Reklama

Siła czerwonych serc

13/01/2015 11:03
Nie sposób wymienić wszystkich koncertów, aukcji i zdarzeń, które miały miejsce podczas 23. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Można za to z całą pewnością powiedzieć, że siła czerwonych serc była ogromna. Tegoroczne kwestowanie w niedzielę o godzinie 22.00 płocki sztab zakończył bowiem wynikiem 167 080,80 zł. Ale to przecież jeszcze nie koniec. Bo orkiestra jeszcze gra, trwają aukcje internetowe, gdzie jak zawsze jest mnóstwo ciekawych propozycji i ofert do wylicytowania. Ostateczne podsumowanie będzie zatem za kilka dni.
Podczas tegorocznego finału WOŚP-u w Płocku, jeżeli chodzi o wolontariuszy, były powroty, debiuty i krótkie spotkania. Mowa tu o tych, którzy w różny sposób grali z orkiestrą po raz dziesiąty czy po raz pierwszy. Od początku w płockiej orkiestrze jest Roma Ludwicka, pierwsza szefowa płockiego sztabu WOŚP-u. W tym roku wędrowała z puszką od rana do wieczora. I jak zawsze ze swoimi młodymi aktorami-aniołami (grupą teatralną Spod znaku Króla Maciusia) i teatrem młodych Biała Mandragora kolędowała w płockim szpitalu na Winiarach. – Przy łóżku każdego chorego śpiewaliśmy kolędę. Były chwile wielkich wzruszeń i dla nas, i dla pacjentów. Najmłodszym maluszkom na oddziale noworodkowym szeptem nuciliśmy „Cichą noc” – mówiła o tegorocznych spotkaniach Roma Ludwicka.
Dla niej, jak dla wszystkich osób, które grają z WOŚP-em obecność tego dnia w gronie wolontariuszy to już konieczność. – Znam Jurka od 20 lat, bardzo go szanuję. To jest akcja, która ma wesprzeć służbę zdrowia i pomóc nam wszystkim, także tym, co wykrzykują na WOŚP. Jest w tym wydarzeniu wiele pięknego. Jestem szczęśliwa, że gram w Orkiestrze, że widzę młodych, fajnych ludzi, którym zależy na pomaganiu innym, robieniu czegoś dobrego. Co roku z wielką radością czekam na finał. Myślę co prawda czy dam radę, ale gdy przychodzi ten dzień, człowiek dostaje takich skrzydeł, że pokona wszystkie przeciwności. Nie czuje się miłego, ale jednak kilkukilogramowego ciężaru skarbonek wypełnionych bilonami – dzieliła się swoimi odczuciami Roma Ludwicka.
O potrzebie pomagania mówi także kwestujący z Orkiestrą od kilku lat Stanisław Nisztor. – Jak się szczerze uśmiechamy, mówimy „dzień dobry”, ludzie chętnie wrzucają pieniądze. I jest wspólny sukces, bo puszeczka zapełnia się dla innych. W Płocku kolejny raz udało się pokazać, że jesteśmy tego dnia, w tym zespole razem. Poza tym to jest miejsce i dzień, kiedy uczymy najmłodszych i tych nieco starszych, że można pięknie pomagać innym. To jest najlepsza lekcja wolontariatu – mówił Stanisław Nisztor.

Będzie coś nowego

Wędrując w niedzielę po Płocku, trudno było nie zauważyć, że gramy 23. finał WOŚP-u. Jak co roku dołączyli do niego mali i dorośli muzycy, artyści, prezydenci Płocka, radni, parlamentarzyści, aktorzy, bankowcy, policjanci, straż miejska, fryzjerzy, cukiernicy, fotograficy. Orkiestra grała w galeriach, teatrze, zoo, szkołach. – Dziękuję wszystkim: płocczanom, ale także osobom, które przyjeżdżają z innych miast, by dołączyć do nas. Cieszę się, że tam, gdzie graliśmy, były tłumy osób – mówiła Litosława Koper, szefowa płockiego sztabu WOŚP-u. – Jest wiele osób, które pomiędzy obowiązkami zawodowymi wpadają do sztabu tylko na chwilę, by się przywitać się i przekazać od siebie datek dla Orkiestry i pędzą dalej.
Litosława Koper zapowiada, że płocczanie już mogą przygotowywać się do orkiestrowych niespodzianek w przyszłym roku. – Z Orkiestrą jest tak, że chwilę po zakończeniu liczenia już myślimy co robić dalej i jaki będzie kolejny finał. Nie ma przerwy, próżni. Podobnie jak i w samej Fundacji Jurka Owsiaka, gdzie wykonuje się ciężką pracę, nie tylko w ten jeden dzień, ale przez cały rok. Z tego miejsca poszła iskra zaszczepiająca młodym ludziom umiejętność i chęć niesienia pomocy innym. Tak naprawdę to jest najważniejsze: żeby nauczyć młodzież idei wolontariatu. Kwestia, ile zbierzemy pieniędzy, jest na drugim planie – zauważa Litosława Koper.
W orkiestrze grają co roku m.in. Mariusz Modzelewski i Andrzej Wojciechowski (coroczny rekordzista w kwestowaniu). – Wchodzę, a Mariusz już siedzi w szatni. Pomaga liczyć pieniądze, gdy maszyna się zepsuje, przygotowuje herbatę i kawę zmarzniętym wolontariuszom. Zdziwiłabym się gdyby go nie było – mówi szefowa płockiego sztabu. Z orkiestrą zostaje się na stałe. O tym świetnie wie także Mariusz Modzelewski, który zaczynał jako wolontariusz w klasie szóstej szkoły podstawowej. – To ludzie są magnesem przyciągającym do tego, by grać. Nie wyobrażam sobie, że tego dnia siedzę w domu i oglądam telewizję. I tak myślą ci wszyscy, którzy chociaż raz przyszli i zobaczyli, jak wygląda orkiestra.

Dorzucić można zawsze

Tegoroczny finał dla Adama Mieczykowskiego był kolejnym spotkaniem z orkiestrą. Spotkaliśmy go w Galerii Mazovia. – Jeszcze przed samym wejściem do sztabu, kiedy szedłem oddać puszkę, kilka osób zatrzymywało się, aby coś do niej wrzucić. Najważniejsze, że wszystkie serduszka zostały rozdane, a darczyńcy przekazali datki – dzielił się wrażeniami z tegorocznej kwesty Adam Mieczykowski.
Orkiestra za każdym razem przyciąga nowych wolontariuszy. W tym roku dołączyła grupa 9 rowerzystów z klubu BeneqTeam. – Pogoda nie jest za ciekawa, ale sportowcy dają sobie zawsze radę. Chcemy pomagać i dołożymy swoją cegiełkę na piękny cel. Uznaliśmy, że naszą społecznikowską działalność możemy rozszerzyć, stąd nasz debiut jako wolontariuszy w WOŚP. Za rok będziemy chcieli mieć jeszcze lepszy wynik. Tak to jest u sportowców, że chce się mieć więcej, lepiej – mówił w imieniu całej grupy Alfred Orgoński.
W tym roku w płockim sztabie kwestowało 450 wolontariuszy. rad

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości