Reklama

Sataniści na wokandzie – relacja "Armagedon nadchodzi"

06/11/2000 16:32
"Zostałeś wybrany, mistrz kazał się tobą zaopiekować", "Armagedon nadchodzi" – w ten sposób płoccy sataniści tłumaczyli jednej ze swoich ofiar, dlaczego ją torturują. W ubiegłym tygodniu przed płockim Sądem Okręgowym stanęli Roman B. – lat 21, Michał S. – lat 18 oraz Ireneusz K. – lat 22.Pierwszemu z nich prokurator zarzucił miedzy innymi znęcanie się nad poszkodowanymi. Wszyscy mają natomiast postawione zarzuty miedzy innymi znieważenia miejsc pochowku zmarłych, udziału w pobiciach. Taki jest finał sprawy, która na światło dzienne wypłynęła tuż przed tegorocznymi Świętami Wielkanocnymi, kiedy to w Wielki Czwartek policjanci dokonali pierwszych zatrzymań satanistów. Później wydarzenia, przybrały szybki obrót, doszło między innymi w Płocku do rozruchów ulicznych, które musiały być tłumione przez policję. Przejdźmy jednak na salę rozpraw. Roman B. nadal przebywa w areszcie, Michał S. i Ireneusz K. odpowiadają z wolnej stopy. Żaden z oskarżonych nie przyznaje się do winy. Na pierwszej rozprawie zeznawał najbardziej poszkodowany przez satanistów Rafał F. oraz jego rodzice. Zeznania były bardzo szczegółowe, odbywały się pod nieobecność oskarżonych. Stało się tak ponieważ poszkodowany i pozostali świadkowie nadal obawiają się o swoje bezpieczeństwo. - 11 kwietnia tego roku, około godziny 18.00 wyszedłem z domu, żeby kupić zeszyt. Poszedłem do kiosku przy byłym dworcu PKS. Później miałem spotkać się z kolegą, który miał naprawiać w jednym z garaży na tyłach dworca samochód. Kolegi nie było. W pewnym momencie zostałem mocno uderzony w głowę, straciłem świadomość. W wyniku doznanych obrażeń trafiłem do szpitala. Miałem miedzy innymi przecięcie na górnej części lewej dłoni oraz wycięty odwrócony krzyż na czole. Przez pewien czas miałem bliznę, ale już zniknęła. W szpitalu leżałem na chirurgii, na pierwszym piętrze. Na drugi dzień w szpitalu, kiedy wyszedłem na balkon, zauważyłem stojących na dole Romana B. i Ireneusza K. okazało się, że pracują w firmie remontującej szpital. Ironicznie się uśmiechali. Po dwóch lub trzech dniach, kiedy zszedłem do sklepiku, przy windach na dole, podeszli do mnie. B. mi groził, że to jeszcze nie koniec. K. zapytał o co w tym wszystkim chodzi. Wtedy zobaczyłem swojego tatę i poszedłem do niego. Odniosłem wrażenie, że K. nie jest zorientowany i jest buntowany przez B. i S. – zeznawał Rafał F. – Kiedy wyszedłem ze szpitala, pod okna mieszkania, gdzie mieszkałem przychodziły różne osoby wśród których był B. Nie zachowywały się agresywnie, ale wydaje mi się, że chciały mnie zastraszyć. W maju, kiedy wychodziłem z klatki schodowej, zostałem zaatakowany przez mężczyznę, który pchnął mnie jakimś szpikulcem, nic nie mówił. Rozpoznałem w nim człowieka, który w lutym, kiedy zostałem uprowadzony i wywieziony nad Wisłę, prowadził Poloneza. Od kwietnia sprawą napadów na Rafała zajmowała się już policja, prowadząc intensywne działania, które zaowocowały zatrzymaniem obecnych oskarżonych. Na wolności pozostaje jeszcze mężczyzna w średnim wieku, który zranił chłopca szpikulcem – tego nazwijmy umownie „Mistrzem” oraz jeszcze jeden młody człowiek, którego cechą charakterystyczną były długie jasne włosy i orli nos. - Ósmego lutego wyszłam około godziny 22.00 na spacer z psem. Chciałam przy okazji zobaczyć, czy syn nie wraca od kolegi. Bardzo się niepokoiłam, że tak długo go nie ma. Zadzwoniłam do kolegi, u którego miał być, ale okazało się, że tam nie dotarł. Nie widzieli go także inni znajomi. Zaczęłam dzwonić do szpitali i na policję. Było już po północy, kiedy koleżanka syna poinformował mnie telefonicznie, że syn jest u niej w strasznym stanie. Pojechałam po niego razem z moim bratem, który w międzyczasie do mnie przyjechał. Syn miał poobijaną całą twarz, był tylko w spodniach i podkoszulku, obrażenia na ciele zobaczyłam dopiero u nas w domu. Były to rany cięte i oparzenia od papierosów. Skarżył się na ból rąk, nóg i głowy, był przerażony – to relacja matki chłopca o wydarzeniach z lutego tego roku, kiedy jej syn został po raz pierwszy skatowany przez nieznanych mu napastników. – Syn został porwany z ulicy Jachowicza, sprzed Cechu Rzemiosł Różnych i wywieziony w okolice Morki. Tam kazano mu się rozebrać, był kopany, bity. Opisał kierowcę samochodu, którym był wieziony. Był to wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna z blizną na twarzy, w średnim wieku. Dwaj pozostali napastnicy byli w wieku mojego syna. Syn chciał dowiedzieć się, dlaczego go torturują, ale nie uzyskał jednoznacznej odpowiedzi. Nie chciał, żeby powiadomić policję. Po wydarzeniu w lutym, do mieszkania gdzie mieszkał Rafał z mamą, zaczęły się dziwne telefony. - W kwietniu na Tysiąclecia syn został napadnięty. Wtedy rozpoznał jeszcze jednego z napastników znad Wisły z lutego – uzupełniała kobieta. Na Tysiąclecia został też pobity jeden z kolegów Rafała, drugiemu udało się uciec. Pobita, tyle że kilka metrów dalej, na Łukasiewicza została też jedna z koleżanek chłopca. Wśród napastników był między innymi Roman B. Z zeznań ojca chłopca wynika, że jedynymi odpowiedziami, jakie jego syn usłyszał, były słowa „zostałeś wybrany, mistrz kazał się tobą zaopiekować”. Kiedy dwaj z trzech napastników nacierali się krwią ofiary i kierowali do księżyca słowa „Armagedon nadchodzi”, mężczyzna ze szramą, nazywany „Mistrzem” przyglądał się temu. On też próbował najeżdżać na rozciągniętego na pisaku chłopca samochodem. „Mistrz” pomimo listu gończego nadal pozostaje na wolności. Na wolności pozostaje też młody blondyn z długimi włosami i orlim nosem. Trzecim z napastników znad Wisły był według zeznań świadków oskarżony Roman B. W czasie kolejnych rozpraw będzie zeznawała miedzy innymi dziewczyna, którą płoccy sataniści skatowali za to, że chciała odejść z ich grupy. Sprawa jest bardzo drastyczna. W czasie zeznań świadków słyszy się o torturach rodem z najbrutalniejszych horrorów i najbardziej koszmarnych snów. Jacek Danieluk
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości