Niedawne zamieszanie wokół okoliczności podpisania tzw. paktu stabilizacyjnego z wyłączeniem większości, a właściwie wszystkich, poza jednym, ogólnopolskich mediów chluby PiS-owi oczywiście nie przynosi. Zdarzenie to jednak stało się okazją do zaobserwowania ciekawego zjawiska. Zignorowane przez władzę media wystąpiły zgodnym chórem w obronie swojego prawa do zaspokajania ciekawości obywateli na temat aktualnego życia politycznego w sposób obiektywny, bezstronny i bez jakichkolwiek ograniczeń. To godne pochwały podejście do sprawy przypomina jednak starania łajdaka o to, by uznawano go bez zastrzeżeń za wzór cnoty. Na obronę swojego przekonania podam dwa przykłady. Wiem, że już dawno temu swoje sympatie polityczne ulokowałem niewłaściwie. Cóż począć, człowiek z idealizmu wyrasta czasami bardzo późno. Kiedy jednak pojawiła się tzw. III RP, a wraz z nią tzw. wolne media, zacząłem żywić cichą nadzieję, że moja ciekawość dotycząca bieżącego życia politycznego będzie w sposób bezstronny i w miarę częsty zaspokajana, to znaczy że z częstotliwością równą częstotliwości pojawiania się w tychże niezależnych mediach informacji o innych partiach politycznych oraz co najmniej wprost proporcjonalnie do społecznego poparcia i moja dozna tej samej satysfakcji, a wraz z nią ja zyskam świadomość obywatelskiego upodmiotowienia (nie ulega bowiem wątpliwości, że poczucie bycia traktowanym właściwie w państwie wzmaga bardzo doznanie szacunku płynącego z zaspokojenia potrzeby dostępu do prawdy). Niestety moje obywatelskie prawo do rzetelnej, bezstronnej informacji od parunastu już lat jest regularnie ignorowane. Na temat partii, której program darzę uznaniem panuje zgodna od lat zmowa milczenia we wszystkich ogólnopolskich liczących się mediach prasowych i telewizyjnych. Czasami tylko z musu wspomina się o niej przy okazji kolejnej kampanii wyborczej, a przy tym zawsze źle. Czy to zemsta za zainicjowanie procesu lustracji w roku 1992? Wobec takich faktów, może nazbyt osobistych, patrzę na spazmy mediów oburzonych postępowaniem PiS-u, choć go nie pochwalam, spokojnie i z dużym dystansem.
Druga sprawa to atmosfera, jaką wokół wyborczego zwycięstwa PiS-u na forum ogólnopolskim konstruują media. Opozycja parlamentarna zyskała w ten sposób jawnego sojusznika, który z nieukrywaną pasją dyskredytuje i ośmiesza każde posunięcie nowej władzy, zasiewając przy okazji z powodzeniem społeczny niepokój, jakoby nowa formacja rządząca sięgała niemalże po formy władzy totalitarnej. Rozumiem rozgoryczenie postkomunistów przegranymi wyborami, rozumiem ogromny zawód, jaki Platformie Obywatelskiej sprawiło obywatelskie społeczeństwo, ale nie sądziłem, że wszystko to wybuchnie taką dawką nienawiści wobec zwycięzcy wyłonionego przecież według demokratycznych procedur. Umiejętnie i długofalowo sączony jad nienawiści nie może pozostać bez obojętności. A przecież zdaje się, że media powołane są raczej do opisywania, a nie do kreowania rzeczywistości. Skoro jednak nie udało się skutecznie wykreować powszechnego strachu społeczeństwa przed groźbą złożenia władzy w ręce członków jednej rodziny, cały wysiłek poszedł w kierunku dyskredytowania wszelkich posunięć programowych, które wydają się celowe i pilne, jak choćby dążenie do wzmocnienia skuteczności wychowawczych działań szkoły, czy przeciwdziałania szerzeniu w mediach treści szkodliwych (przemoc, pornografia) dla rozwoju emocjonalnego i moralnego dzieci i młodzieży. Wcześniej nawet nikt nie próbował wywoływać dyskusji na tak niewygodne tematy. Niestety niechęć personalna wobec aktorów podwójnego zwycięstwa w jesiennych wyborach przyćmiewa niektórym umysł. Trudno doszukać się w tym wszystkim i obiektywizmu, i zwykłego taktu. O co więc tyle szumu?
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze