Nie obejdzie się bez sądowych wyroków w sprawie wyników wyborów do Rady Miasta Płocka oraz na prezydenta. Na razie zarzut sfałszowania protokołu z jednej z komisji obwodowych postawiono trzem osobom: dwojgu członkom komisji oraz mężowi zaufania w tej komisji. Jak zapewnia płocka prokuratura, teraz trwa intensywne postępowanie przygotowawcze, do przesłuchania są świadkowie, trzeba dokładnie zbadać najmniejsze detale, które mogą się w całej sprawie pojawić.Wszystko zaczęło się w nocy z 10 na 11 listopada, kiedy do Miejskiej Komisji Wyborczej zwożono protokoły z obwodów. Członek jednej z komisji przywiózł dokument, zgodnie z którym z urny wyjęto 811 kart, a nie 511 jak zostało napisane w innym protokole przygotowanym przez tą samą komisję działającą przy ulicy Miodowej. Próba fałszerstwa została ujawniona przez działaczy Prawa i Sprawiedliwości, czyli partii z której wywodzi się nowowybrany prezydent Płocka Mirosław Milewski. Doliczenie trzystu głosów miało natomiast zapewnić zwycięstwo Wojciechowi Hetkowskiemu z SLD. Ze sfałszowanymi protokołami zatrzymano młodego działacza Sojuszu, pracownika Urzędu Miasta, Tomasza G. - Zarzuty z artykułu 288 kodeksu karnego postawiono trzem osobom. Są to dwie osoby z komisji oraz mąż zaufania, były radny Jacek K.. Teraz Prokuratura Rejonowa w Płocku prowadzi czynności przygotowawcze. Trudno mi powiedzieć jak długo to potrwa -–powiedział rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Płocku Lech Dąbrowski. Prokurator Dąbrowski przyznaje, że to żmudna praca, na którą potrzeba czasu. Trzeba między innymi wyjaśnić jak to się stało, że wszyscy członkowie feralnej komisji zgodzili się podpisać protokoły in blanco. Dlaczego Tomasz G. W drodze z komisji obwodowej pojechał najpierw do siedziby SLD przy ulicy Kościuszki? Warto jeszcze dodać, że Jacek K. przez ostatnie cztery lata był radnym z ramienia SLD. Dodatkowe 300 głosów pozwalało Wojciechowi Hetkowskiemu na zwycięstwo, w rezultacie przegrał z Mirosławem Milewskim tracąc do zwycięzcy 208 głosów, więc jak widać walka była wyrównana, ,co jest szczególnie zaskakujące patrząc na wynik pierwszej tury, kiedy to W. Hetkowski miał dwukrotną przewagę nad kontrkandydatem. W związku z wyborami w Płocku pojawia się z każdym dniem coraz więcej wątpliwości. Prawo i Sprawiedliwość skierowało do sądu protest w sprawie wyborów do Rady Miasta, które odbyły się 27 października. Także Samoobrona uważa, że powinna mieć jeden mandat więcej. Pojawiły się także opinie, że kupowano głosy. 27 października nikogo nie dziwiły przypadki, kiedy osoby, które zazwyczaj ledwo trzymają się na nogach, tego dnia rześko podążały do komisji wyborczych. Można było jedynie usłyszeć, że “wszyscy kupują”. Teraz pojawiają się zarzuty, że w drugiej turze wyborów prezydenta Płocka głosy kupowano na pewno. Nam udało się ustalić od pragnących zachować anonimowość informatorów, że taki proceder miał miejsce między innymi w słynnym “pałacu cudów” przy ulicy Otolińskiej oraz na ulicy... Miodowej. Protestami komitetów wyborczych zajmie się teraz sąd, który ma na to trzydzieści dni. Sprawą próby sfałszowania wyników już zajmuje się prokuratura i jak widać jest to sprawa wielowątkowa. Na razie pewne jest jedynie, to, że Tomasz G. stracił pracę w Urzędzie Miasta, zwolnił go Wojciech Hetkowski. Płocki SLD odcina się zdecydowanie od tego co się stało, zapowiadając ukaranie wszystkich członków partii, którzy byli zamieszani w proceder, a na wszystkim traci miasto, które znów stało się pośmiewiskiem dla całego kraju. (jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze