Reklama

Sędzia Szymon Marciniak: Czeka mnie pracowity rok

04/01/2017 13:10
Jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób z Płocka – zawodowym sędzią, ale nie tym wydającym wyroki na sali sądowej, tylko piłkarskim. Oznacza to, że biega po boisku, patrzy, czy ktoś nie kopie rywala po kostkach, a czasami daje kartki, gwiżdżąc przez cały czas przeraźliwie w gwizdek.
Kibice piłki nożnej śledzą kolejne występy Szymona Marciniaka w Ekstraklasie i Lidze Mistrzów na stadionach narodowych, po których biega w charakterze sędziego, najlepszego arbitra polskiej ligi (tytuł przyznany przez samych zawodników) oraz międzynarodowego, nr 2 w piłce europejskiej.
Przed tygodniem podsumowaliśmy najlepszy rok w jego karierze. Korzystając z okazji jego odwiedzin w naszej redakcji, porozmawialiśmy także na inne tematy, między innymi o planach na rok 2017.
– Śmieję się, bo w domu już rozmawiamy z żoną, która wcale nie jest zadowolona, że dostaję tak wiele zaproszeń na turnieje, pojedyncze mecze, ekskluzywne i charytatywne. W najbliższy weekend będę sędziował w turnieju Płock Cup – zawodach organizowanych przez mojego brata, mających już swoją renomę w całym kraju. Zespoły wiele tygodni przed turniejem zgłaszają kandydatury. W tym roku będzie rywalizować 20 zespołów. Już dziś zapraszam kibiców do hali sportowej Zespołu Szkół Technicznych – rozpoczyna rozmowę Szymon Marciniak.

[ads1]
Sędzia stara się co roku tak układać swój kalendarz, by tego dnia być w Płocku. – Turniej jest znany w całym kraju, z kibicami często rozmawiam o tych niecodziennych zawodach. W tym roku było dużo więcej zgłoszeń, na 20 dostępnych miejsc. Konieczna jest spora selekcja, żeby zostali najlepsi. Pamiętam takie fajne, sympatyczne zdarzenie. Któregoś roku tradycyjnie miałem sędziować, ale jedna drużyna zamknęła mnie w szatni i wypytywała o moje wrażenia z meczów Juventusu czy w Madrycie. Dla ludzi jest to ciekawe. Sam też kiedyś byłem ciekawy, jak to wygląda od środka, jaka jest szatnia zawodników, jaki jest stadion. Dziś jestem szczęśliwy, że mogłem tam być osobiście. Specjalnie dla nich robię zdjęcia – tłumaczy.
Okazuje się, że nawet pierwsze powołanie i wyjazd do Turynu na stadion Juventusu nie były czymś wyjątkowym dla sędziego Marciniaka. – Miałem szczęście, że zostałem wysłany do Turynu już na ten ich nowy, piękny stadion. Ale wtedy nie było tego „wow”. Wiedziałem, po co tam przyjechałem, że mam do zrobienia ważny job (z ang. – praca – przyp. red.), że to może być przepustka, albo w lewo, albo w prawo. Tak to u nas jest, w sędziowaniu, że albo ci pójdzie dobrze i skaczesz w górę, albo ci nie pójdzie i będziesz czekał w poczekalni, w której jesteś z 400 sędziami z Europy i później znowu ciężko się przebić.
Szymon Marciniak jest jednym z niewielu sędziów Polaków, którym udało się zajść tak wysoko. – Trzeba pamiętać, że ja nie jestem ani Włochem, ani Niemcem, ani Anglikiem. Im troszeczkę jest łatwiej niż nam, także ze względu na to, jacy są.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości