Piłkarze ręczni Orlen Wisły sprawili kibicom ogromną niespodziankę, wygrywając z FC Barcelona 34:31 (17:15) w 8. kolejce grupy B Ligi Mistrzów. Dzięki zdobytym punktom nadal mają szansę powalczyć o III miejsce w tabeli w ostatnim meczu fazy grupowej z Flensburg Handewitt.
Orlen Wisła, która już jest pewna awansu do TOP 16, po raz pierwszy w swojej historii gościła w Płocku jedną z najlepszych drużyn świata w piłce ręcznej, FC Barcelonę. Trudno się dziwić, że pojedynek wzbudził ogromne zainteresowanie, a Orlen Arena pękała w szwach.
Orlen Wisła od początku bardzo mocno zaatakowała, grała świetnie w obronie, a na dodatek między słupkami stanął znakomicie dysponowany Marcin Wichary. To dzięki niemu i dobrej grze Kamila Syprzaka na kole w 5. min płocczanie prowadzili 4:1.
Wystarczyło jednak kolejnych 5 min, by goście zmniejszyli rozmiary porażki do wyniku 5:4. Wydawało się, że na tym skończy się świetna passa płockich piłkarzy i goście odnajdą swój rytm gry, ale nic takiego nie miało miejsca. Kolejne rzuty bronił Wichary, a do bramki trafiali: trzy razy Nemanja Zelenović, dwa razy Alexander Tioumentsev i raz Valentin Ghionea, zaś po stronie Barcelony tylko Nikola Karabatić i w 15. min Orlen Wisła prowadziła 11:5.
W tym czasie Barcelona kilka razy traciła piłkę po własnych błędach, a momentami zawodnicy nie wiedzieli, jak pokonać chodzącą jak szwajcarski zegarek obronę płockiej drużyny. Przy stanie 9:5 trener Xavier Pascual wziął czas, ale to i tak nie pomogło jego zespołowi, który od razu po wznowieniu gry stracił dwie bramki.
Drugi kwadrans nie był już tak spektakularny w wykonaniu płockiej drużyny. Gra się wyrównała, ale i tak Orlen Wiśle należą się słowa uznania, rzuciła ona bowiem utytułowanemu rywalowi 17 goli w jednej połowie.
Po przerwie płocczanie stracili dwa gole z rzutów karnych. Ich autorem był Kiril Lazarov, trzeciego obronił jednak Rodrigo Corrales, który na chwilę zastąpił Wicharego w bramce. W 33. min był pierwszy w tym spotkaniu remis: 17:17. Płocczanie odpowiedzieli dwiema bramkami, wyszli na prowadzenie, a potem pokazali, co znaczy wiślacki charakter i w 39. min prowadzili już 22:18.
Kolejne minuty spotkania były wyrównane, na listę strzelców (do Lazarova i Rutenki, którzy do 41. min w sumie rzucili sześć goli) dopisywani byli kolejni piłkarze, ale Orlen Wisła nie traciła przewagi nad rywalami, cały czas prowadziła kilkoma bramkami.
W 58. min Orlen Wisła wygrywała 33:31 i przy ogłuszającym dopingu kibiców walczyła o zwycięstwo nad jednym z najlepszych zespołów świata, w barwach którego grał, w Płocku zupełnie bezradny, najlepszy piłkarz świata Nikola Karabatić.
Ostatniego gola dla płockiej drużyny strzelił Valentin Ghionea, a kibice śpiewali „nawet słynna Barcelona naszej Wisły nie pokona”. Przyśpiewka prezentowana od pierwszych minut pojedynku okazała się prorocza.
Mecz z Barceloną był dla płockiej drużyny ostatnim spotkaniem w tym roku. Do końca fazy grupowej płocczanom zostały dwa mecze: w 9. kolejce wyjazdowy z Alingsas HT i w 10. kolejce z Flensburg Handewitt w Orlen Arenie.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze