Przyblokowe ogródki - Chciałbym poruszyć kwestię urządzania sobie na dziko przyblokowych ogródków. Chodzi mi o tak zwane kwiatki, bratki i stokrotki, które niektórzy urządzają sobie pod własnymi blokami, bo mieszkają na parterach w bloku.Wychodzą z założenia, że ten kawałek pod oknem to do nich należy na własność. Nigdy nikogo z bloku o zdanie nie pytają. Tymczasem wygląda to trochę jak kultura strażacko - odpustowa. Ładnie posiana i przystrzyżona trawa prezentuje się o wiele lepiej. To po pierwsze. Po drugie te “łogródecki” grodzone są najczęściej jakąś albo drucianą, albo metalową siatką, stanowiącą zagrożenie dla bawiących się dzieci. A jeśli dziecko podczas zabawy nadzieje się na taki drut, kto będzie odpowiadał: właściciel kwiatków czy spółdzielnia, bo na jej terenie ta siatka stoi? Ciekawią mnie wreszcie stanowiska naszych spółdzielni mieszkaniowych, dlaczego pozwalają na prywatę, na takie grodzenie na dziko? Może zechcą się w tej sprawie wypowiedzieć... Od redakcji: Też nas ciekawi stanowisko spółdzielni mieszkaniowych. Wszak w przypadku wypadku, ewentualne odszkodowanie płaci dana spółdzielnia. Ale zieleni nigdy nie za dużo. *** Każdy ma swoje zdanie Chciałbym pogratulować Tygodnikowi Płockiemu pomysłu konfrontowania różnych poglądów dotyczących Unii Europejskiej, przed czekającym nas w czerwcu referendum. Dlaczego gratuluję? A dlatego, że jest to uczciwie robione. W przeciwieństwie do wielu innych gazet, gdzie na każdej stronie jest nawoływanie do głosowania na tak. Tymczasem Tygodnik nie nakłania ani do poparcia, ani do odmowy. Po prostu wyszliście państwo z założenia, że każdy ma wolną wolę oraz jest na tyle inteligentny, że sam zdecyduje, czy poprzeć Unię Europejską, czy być jej przeciw. Stąd dwie skrajne opinie płockich polityków. Mam nadzieję, że doczekam się podobnych opinii innych grup społecznych, nie tylko związanych z polityką, na przykład bezrobotnych i pracodawców. *** Wyłączyć światła Tygodnik Płocki poruszał już kwestię organizacji ruchu w prawobrzeżnej części Płocka, a ja chciałbym do tego wrócić. Już bowiem pierwsze ciepłe dni pokazały, że zaczyna się to wszystko znowu korkować. Ja myślę, że po to zbudowano rondo i ulicę Portową, żeby korki zlikwidować. Jednak jeśli się mówi A to trzeba powiedzieć i B. Zatem natychmiast, bez żadnych zbędnych dyskusji, powinna być wyłączona sygnalizacja świetlna na skrzyżowaniu Popłacińskiej z Kolejową. Bo to jest przyczyna wszelkich korków. Przecież jadący z Włocławka do Płocka nie muszą jechać do tego skrzyżowania, tylko skręcić w Portową i do ronda. A na rondzie sobie poradzą. Poradzą sobie także ci, którzy z Popłacińskiej skręcać będą w Kolejową, na Kutno. A ponieważ z kierunku Kutna na Włocławek i tak jest zakaz skrętu w Popłacińską, więc sprawa rozwiązana. Pora więc w końcu wyłączyć te światła, skoro mamy rondo. I przy okazji nauczyć niektórych poruszania się po rondzie. Bo śmiech bierze, kiedy obserwuje się 50% kierowców włączających na rondzie lewy kierunkowskaz! *** Dlaczego zlikwidowano przejście? Ci nasi płoccy drogowcy co i rusz wpadają na jakieś “genialne” pomysły. A to zamkną wjazd Al. Jachowicza w 1 Maja, jadąc od Podolszyc (utrudniając tym samym ruch; a przecież wystarczyło dąć na 1 Maja zakaz skrętu w lewo), a to likwidują przejście dla pieszych jedno z najważniejszych w całym mieście. Mam na myśli przejście koło Teatru Dramatycznego. Wiem, wiem, zielona fala dla kierowców, ale jedno drugiemu nie przeczy, a poza tym, dlaczego kierowcy mają wygrywać kosztem pieszych? Przecież to było idealne przejście dla wszystkich tych, którzy przyjeżdżają do pracy do centrum miasta. Wysiadają na przystanku za byłym PKS-em i idą sobie spokojnie wzdłuż Teatru. Przy okazji studzą trochę głowy niektórych kierowców, pędzących na łeb, na szyję. Oczywiście najłatwiej jest przejście zamknąć i tyle, bo co kogo obchodzą jacyś piesi? Tyle, że ci piesi w dalszym ciągu przechodzą w tym miejscu i przechodzić będą, narażając się na utratę zdrowia i życia. Czy o to chodziło zarządzającemu płockimi drogami? *** Bezmyślność i egoizm Bezmyślność i egoizm niektórych ludzi nie zna granic. Taka myśl nasuwa mi się, kiedy obserwuję ruch pieszy i samochody na ulicy Piasta Kołodzieja, tuż obok Szkoły Podstawowej Nr 16. Jest to szkoła bardzo nietypowa. Jej renoma i powodzenie sprawiają, że połowa dzieci uczących się w tej szkole jest spoza rejonu, głownie z odległych Podolszyc. Nie dziwne więc, że są do szkoły przywożeni i odwożeni. Przed szkołą jest maleńki parking, który od biedy wystarczyłby przyjeżdżającym samochodom prywatnym i taksówkom. Przecież ruch odbywa się na bieżąco. Szkoda, że wyobraźni brakuje okolicznym mieszkańcom. Niektórzy z nich przyjęli, że parking przyszkolny to dobre miejsce do parkowania swoich prywatnych samochodów. W efekcie pośrednio ich egoistyczne interesy sprawiają, że co i rusz dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Skoro kierowcy nie mogą dojechać do przyszkolnego parkingu, dzieci wysiadają z samochodów w biegu, wprost na ulicę, najczęściej pod samochody jadące z naprzeciwka, zawracające, cofające. Aż dziw, że żadne dziecko jeszcze nie zginęło. Przy okazji na tej ulicy tworzą się czasami potężne korki, bo miejscowi parkują na zakazach i dwa samochody nie mogą się minąć. Kiedyś jeszcze można było wykonać ten manewr, wjeżdżając jednym kołem na chodnik, żeby udrożnić ruch. Okazuje się, że władze Płockiej Spółdzielni Mieszkaniowej chyba z powodu czyjegoś egoistycznego interesu, postanowiły to skończyć. Na chodniku postawiły dwa metalowe słupki. Przejechać się tedy nie da. Za to co niektórzy parkują między tymi słupkami, blokując cały chodnik (a gdzie 1,5 metra dla pieszych?).
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze