Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Artykuł „Działki na własność” („TP” nr 23 z 28 czerwca br.) wywołał reakcje ze strony działkowców, którzy obawiają się, że działki staną się terenami budowlanymi: – Od pewnego czasu zauważyć można „skok na ziemię” – kogo stać, kupuje sobie kilka działek, żeby potem, zgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego, móc się na nich pobudować – sugerowali działkowcy.Ich sugestie sięgały jeszcze dalej: że bezpieczeństwo na działkach pogarsza się z woli zarządzających, w efekcie coraz więcej działkowców opuszcza działki, które natychmiast kupują ludzie dobrze sytuowani: – Na działkach narasta poczucie zagrożenia. Kradzieże ogrodzeń i wszelkich metalowych elementów wyposażenia, także pokryć dachów, nie licząc owoców i warzyw, stały się codziennością. Zarząd nie zgłasza tych faktów policji a to powoduje poczucie bezradności wśród działkowców i ich rodzin, natomiast wśród złodziei bezkarność. Indywidualne zgłoszenia na policję są najczęściej umarzane, ponieważ nie można wykryć sprawców – uważa użytkownik działki w Pracowniczym Ogrodzie Działkowym „Goździk” przy ul. Traktowej w Płocku. – To jakby celowe pozostawianie ogrodu na łup złodziei. Zwłaszcza, że przez cały dzień otwarte są dwie furtki, przez które przechodzi, kto tylko chce.
Powodem niezadowolenia jest też wprowadzenie przepisu, że można posiadać kilka działek. Jeśli ktoś opuści działkę, to zaraz kupowana jest przez kogoś z władz ogrodu. Poza tym kluczami do ogrodu dysponują osoby niepowołane, które nie mają na nim działek. Zarzuty można by mnożyć. Wymieniliśmy najważniejsze. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że kradzieże na działkach to rzecz bardzo powszechna i że rzeczywiście niewiele się w celu zapewnienia ich bezpieczeństwa robi, ponieważ istnieje coś takiego jak „znikoma szkodliwość czynu”. Poza tym szukanie „działkowego” złodzieja porównać można z szukaniem igły w stogu siana, choć czasami się udaje: nocą w Boże Ciało działkowcy z „Goździka” udaremnili złodziejom kradzież ogrodzenia: – Dlaczego prezes stwierdza, że bezpieczeństwo w naszym ogrodzie wzrosło o 50- 60 %? Przecież to nieprawda, bo jest coraz gorzej – przekonuje działkowiec z „Goździka”. I wskazuje na zapisy w obowiązującym statucie z 1997 r., gdzie m.in. znajduje się sformułowanie, że celem Polskiego Związku Działkowców jest obrona interesów członków Związku wynikających z użytkowania działek w pracowniczych ogrodach działkowych, utrzymywanie we właściwym stanie urządzeń w ogrodach, przeznaczonych do wspólnego korzystania oraz że działka jako integralna część pracowniczego ogrodu działkowego jest to obszar gruntu o powierzchni od 300 m kw. do 500 m kw. i nie może przekroczyć 1.500 m kw.
Prezes PZD „Goździk” Stanisław Kwiatkowski nie widzi jednak całej sprawy w czarnych barwach. Tłumaczy, że złodziei do ogrodu sprowadza bieda: – Chcą znaleźć złom, żeby kupić litr mleka i bochenek chleb. Wszystkie kradzieże są zgłaszane na policję, naradzaliśmy się z nią, jak współpracować. Wyjaśniono nam, że policjant musi złapać złodzieja na gorącym uczynku. A nawet jak się go złapie, to prokurator może stwierdzić znikomą szkodliwość czynu.
Wyjaśnia także, że w „Goździku” nie ma opuszczonych działek i nie ma też masowych przypadków wykupu działek przez jedną osobę: – na 505 działek tylko 12 jest opuszczonych, poza tym tylko jedna osoba ma trzy działki. Opinia pana, który zwrócił się do „Tygodnika” jest jednostronna, proszę zapytać innych działkowców, czy też są niezadowoleni.
Kiedyś ogrody działkowe określano mianem „zielonych płuc” Płocka. Obecnie jest wokół nich tak dużo zamieszania, niedomówień i nieporozumień, że ze zdrowotnością raczej nie mają one nic wspólnego.
(eg)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze