Pani Ewa jest na rencie, wychowuje niepełnosprawną córkę. Jej losy potoczyły się tak, że w pewnym momencie swojego życia musiała skorzystać z pomocy urzędników. Przed laty dostała mieszkanie komunalne przy ul. Kazimierza Wielkiego, ale z powodu sąsiadów musiała prosić o zamianę tego lokalu na inny. Kilka miesięcy temu pani Ewa i jej córka były bohaterkami artykułu w Tygodniku Płockim. Powodem ich wizyty w redakcji byli młodzi ludzie, sąsiedzi z ul. Kazimierza Wielkiego, którzy za cel swoich niewybrednych żartów i nieustannych wyzwisk obrali młodszą panią P. Dziewczyna nie mogła wyjść z domu, żeby nie usłyszeć wulgarnych opisów swojej choroby, by nie narazić się na obelgi i straszenie. Pani Ewa postanowiła tak długo chodzić do urzędu, by wreszcie uzyskać zamianę mieszkania na inne, jak najdalej od ul. Kazimierza Wielkiego. Pod koniec grudnia 2014 roku dostała klucze do mieszkania przy ul. Bielskiej. Obie z córką cieszyły się, że wreszcie ich udręka się skończy, że zaczną żyć w lokalu z wodą, centralnym ogrzewaniem, miłymi sąsiadami, domofonem i nawet kwiatami na korytarzowych parapetach. Niestety cieszyły się tylko do pierwszej wizyty w mieszkaniu. Od tamtego momentu pani Ewa płacze i nie wie co zrobić. Na Kazimierza nie zostanie, ale na Bielską też nie ma szans się przenieść.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze