Reklama

Słusznie jesteśmy w Lidze Mistrzów

22/09/2015 09:49
Tak niesamowitej końcówki spotkania mało kto się spodziewał. Doceniając klasę rywala, płocczanie raczej nie oczekiwali zwycięstwa. Spodziewali się co najwyżej dobrej gry, walki do ostatniej minuty i wyniku, którego nie trzeba się wstydzić.
Tymczasem Orlen Wisła rozpoczynająca nowy sezon Ligi Mistrzów od meczu z faworytem grupy A, kandydatem do Final Four, jedną z najlepszych europejskich drużyn – MVM Veszprem – sprawiła ogromną niespodziankę. Po 60 minutach spotkania i nieprawdopodobnym pościgu obie drużyny miały na swoim koncie po 27 goli. Ostatniego, na miarę remisu, rzucił Dmitri Żitnikow.
Obie drużyny rozpoczęły rozgrywki w swoich najsilniejszych składach. Na papierze goście mieli ten skład dużo silniejszy niż Orlen Wisła, ale boisko miało zweryfikować to przeświadczenie. Na dodatek płocki zespół był wzmocniony dopingiem z trybun – ponad 5 tys. kibiców zdzierało gardła. Wszyscy mieli swój udział w zdobyciu pierwszego, bardzo cennego punktu.
Od początku drużyna Veszprem zamierzała pokazać płockiej ekipie, co potrafi. Po dwóch golach Valentina Ghionei, który w 6 min. strzelił na 2:3, swój taniec na bramce Veszprem rozpoczął Mirko Alilovic, który bronił dwukrotnie rzuty Angela Montoro, Ghionei i Adama Wiśniewskiego, i to dzięki bramkarzowi gości w 9 min. było 2:5.
Po zmianie Montoro, za którego wszedł Namanja Zelenovic, gra płockiego zespołu zmieniła się. Drużyna zaczęła rzucać gole i bronić bramki. Świetnymi obronami popisywał się Rodrigo Corrales. W 15 min. goście prowadzili 8:5, a 10 minut później na tablicy widniał remis 8:8. Przez 11 minut Veszprem nie zdołało strzelić gola Corralesowi, jedynie raz rzut karny Momira Ilica wybił Marcin Wichary. W końcówce I połowy goście odzyskali swój rytm i zdołali doprowadzić do 2-bramkowej przewagi.
Przerwa wyraźnie zdekoncentrowała zawodników Orlen Wisły, którzy pozwolili, by w 35 min. goście prowadzili 16:12, a w 43 min. 20:16. Ostatni kwadrans spotkania bardzo dobrze zaczęli płocczanie, którzy w 46 min. zmniejszyli rozmiary porażki do wyniku 18:20, by w 50 min. pozwolić gościom znów zrobić 4-bramkową przewagę. W 54 min. goście prowadzili 26:22, potem dwa gole zdobył Tiago Rocha, dołożył Żitnikow i 70 sekund przed końcem pojedynku Orlen Wisła przegrywała tylko 25:26, a Carlos Ortega wziął czas. Wydawało się, że z marzeń o punkcie wyleczył gospodarzy Momir Ilic, który rzucił w 60 min. gola na 25:27.
Ostatnia minuta spotkania była niesamowita w wykonaniu piłkarzy Orlen Wisły. 45 sek. przed końcowym gwizdkiem rzucił po raz 9. bezbłędny w meczu Rocha, a kropkę nad i postawił Dimitri Żitnikow, który po błędzie piłkarzy gości, 15 sek. przed końcem, wziął ciężar gry na swoje barki i rzucił gola, doprowadzając do remisu.
Sprawdziły się słowa trenera Manolo Cadenasa – w Orlen Arenie jego drużyna nie przegrywa.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości