Chciałbym z czytelnikami „Tygodnika Płockiego” podzielić się przemyśleniami dotyczącymi pracy urzędników. Okazuje się bowiem, że tak jak w każdym innym zawodzie, w tym także pracują czasem skrajnie różni ludzie.Ostatnio odwiedziłem kilka urzędów, bo rejestrowałem działalność jednej spółki cywilnej. Najpierw oczywiście trafiłem do Wydziału Ewidencji Gospodarczej Urzędu Miasta na ulicy Kościuszki. Byłem tam kilka razy. Miałem do czynienia z dwiema paniami. Jedna stonowana, być może mało uśmiechnięta, ale fachowa i konkretna. Wytłumaczyła każdy problem i podpowiedziała rozwiązanie. Druga nieprzyjemna, kwestionująca te rozwiązania, które podpowiedziała jej koleżanka dzień wcześniej. Dobrze, że miałem z nią do czynienia raz jedyny. Najbardziej niemiłe wspomnienia mam z Urzędu Skarbowego przy ul. 1 Maja, gdzie w informacji na dole chciałem się dowiedzieć na temat pewnego szczegółu z umowy cywilnej, która musi być zarejestrowana w urzędzie skarbowym. Szkoda mówić, pewnie sformułowanie: „klient nasz wróg” nie jest tym paniom obce. Szefowa Urzędu Skarbowego powinna jak najszybciej wymienić cały pracujący na dole personel jeśli chce, bo o Urzędzie mówiło się także dobrze. Albo przynajmniej wysłać co niektórych na szkolenie, by na widok umowy cywilnej nie robili okrągłych oczu. Także Urząd Skarbowy, tyle, że w budynku Petrobudowy przy 3 Maja. Kolejka do pomieszczenia, gdzie rejestruje się umowy, straszna – wchodzę więc do kolejnego pomieszczeniu obok (zupełnie inny wydział) by poprosić o pomoc w wypełnieniu odpowiedniego dokumentu opłaty skarbowej. Byłem mile rozczarowany postawą pani, która nie mając przecież takiego obowiązku, sięgnęła po telefon, dowiedziała się u właściwych osób, jak się wypełnia taki dokument i pomogła mi to zrobić. Za darmo! Serdeczne dzięki. Tylko pogratulować takich pracowników. Wreszcie przyszedł czas na Urząd Statystyczny przy ul. Rembielińskiego 8. Tu również spotyka mnie bardzo miłe rozczarowanie. Odpowiedni dokument wypełniłem, jak się okazało, trochę źle. Myślałem, że obsługująca takich jak ja petentów pani każe mi wypełniać wszystko od nowa. Absolutnie nie. Miła urzędniczka skreśliła co niepotrzebne, dopisała co potrzebne i stwierdziła na koniec, że jeśli mam ochotę trochę poczekać to ona, mimo kłopotów z komputerami, jakie wystąpiły tego dnia, za pół godziny przygotuje mi odpowiedni Regon. Poczułem się jak na Zachodzie Europy. Czy we wszystkich urzędach nie może być tak samo? *** Czy nie można razem? Mieszkam w Płocku niedaleko ulicy Jerozolimskiej. Mam więc możliwość obserwować system robót drogowych, jakie są na tej ulicy wykonywane. A robione jest to bez ładu i składu. Zastanawia mnie, dlaczego nikt w Płocku nie koordynuje robót, które dokonywane są na ulicach. W efekcie Wodociągi swoje, Telekomunikacja swoje, Zarząd Dróg swoje, wielu, wielu innych także swoje. Jerozolimska jest tego doskonałym przykładem. Ze średnią częstotliwością raz na pół roku jakaś jednostka gruntownie rozkopuje tę ulicę niszcząc przy okazji niedawno położony asfalt. Po wykonaniu swojej działki układają wszystko od nowa. Czy nie można przy okazji jednego rozkopania ulicy wykonać wszystkie roboty jednocześnie? *** Niech się zawali... Czytam w „Tygodniku”, że płocka przeprawa mostowa to w zasadzie nie jest wcale w takim złym stanie. I w tym miejscu strach mnie ogarnia. Bo skoro nie jest w złym stanie, to pewnie wcale nie jest nam potrzebny kolejny most. Tak pewnie pomyślą decydenci z Warszawy. I wówczas, zamiast za 10 lat, most będziemy mieli za lat 30. Albo i później, chyba że do tego czasu, nie zważając na wyniki ekspertyzy, most Piłsudskiego zawali się sam. Czego życzę sobie i wszystkim mieszkańcom Płocka. *** Zatrudnić Kostkę Mam prośbę do władz klubu sportowego „Orlen” S.A. Skontaktujcie się z trenerem Hubertem Kostką. Może chciałby jeszcze raz poprowadzić płocką drużynę. Bo nam potrzeba trenera „z jajami”. Takiego, który piłkarzy szybko ustawi do pionu. Jak na razie bowiem żadnemu trenerowi ta sztuka się nie udaje. W efekcie, piłkarze snują się po boisku jak chcą, a mecz przegrywają (ze strachu) jeszcze przed jego rozpoczęciem – patrz ostatnie spotkanie z Wisłą Kraków. A żeby było ciekawiej, część kibiców wyraźnie tych nierobów hołubi. „Nic się nie stało” – taki okrzyk pożegnał piłkarzy, którzy przegrali mecz 0:5. Mój Boże, gdybym ja źle położył u klienta płytki w łazience, to mój szef na drugi dzień wywaliłby mnie z roboty... *** Co po nas zostanie polskiego? Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem felieton pana Andrzeja Bajkowskiego, zatytułowany „Powstańcy w grobach”. I od razu muszę się przyznać, że całkowicie się z postawą tego felietonisty identyfikuję. Uważam bowiem, że cały polski majątek, który nasi pradziadowie tworzyli przez wieki, właśnie zostaje rozgrabiany. Proszę mi wymienić banki, które nie mają żadnego związku kapitałowego z bankiem zagranicznym. Proszę mi wymienić dobre polskie przedsiębiorstwo, które nie zostało oddane (nie sprzedane, bo za sprzedaż bierze się godziwe pieniądze) w obce ręce. Proszę mi wymienić taką dziedzinę polskiej gospodarki, która zyskała na inwazji w Polsce Coca-Coli, Algidy, Pepsico i innych firm. Powstańcy się w grobach przewracają, gdy widzą, co paru decydentów robi z polską gospodarką. Nie żebym był przeciwko inwestycjom zagranicznym. Tylko dlaczego oddaje się zagranicy najlepsze zakłady, które doskonale poradziłyby sobie bez tej pomocy? Kto ma w tym interes?
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze