Reklama

Stan cywilny: samotna

13/10/2015 13:06
– Była odważna, myśląc, że tego mężczyznę uda się oswoić, poślubić i budować z nim życie. Kochała go bardziej niż on ją, ale była mu potrzebna. Schulz bał się życia, bał się przenieść z punktu A do punku B, co dopiero podjąć decyzję o ślubie. W końcu się oświadczył. Nawet wystąpił dla niej z gminy żydowskiej, bo była katoliczką. Ale nie poszedł do ołtarza, nie wziął ślubu. Ona na początku godziła się na to niezdecydowanie, ale potem zaczęła stawiać warunki – mówiła o bohaterce swojej najnowszej książki, Józefinie Szelińskiej, Agata Tuszyńska. Autorka spotkała się z czytelnikami w Muzeum Żydów Mazkowieckich podczas promocji książki Narzeczona Schulza.
Józefina Szelińska nazywana Juną długo nie była obecna w historii literatury. Wspomniał o niej dopiero Jerzy Ficowski, który po wojnie badał twórczość Schulza i napisał o nim pierwszą książkę. Zbierając materiały do publikacji, ogłaszał w gazetach, że poszukuje osób znających autora Sklepów cynamonowych. Na jedno z takich ogłoszeń odpisała Józefina Szelińska. Tak zaczęła się korespondencja pomiędzy nią a Ficowskim, w której opowiedziała mu dzieje swojej znajomości z Schulzem. Nie przyznała się, że Schulz jako jedynej kobiecie zaproponował jej małżeństwo, że razem z nim tłumaczyła Proces Kafki, chociaż podpisany został tylko on. Kiedy Jerzy Ficowski zmarł, na listy pozostawione w jego domu trafiła Agata Tuszyńska. Ich lektura zainspirowała ją do napisania książki. – Każda z moich książek ma trochę inną formę. Z kawałków wspomnień, listów, staram się zbudować postać. Kiedy pochylam się nad bohaterem, słowem kluczowym jest słowo „zrozumieć”. Miałam pewne trudności, by zrozumieć Józefinę. Psychicznie jest mi bowiem bardziej daleka niż bliska. Zainteresowało mnie, co sprawiło, że Schulz się nie zdecydował, by dzielić z nią życie? Jak się spotkali, co ich dzieliło? – mówiła Agata Tuszyńska. – Była tam wzajemna fascynacja. Schulz nawet przyjechał za nią na chwilę do Warszawy, ale wrócił. Jak sprostać być kobietą Schulza na co dzień? Miałam do niej swojego rodzaju czułość. Nie ułożyła sobie życia, do końca była sama. W rubryce stan cywilny wpisywała sobie: samotna – opowiadała autorka. – Jak detektyw śledziłam, zbierałam materiały, przeprowadziłam setki rozmów, zmagałam się z pamięcią. Kto był świadkiem tego samego zdarzenia? Gdzie jest prawda? Po pracy detektywistycznej, gdy się stwierdzi, że już nic więcej się nie da wymyślić, zaczyna się męka pisania – wyjaśniała.
On miał 42 lata, ona 28. Była osobą wykształconą, inteligentną, znała niemiecki i francuski. Nie znosiła Drohobycza, chciała się wyrwać do Warszawy. W końcu jej się udało. Zaczęła od nudnej, źle opłacanej pracy. Mimo wszystko uważała, że stolica ją nobilituje. Miała nadzieję, że Bruno dojedzie do niej i będzie literatem (był już wtedy znany) i że ich wspólne życie może się udać. – Juna wypierała się swoich żydowskich korzeni. Oddzieliła się od biednego, rozmodlonego żydostwa, od prowincji. On nie był religijny, ale się w tym tłumie odnajdywał, stamtąd czerpał inspiracje. „Odchodzę od swoich, ale nie zjednoczę się z twoimi” – pisał do niej Schulz – mówiła Agata Tuszyńska. Schulz dostał urlop i przyjechał do Warszawy, ale zaraz uciekł. Poza lękiem przed zmianą bał się, że jak wyjedzie z Drohobycza, nie będzie mógł pisać ani malować. Józefina Szelińska ceniła jego obrazy olejne, nie znosiła natomiast erotycznych rysunków, które oglądała na ścianach jego pokoju w Drohobyczu. Niestety z obrazów nie zachowało się prawie nic, choć namalował ich około 200. W trakcie ich związku trwającego w latach 1933–1937 pisał też listy do innych kobiet. Nawet pytał i radził się na temat Józefiny. – Wiódł mroczne życie erotyczne. Szelińska myślała, że sama mu wystarczy, ale łudziła się. On był takim czarodziejem słów, mówił przyciszonym głosem. W tę narrację wchodziło się bez reszty. Ten mały człowieczek z Drohobycza był najważniejszym mężczyzną w jej życiu – stwierdził gość Płockiego Stowarzyszenia Przyjaciół Książki i MŻM, które zorganizowało to spotkanie.
Schulz i Juna prowadzili korespondencję. Listów było ponad 200, ale Szelińska powiedziała Ficowskiemu, że zaginęły w czasie wojny. Miała zostawić je na strychu przewiązane wstążeczką. – Trudno w to uwierzyć – powiedziała Tuszyńska. – Po wojnie narzeczona Schulza znalazła się w Gdańsku i skupiła na pracy. Była nauczycielką, potem bibliotekarką. Gromadziła książki, jeździła na aukcje, dała podstawy biblioteki na Uniwersytecie Gdańskim. Żyła skromnie. W jej mieszkaniu wisiały portrety i rysunki Schulza. Odwiedzało ją mało osób. Zmarła w 1991 roku, połykając pigułki nasenne. Po jej śmierci rozszyfrowano dedykację do Sanatorium pod klepsydrą. Tajemnicza J., o której pisał Ficowski i która pod tym inicjałem wystąpiła też w opracowanej przezeń Bruno Schulz. Księga listów (na jej prośbę nie podał nazwiska) została ujawniona. Spotkanie poprowadzili Renata Kraszewska i Rafał Kowalski.
Lena Szatkowska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości