Niespełna trzy lata wystarczyły nastolatce z Sierpca, aby jej twarz pojawiła się na okładkach najbardziej cenionych i kreujących trendy w świecie mody, światowych pism takich jak ELLE czy Vogue. Anna Jagodzińska opowiada Tygodnikowi Płockiemu o tajemnicach modelingu, życiu światowej modelki i nastolatki, która sięgnęła po swoje marzenia. Jakie były pierwsze chwile w Nowym Jorku, piętnastolatki, która bardzo szybko musiała zmierzyć się z ogromnymi wymogami, kaprysami projektantów mody i konkurencją dziewczyn walczących o palmę pierwszeństwa na wybiegach?
– Pierwsze chwile były trudne. Nie mogłam się odnaleźć. Ogrom ludzi, niesamowite tempo. Mój pierwszy, trzytygodniowy pobyt w Nowym Jorku był naprawdę ogromnym przeżyciem, próbą dostosowania się do nowych warunków życia i funkcjonowania w tym ogromnym świecie. Dopiero drugi pobyt, na kolejnej sesji pozwolił mi powoli wtapiać się w środowisko. Zaczęłam uczyć się, że nie mogę traktować tego miasta, tylko jako miejsca czasowego pobytu na okres sesji. Znalazłam mieszkanie, zaczęłam odnajdywać się w środowisku zawodowym, znalazłam przyjazne dusze. Teraz mogę powiedzieć, że nie wyobrażam sobie, abym mogła mieszkać gdzie indziej. Nowy Jork jest moim ulubionym miejscem.
Bardzo wiele zawdzięczam swojemu menedżerowi z Polski Maćkowi Lisowskiemu, który mi towarzyszył w Nowym Jorku. Wspierał mnie, mimo że przez pierwsze dni wypłakiwałam mu się do rękawa. Podtrzymywał mnie na duchu, dzielnie znosił moje krzyki i uparcie twierdził, że dam radę. Później pomocną dłoń otrzymałam ze strony polskich agentów. Szczególnie wiele zawdzięczam Agnieszce Ponarskiej, niesamowitej osobie, z którą zaprzyjaźniłyśmy się. Na mojej drodze byli wspaniali agenci, którzy potrafili wypracować cudowne relacje. Dali odczuć, że nie tylko biznes jest najważniejszy. Musi być czas na pracę, ale także odpoczynek, spotkania z przyjaciółmi, wyjście na kawę.
Dobry wygląd, wspaniała kondycja i marsz na wybiegu w świetle jupiterów i fleszy zajmują sporą część czasu. Na ile twoje oczekiwania i wyobrażenia o codziennej pracy modelki potwierdziły się?
– Wcześniej nie zastanawiałam się jak ten świat wygląda od kulis. Nie zagłębiałam się w to od tej strony. Wiedziałam tylko, że chciałabym spróbować tak jak te dziewczyny pójść po wybiegu, w pięknej kreacji. Wiadomo, że potem były jakieś rozczarowania, ale ważne, że są i dobre rzeczy, które przyćmiewają te słabsze momenty. Wbrew panującym przekonaniom mogę powiedzieć, że tych dobrych chwil jest więcej. Jasne, że potrzebna jest ogromna odporność psychiczna. Życie i praca modelki nie polega tylko na ładnym wyglądzie.
Często jednak jesteście postrzegane jako dziewczyny do noszenia ubrań, które interesują się jedynie pięknym wyglądem, dietą i ćwiczeniami pozwalającymi im utrzymać doskonałą sylwetkę.
– Bardzo męczące jest to, że niektórzy ludzie traktują nas jak wieszaki. Zapominają, że chodzenie po wybiegu, to nasza praca zawodowa. A poza nią mamy inne umiejętności, zainteresowania, normalne życie. Ta odporność psychiczna jest potrzebna również do tego, aby nie zatracić swojej osobowości, charakteru.
Czy w świecie mody wciąż największe szanse mają tylko nastolatki?
– Przyjęło się tak, że dwudziestopięcioletnia modelka jest już skazana zawodowo. Moim zdaniem ta granica wieku powinna pójść zdecydowanie w górę. Ale sporą grupę wśród zaczynających prace modelki stanowią właśnie czternasto – piętnastoletnie dziewczyny.
Mogę powiedzieć, że dzięki swoim rodzicom potrafiłam poradzić sobie z ogromną odpowiedzialnością. Zdawałam sobie sprawę z tego, że kolejny sezon może przynieść sukces, ale również i rozczarowanie. Rodzice pomogli mi poradzić sobie z ewentualnym niepowodzeniem.
Twoja kariera potoczyła się dość szybko, mimo, że tak naprawdę to był przypadek. Na castingu nie wierzyłaś w siebie?
– Stopniowo przechodziłam kolejne stopnie. Zaczynałam od małych agencji. W odpowiednim momencie wszystko wybuchło. Byłam na to mentalnie i psychicznie przygotowana. Nie zachłysnęłam się tym wszystkim. Jest fajnie, istnieję w tym biznesie. Traktuje to jako pracę, którą lubię wykonywać. Bardzo się cieszę z tego co udało mi się osiągnąć. Chociaż każdy ma inne pojęcie sukcesu. Dążę sobie dalej, ale mogę powiedzieć, że jest dobrze.
Jak od kulis wygląda praca modelki i świat przygotowań do prezentacji najnowszych kreacji?
– Przede wszystkim świat mody jest bardzo niezorganizowany. Zawsze pokazy rozpoczynają się z opóźnieniem. A jak pracujemy? Jeżeli jest okres pokazu, to zaczynamy o siódmej rano. Przymiarki, fryzjerzy, wizażyści, bieganie po całym mieście. Kilkanaście godzin ciężkiej pracy. Jeśli jest to zwykła sesja zdjęciowa, to wtedy kilka godzin spędzamy na planie w studio, lub w plenerze.
Co wchodzi w skład jadłospisu modelki Ani Jagodzińskiej?
– Generalnie całość jest kontrolowana i układana przez dietetyka. Jeżeli dziewczyna nie mieści się w jakiś rozmiar, przechodzi na inną dietę. Ja staram się sama układać i dobierać to, co będę jadła.
Czy wciąż ideałem są chude modelki?
– To wszystko zależy od wizji projektanta. Można spotkać naprawdę chude dziewczyny i te mające więcej ciała. Idąc do projektanta, dziewczyna nie może zapominać, że poza dobrym wyglądem musi zaprezentować coś jeszcze. Umieć także swoją osobowością, stylem bycia, poruszania się trafić do projektanta czy uczestnika pokazu. Przekazać sobą to, co chciał poprzez strój wyrazić projektant.
Co w chwilach wolnych robi Ania Jagodzińska w Nowym Jorku?
– Ostatnio byłam na łyżwach. Chodzę do kina, opery, czytam książki. Spotykam się z młodymi ludźmi, słucham muzyki alternatywnej. Nowy Jork daje niesamowitą okazję do styczności z kulturą, ciekawymi ludźmi. Korzystam z tego, żyję jak wszyscy młodzi ludzie na całym świecie. Ubieram się też jak oni. Styl luźny, duża bluza, dżinsy. Coś wygodnego i bardzo, bardzo praktycznego.
Czy dalsze pani plany zawodowe są związane z tą branżą?
– Teraz najbardziej będę koncentrowała się na egzaminie maturalnym, aby dobrze zdać. Potem, jak wróżą mi agenci, mam jeszcze przed sobą kilka lat. Zatem pozostanę w tym biznesie.
Czy przeżywałaś spotkanie ze swoimi przyjaciółmi i znajomymi w Sierpcu?
– Jestem niesamowicie zaskoczona i szczęśliwa życzliwą reakcją sierpczan. Przyszło tyle osób. Cudownie jest wracać do miejsc i ludzi, które zna się od urodzenia. Szczególnie jeśli jest się tak cudownie przyjmowanym.
Rozmawiała
Teresa Radwańska
– Justyńska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze