Kiedy po meczu z Groclinem w Grodzisku pisaliśmy, że ta wiosna będzie nasza, czyli Wisły Płock, mogło się wydawać, że taka opinia jest nieco na wyrost. Tymczasem rozgrywane są kolejne spotkania, a płocczanie wygrywają następne mecze. Jak dotychczas są w rundzie wiosennej niepokonani.
Mało kto przypuszczał, że po czterech wiosennych kolejkach do dorobku Wisły będzie można dopisać aż 10 punktów. Bo trudno było przewidzieć zwycięstwo nad Groclinem i remis z Wisłą Kraków. Okazało się jednak, że zespół jest nieźle przygotowany do rundy rewanżowej i może wygrać z każdym.
Kibice zapewne doskonale pamiętają jesienny mecz z Polonią Warszawa, rozgrywany w Płocku, który zakończył się, zdaniem gości, skandalem. Nie warto już przypominać tamtych zarzutów. Najlepszą odpowiedzią na nie była wygrana w Warszawie i potwierdzenie, że to płocczanie są lepszą drużyną.
Pierwsze minuty rozgrywanego meczu w Warszawie miały jednak niepokojący dla Wisły przebieg. W 38 sek. spotkania goście zdobyli bramkę. Na szczęście ze spalonego, co sędzia zauważył i nie omieszkał odgwizdać. Po tej sytuacji były następne, z których płocczanie wychodzili obronną ręką, przede wszystkim za sprawą dobrze broniącego Jakuba Wierzchowskiego.
Pierwszą groźną akcję, zakończoną strzałem na bramkę, Wisła przeprowadziła w 29 min. Dariusz Gęsior podał daleko do stojącego na połowie Polonii Ireneusza Jelenia, a płocki napastnik przebiegł kilkadziesiąt metrów w kierunku bramki i umieścił piłkę w siatce. Ku zaskoczeniu i ogromnej radości płockich kibiców, Wisła prowadziła 1: 0.
Do końca I połowy atakowali gospodarze, ale nie mogli pokonać obrońców Wisły i Wierzchowskiego, który znakomicie się ustawiał, wychodził do piłki, słowem był jednym z najpewniejszych punktów w drużynie.
Po przerwie goście próbowali różnych kombinacji, ale piłka lądowała w rękach płockiego bramkarza. Nie udało się go pokonać Sebastianowi Obszarowi w 49 min., ani Grzegorzowi Jaroszowi w 58 min. Za to płocki zespół dokonał czegoś, co pewnie długo będzie pokazywane w różnych telewizjach pod hasłem „kuriozalne bramki”. Trzeba tu dodać, że była ona kuriozalna nie ze względu na strzelca, ale ze względu na zachowanie warszawskich zawodników, którzy jak urzeczeni przyglądali się tej sytuacji.
W 57 min. Mitar Pekovic dostał piłkę na płockiej połowie boiska i zaczął swoją szarżę w kierunku bramki gospodarzy. Przeszedł przez całe boisko, zobaczył trzech swoich kolegów, którzy byli na pozycji spalonej, wobec czego zdecydował się na zakończenie akcji. Umieścił piłkę w siatce, zdjął koszulkę i z radości pobiegł w kierunku płockich kibiców. Radość wszystkich nie miała granic i tylko sędziemu Zdzisławowi Bakalukowi nie spodobała się ta reakcja i ukarał Serba żółtą kartką. Mamy nadzieję, że piłkarz nie zostanie przez klub ukarany za swoją reakcję na zdobycie pierwszego w polskiej lidze gola.
Gościom wyraźnie podcięła ta akcja skrzydła i trudno się temu dziwić. Stracić taką bramkę to powód do śmiechu. Fatalnie wręcz zachowali się obrońcy, koszmarny błąd popełnił bramkarz Paweł Kieszek, który na dodatek tego dnia obchodził swoje 21 urodziny.
Niemal 20 min. potrzebowali gospodarze, by podnieść się po tej sytuacji. W 76 min. gospodarze kolejno egzekwowali pięć rzutów rożnych. Bramka „wisiała w powietrzu”. Ale gospodarzom nie udało się pokonać Wierzchowskiego. Dopiero po tym, jak sędzia dopatrzył się zbyt wysoko podniesionej nogi Pekovica i podyktował rzut wolny pośredni z 10 m, sprzyjającą sytuację wykorzystał Jarosz, dobijając piłkę do siatki.
Wiślacy nie zamierzali pozwolić gospodarzom na doprowadzenie do remisu. Przejęli inicjatywę, a jej efektem była strzelona w 77 min. bramka. Akcja była szybka. Polonia jeszcze nie przestała się cieszyć, gdy Dariusz Gęsior podał do przodu do Jelenia, a ten, po przebiegnięciu całej połowy gospodarzy, wyciągnął z bramki Kieszka, a umieścił tam piłkę.
Przypieczętowaniem bardzo dobrej postawy płockich zawodników była akcja z 88 min. Piłkę stracił Ivan Udarevic, przechwycił ją Vahan Gevorgyan, który zdobył swoją pierwszą w tym sezonie bramkę i ustalił wynik spotkania.
Trudno się dziwić, że trener Polonii po tym meczu był zdruzgotany postawą swoich piłkarzy. – Wiedzieliśmy, że Wisła doskonale gra z kontry, ale i tak nie potrafiliśmy sobie z tym poradzić. Drugi stracony gol zupełnie pokrzyżował nam plany. Musieliśmy zagrać ofensywnie i choć mieliśmy optyczną przewagę, to Wisła strzelała bramki. Szkoda, że jest to kolejny nieudany mecz.
W zupełnie innym nastroju był trener Mirosław Jabłoński, który powiedział, że wynik bardzo go cieszy, ale zwycięstwo nie przyszło łatwo. – Szczególnie ciężko grało nam się w I połowie, bo na dodatek boisko było nierówne i ciężkie. Po stracie gola trochę zaiskrzyło między zawodnikami, całe szczęście, że zdołaliśmy zapanować nad nerwami.
Polonia: Kieszek – Udarevic, Olszar (54 Doros), Gołoś, Gołaszewski (80 Głowacki), Jarosz, Duda (67 Imeh), Cichoń, Stokowiec, Kosmalski, Dźwigała.
Wisła: Wierzchowiski – Rachował, Pekovic, Blada, Colakovic, Wasilewski, Gęsior, Romuzga (46 Jikia), Mierzejewski (60 Gevorgyan), Vujovic, Jeleń.
Do 85 min. spotkania płoccy kibice, którzy w sporej grupie zameldowali się na stadionie przy ul. Konwiktorskiej, zachowywali się znakomicie. Śpiewali, dopingowali piłkarzy, cieszyli z zawodnikami ze zdobytych bramek. Trudno powiedzieć dlaczego w końcówce do głosu doszli ci, którzy na stadionie zachowują się jak „szewcy”, czyli używają słów powszechnie uznanych za obraźliwe. I wcale nie jest tu usprawiedliwieniem fakt, że gospodarze przez cały mecz zachowywali się niestosownie. Szkoda, bo widzowie z Płocka mogli być stawiani za wzór, jak bawić się na stadionie.
Jednak to zachowanie nie miało wpływu na decyzję prezesa Górnika Zabrze Zbigniewa Koźmińskiego, który ogłosił, że wszyscy płoccy kibice, którzy zechcą na żywo obejrzeć mecz Górnika z Wisłą, wejdą na stadion za darmo. Szkoda, że mecz jest rozgrywany w środku tygodnia i niewiele osób zechce pojechać do Zabrza.
Pozostałe wyniki:
Górnik Łęczna – GKS Katowice 4: 2, Górnik Zabrze – Cracovia 1: 0, Lech Poznań – Zagłębie Lubin 2: 0, Groclin Grodzisk Wlkp. – Amica Wronki 4: 0, Wisła Kraków – Pogoń Szczecin 1: 1, Legia Warszawa – Odra Wodzisław 0: 1.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze