kategorycznie młody mężczyzna. Nikt się nie sprzeciwił. Nagle zrobiło się tak, jak za dawnych czasów i znów okazało się, że Polak potrafi zarobić na wszystkim. Pierwsze miejsca w kolejce po lokaty prywatyzacyjne PKO Banku Polskiego można było odkupić za 2 tys. zł! – Stałam, marzłam, ale wystarczy mi 500 zł – twierdzi jedna z kobiet i nie musiała tyle czekać na chętnych, co windujący ceny do góry.
– Żeby pani wiedziała, co się tu działo dziś rano o ósmej rano. Istna walka o ogień. Ludzie nie mieli żadnych skrupułów, żeby dostać się do okienek. Teraz to jest pełna kultura i istny spokój – zapewniają ludzie.
Faktycznie istny spokój. Kolejka stoi w miejscu, posuwa się w żółwim tempie. Jest czas na wymianę informacji. Choć nie wszystkich. Trudno uzyskać odpowiedź na pytanie „- Za ile pan/pani kupuje lokatę?”. No chyba nie za 500 zł, bo to się podobno nie opłaca tylko tyle inwestować. Znowu pojawią się pytania, skąd ludzie mają tyle pieniędzy, skoro w kraju taka bieda.
Pracownik banku wyjaśnia, że dopiero po 4 listopada dowiemy się, ile akcji dostaniemy za wykupione lokaty. Za ten rok dostaniemy również 3 % oprocentowania. Każdy kalkuluje. Do tego interesu trzeba mieć smykałkę giełdową.
– W radiu mówili, że będą wypłacać zyski 10-20 %. Może to podpuszczanie ludzi, żeby więcej kupowali, tym bardziej że zwiększyli pulę – zastanawiają się ludzie.
Dochodzą kolejni, mają nadzieję, że i dla nich starczy lokat. Warto stać, czy nie warto?
Wiadomo tylko tyle, że w chwili, gdy zostanie wyczerpana pula, klient zostanie odesłany od okienka, a za nim cała reszta. To nic. Kolejka wcale się nie zmniejsza, choć jedna osoba miała być obsługiwana w ciągu 15 min. Jest 11.45 i moja pozycja nie zmieniła się ani na centymetr. Dla ludzi jest ważne, że jeszcze nikogo nie odesłali od okienek, że jeszcze jest szansa na zarobienie na prywatyzacji Banku Polskiego, jednej z najważniejszych i największych przedsięwzięć tego typu w Polsce, który jeszcze nie został oddany zagranicznemu inwestorowi. Dzięki przeprowadzeniu Publicznej Oferty Sprzedaży części Akcji PKO Banku Polskiego i nadaniu w efekcie Bankowi statusu spółki notowanej na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, przyjęta została przez polski rząd strategia prywatyzacyjna majątku Skarbu Państwa.
W związku z tym ludzie liczą na profity. Potrzeba jednak czasu, aby ta „okazja” dla „przeciętnego zjadacza chleba” przyniosła zyski. A jeśli ich nie przyniesie...
BeeS
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze