Zmarł Ronald Reagan. 40 prezydent Stanów Zjednoczonych, cieszący się nieprzerwanie opinią jednego z najwybitniejszych w historii prezydentów Ameryki. Wielki mąż stanu, człowiek, który wyprowadził swój kraj z głębokiej recesji epoki Cartera i zapoczątkował boom gospodarczy lat 80. i 90., starzec (kiedy zaczynał pierwszą kadencję miał 70 lat), tryskający młodzieńczą energią, optymizmem, wiarą, którą zaraził miliony Amerykanów, człowiek niezmiernie prawy, uosobienie wzoru idealnego polityka prawicy, który łączy radykalny konserwatyzm w dziedzinie wartości z radykalnym liberalizmem w dziedzinie gospodarki.
Nie jest to z pewnością połączenie idei, jakiego oczekuje się dziś od polityka. To raczej mieszanka prowadząca do politycznej izolacji. Dlatego podziw dla dokonań i poglądów Reagana, jakiemu dano wyraz po jego śmierci na łamach naszej prasy, był nieco selektywny. Podkreślano przede wszystkim, choć oczywiście bardzo słusznie, co musiało wprawić w niemałe zakłopotanie panów Kiszczaków, Jaruzelskich, Rakowskich i ich politycznych spadkobierców, ogromne zasługi prezydenta dla pokonania komunizmu w Europie Wschodniej, tego “imperium zła”, jak sam Reagan nazwał, wbrew opinii elit intelektualnych swoich czasów, komunizm i państwo sowieckie.
Mniej natomiast miejsca poświęcono na przypomnienie tej części programu prezydentury Reagana, którą można by nazwać konserwatywną i liberalną rewolucją, która przyniosła tak ogromny sukces Ameryce. Oparł ją ten wielki prezydent przede wszystkim na bezwzględnym respektowaniu w polityce i życiu społecznym fundamentalnych zasad moralnych, z zasadą uczciwości, przyzwoitości oraz zasadą ochrony życia ludzkiego na czele. Znane jest jego nieugięte stanowisko w sprawie aborcji. Zablokował wszystkie federalne programy, które miały sprzyjać rozszerzaniu się tego negatywnego zjawiska, przeciwstawił się bardzo skutecznie oenzetowskiej polityce antyurodzeniowej, forsowanej z taką siłą w latach 80. Godna podziwu jest odwaga Reagana w dochowaniu wierności tym wartościom, w których wyraża się pełny i autentyczny, a nie udawany, szacunek dla człowieka i wiara w pożytek, jaki potrafi uczynić on z wolności, jeśli wesprze ją odpowiedzialnością.
Milton Friedman, wielki amerykański ekonomista, teoretyk i praktyk liberalizmu gospodarczego, doradca ekonomiczny Reagana, źródeł jego sukcesu upatrywał w tym, że “po raz pierwszy wybrano prezydenta nie dlatego, że jako kandydat mówił to, co ludzie chcieli usłyszeć, ale dlatego, że ludzie chcieli słuchać tego, co mówił. Istnieje ogromna różnica między tymi dwoma sytuacjami. Każdy z poprzednich prezydentów rządzących za mojego życia był wybierany dlatego, że po pilnym przestudiowaniu badań opinii publicznej głosił to, co chcieli usłyszeć wyborcy. Ronald Reagan jest pierwszym prezydentem, który przez trzydzieści lat mówił ciągle to samo i w końcu stało się to tym, czego obywatele chcieli słuchać. Było to źródłem wielkiej nadziei osiemdziesiątego roku; nadziei, że naprawdę uda się zmniejszyć rozmiary rządu i stopień jego mieszania się w nasze życie”.
Kto przywróci nadzieję polskiemu społeczeństwu, nadzieję z taką siłą wskrzeszoną w roku 80. i 89. i z taką samą siłą zgaszoną w latach następnych. Nadzieję, że można cieszyć się wolnością we własnym kraju, że można cieszyć się pracą we własnym kraju i godną człowieka, a nie bydlęcia, zapłatą za pracę. Nadzieję, że może zapanować sprawiedliwość, i nie tylko ta papierowa, figurująca w nazwach i programach ugrupowań politycznych. Kto weźmie lekcję u wielkiego prezydenta i zdobędzie się na odwagę wcielenia w życie jego liberalnego programu gospodarczego, który przyniósł skutek nie tylko w postaci zlikwidowania dwucyfrowej inflacji, ale i zmniejszenia bezrobocia do najniższego poziomu w historii Ameryki oraz trwałego i prawdziwego wzrostu gospodarczego, który znalazł realne odbicie w poziomie życia obywateli. My też mamy wzrost, ale jego skutków prawie nikt nie odczuwa.
Podziwiających geniusz Reagana i jego program polityczny jest u nas wielu, chcących realizować ten program niezbyt wielu. Więcej jest tych, którzy metodami dalekimi od programu Reagana wciąż wypowiadają wojnę biedzie, lecz wygrywa bieda. A wtedy nie pozostaje im nic innego, jak przenieść się do Brukseli, co w minioną niedzielę byli uczynili. Może na nasze szczęście.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze