Trzech młodych płocczan trafiło przed płocki sąd za znęcanie się nad zwierzętami. Według zeznań świadka w sierpniu przy ulicy Krótkiej dochodziło do dantejskich scen. W ręce katów trafiły małe kociaki. Najpierw mężczyźni rzucali je swoim psom do zabawy. Jakby tego było mało, potem niczym zabawki kopali je, męczyli i chodzili po nich na oczach dzieci z pobliskich podwórek. Tylko jednemu kociakowi udało się uciec na klatkę schodową pobliskiego bloku. Pozostałe nie miały szans na przeżycie. Przerażona zajściem dziewczyna trafiła ze skargą do płockiego koła Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. – Na drugi dzień udaliśmy się na wskazane miejsce, gdzie miały leżeć zmasakrowane koty. Nie udało się ich znaleźć i zrobić zdjęć, by mieć namacalny dowód. Na posesji były prowadzone prace porządkowe – opowiadają członkowie TOZ. O zajściu dowiedziała się jednak prokuratura. Na podstawie dochodzenia przed płocki sąd trafił akt oskarżenia przeciwko oprawcom. Po głośnej kilka miesięcy temu historii skatowanego psa Ozy’ego wymiar sprawiedliwości znacznie ostrzej podchodzi do przypadków znęcania się nad zwierzętami. Kto ze szczególnym okrucieństwem katuje choćby psa czy kota, podlega karze pozbawienia wolności do dwóch lat. To najwyższy wymiar kary, który powoli sądy zaczynają wymierzać. Tak się stało np. w Krakowie. – Tam mężczyzna wczesnym rankiem wychodził ze swoim psem do parku. Szczuł nim koty. Wiele z nich znaleziono zagryzionych. Pojawili się świadkowie, którzy chcieli zeznawać w tej sprawie przed sądem. Dziś właściciel psa odbywa karę w więzieniu – tłumaczy Maria Szygowska. W Płocku sprawa znęcania się nad kotami miała ruszyć 12 grudnia. Niestety, nie zjawił się główny świadek. Obecna jednak była prezes płockiego TOZ-u, która podkreśla, że z tak drastycznym przypadkiem spotyka się w naszym mieście po raz pierwszy. – To nie oznacza, że nic się nie dzieje i że nie występują tego typu zachowania. Nawet jeśli ktoś jest świadkiem takiego zdarzenia, często nie ma pojęcia, że znęcanie się nad zwierzętami jest w Polsce karalne, z drugiej strony nie wie też, gdzie może szukać pomocy. Takie sygnały powinny trafiać i powinny na nie reagować policja oraz straż miejska – mówi Maria Szygowska. Również do dyspozycji jest Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, którego biuro mieści się przy ulicy Sienkiewicza 29. Czynne jest w każdy czwartek w godz. od 16.00 do 17.00. – Zwierzę nie jest rzeczą i obowiązkiem człowieka jest opieka nad nim. Znęcanie jest objawem braku uczuć wyższych i głupoty – przekonują członkowie organizacji. Do tej pory mężczyźni sierpniowego incydentu przy ul. Krótkiej nie przyznają się do popełnionego czynu. Kolejny termin rozprawy planowany jest na koniec grudnia. BeeS
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze