Z wieczora i z wieczoru Pan Mikołaj Ostrzycki ma dylemat dotyczący odmiany wyrazu „wieczór”. – Czy poprawną formą jest „tego wieczoru” czy „tego wieczora”? – pyta pan Mikołaj. – Jest to jedna z takich dziwnych sytuacji, że słowo tak często powtarzane, tak często używane i tak bardzo potrzebne ma alternatywne formy. Zazwyczaj, jeżeli słowo jest częste, w końcu jedna z tych form się upowszechnia i wtedy już nie mamy wątpliwości. A tutaj mamy i „tego wieczoru”, i „tego wieczora”. A dodajmy jeszcze, że „wieczór” w ogóle różnie się odmienia i jeżeli chcę mówić o tym, co będzie dziś po godz. 20, to mogę powiedzieć „dziś wieczorem” albo – trochę to dawniejsze wyrażenie – „dziś wieczór”. I tak to jest, że słowo tak częste ma i „wieczoru”, i „wieczora” – zresztą to „u” i „a” często się, jak to się mówi, „alternuje” w innych słowach. Ale być może częściowo przyczyną zachowania tych dwóch alternatywnych form jest to, że trochę się one specjalizują. Kiedy na przykład mówimy „od rana do wieczora pracowałem”, to nie zastąpimy tego „od rana do wieczoru” – wtedy jest to miara czasu raczej. Kiedy mówimy „z wieczora” – dzisiaj rzadziej się może używa tej formy, ale kiedyś się tak mówiło – nie powiemy „z wieczoru przyszedł do mnie ktoś”, ale „z wieczora”, czyli „pod wieczór”. A z kolei kiedy myślimy o wieczorze nie tyle jako o części dnia, ale o jakimś zdarzeniu, na przykład imprezie towarzyskiej, wówczas mamy już tylko „wieczoru”. Nie powiemy przecież, że „nie było tym razem wieczora autorskiego” – „wieczoru autorskiego nie było”. Jeżeli mamy na przykład „wieczór kawalerski”, to będziemy mówili „tego wieczoru kawalerskiego”, a nie „tego wieczora kawalerskiego”, chociaż ten wieczór zdarzył się akurat tego wieczora – tak moglibyśmy powiedzieć. A więc impreza „wieczór – wieczoru”, a miara czasu i tak, i tak, choć częściej w wyrażeniach idiomatycznych – „a”, jak na przykład „od rana do wieczora”. Na zgubę, na pohybel! Pan Przemysław ma pytanie dotyczące dawnego, znanego nam właściwie chyba głównie z Sienkiewicza, słowa „pohybel”. – Rozumiem jego znaczenie, ale nie potrafię doszukać się bezpośredniej genezy tego słowa – pisze pan Przemysław. – Jest to słowo ukraińskie. Jeżeli pamiętamy, że polskie „g” odpowiada ukraińskiemu „h”, to już łatwiej nam znaleźć wspólnotę między „gibiel” na przykład i „pohybel”, „gubić – zguba” i „pohybel”. No właśnie – „pohybel” to jest zguba, to jest utrata życia, to jest zatracenie – w odniesieniu wyłącznie do człowieka. Najczęściej spotykaliśmy to słowo w połączeniu „na pohybel”, czyli na śmierć, na to, żeby ktoś zginął – tak jak używamy toastów po to, żeby komuś zdrowie one przyniosły, tak czasem zdarza nam się czy to toasty czy inne okrzyki wznosić, które mają doprowadzić kogoś do zguby. „Pohybel” kiedyś to była nie tylko zguba i utrata życia, ale także szubienica i śmierć na szubienicy właśnie. W Polsce okrzyk „na pohybel!” upowszechnił Sienkiewicz. W „Ogniem i mieczem” często bohaterowie wołają „na pohybel”. Zresztą w pewnym miejscu ten „pohybel” pojawia się w trochę innym kontekście. Mówi mianowicie Bohun o Kurcewiczach: „albo mnie pohybel, albo im”, czyli „albo ja zginę, albo oni”. Dzisiaj poza „na pohybel” tego „pohybela” czy też „pohybla” nie spotykamy i może dobrze, bo może byłoby to zbyt agresywne. * Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową. Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze