Tak niesamowitej końcówki spotkania mało kto się spodziewał. Doceniając klasę rywala, płocczanie raczej nie oczekiwali zwycięstwa. Spodziewali się co najwyżej dobrej gry, walki do ostatniej minuty i wyniku, którego nie trzeba się wstydzić.
Tymczasem Orlen Wisła rozpoczynająca nowy sezon Ligi Mistrzów od meczu z faworytem grupy A, kandydatem do Final Four, jedną z najlepszych europejskich drużyn – MVM Veszprem – sprawiła ogromną niespodziankę. Po 60 minutach spotkania i nieprawdopodobnym pościgu obie drużyny miały na swoim koncie po 27 goli. Ostatniego, na miarę remisu, rzucił Dmitri Żitnikow.
Obie drużyny rozpoczęły rozgrywki w swoich najsilniejszych składach. Na papierze goście mieli ten skład dużo silniejszy niż Orlen Wisła, ale boisko miało zweryfikować to przeświadczenie. Na dodatek płocki zespół był wzmocniony dopingiem z trybun – ponad 5 tys. kibiców zdzierało gardła. Wszyscy mieli swój udział w zdobyciu pierwszego, bardzo cennego punktu.
Od początku drużyna Veszprem zamierzała pokazać płockiej ekipie, co potrafi. Po dwóch golach Valentina Ghionei, który w 6 min. strzelił na 2:3, swój taniec na bramce Veszprem rozpoczął Mirko Alilovic, który bronił dwukrotnie rzuty Angela Montoro, Ghionei i Adama Wiśniewskiego, i to dzięki bramkarzowi gości w 9 min. było 2:5.
Po zmianie Montoro, za którego wszedł Namanja Zelenovic, gra płockiego zespołu zmieniła się. Drużyna zaczęła rzucać gole i bronić bramki. Świetnymi obronami popisywał się Rodrigo Corrales. W 15 min. goście prowadzili 8:5, a 10 minut później na tablicy widniał remis 8:8. Przez 11 minut Veszprem nie zdołało strzelić gola Corralesowi, jedynie raz rzut karny Momira Ilica wybił Marcin Wichary. W końcówce I połowy goście odzyskali swój rytm i zdołali doprowadzić do 2-bramkowej przewagi.
Przerwa wyraźnie zdekoncentrowała zawodników Orlen Wisły, którzy pozwolili, by w 35 min. goście prowadzili 16:12, a w 43 min. 20:16. Ostatni kwadrans spotkania bardzo dobrze zaczęli płocczanie, którzy w 46 min. zmniejszyli rozmiary porażki do wyniku 18:20, by w 50 min. pozwolić gościom znów zrobić 4-bramkową przewagę. W 54 min. goście prowadzili 26:22, potem dwa gole zdobył Tiago Rocha, dołożył Żitnikow i 70 sekund przed końcem pojedynku Orlen Wisła przegrywała tylko 25:26, a Carlos Ortega wziął czas. Wydawało się, że z marzeń o punkcie wyleczył gospodarzy Momir Ilic, który rzucił w 60 min. gola na 25:27.
Ostatnia minuta spotkania była niesamowita w wykonaniu piłkarzy Orlen Wisły. 45 sek. przed końcowym gwizdkiem rzucił po raz 9. bezbłędny w meczu Rocha, a kropkę nad i postawił Dimitri Żitnikow, który po błędzie piłkarzy gości, 15 sek. przed końcem, wziął ciężar gry na swoje barki i rzucił gola, doprowadzając do remisu.
Sprawdziły się słowa trenera Manolo Cadenasa – w Orlen Arenie jego drużyna nie przegrywa.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze