Z dramaturgiem, poetą, filozofem, kierownikiem literackim Teatru im. J. Szaniawskiego w Płocku, (obchodzącym w tym roku jubileusz 20-lecia pracy w płockim teatrze) - Bohdanem Urbankowskim - rozmawia Blanka Stanuszkiewicz.- Bratobójcza wojna Masława, rozstrzelanie Padlewskiego, tragiczny rok 1920 to tylko niektóre z ważnych zdarzeń z dziejów naszego miasta, zebranych w jedną księgę "Dramatów Płockich". Jej fragmenty, zaprezentowali aktorzy Teatru Dramatycznego - Piotr Bała i Paweł Gładyś - podczas "Premiery Miesiąca", w Książnicy Płockiej. Do historycznych widowisk dodana została głośna premiera polska lat 80 - tych "Chłopiec, który odchodzi". Sukces odnosiła nie tylko sztuka, ale też plakat do niej, autorstwa Franciszka Maśluszczaka, który w 1985 roku zdobył główną nagrodę na Triennale Plakatu w Tokio. W wyborze zabrakło “Żelaznych kwiatów”, wystawianych na płockiej scenie - pierwszej polskiej sztuki, której bohaterem był Piłsudski. - Może znajdą się w następnym wydaniu. Umówiliśmy się z wydawnictwem p Iwanowskiego, bardzo starannym i przyjaznym zresztą, że wydadzą rzecz w kosmicznym tempie, ale że nie przekroczę 320 tysięcy znaków. W pewnym momencie stanąłem przed wyborem: dodać sztukę, czy dodać recenzje. Wybrałem recenzje - by choć w ten sposób odwdzięczyć się aktorom i reżyserowi za ich pracę. Sztuka istnieje tylko na papierze, życie dają jej aktorzy, którzy wcielają się w bohaterów, życie daje jej reżyser, wielki Mag, który to wszystko ożywia, łączy z muzyką, czasem wzbogaca pieśniami. I moje widowiska pozostałyby na papierze, gdyby nie praca Marka Mokrowieckiego, który wszystkie - z wyjątkiem jednego - reżyserował i gdyby nie praca aktorów. Intencją recenzentów było - mówiąc językiem Gałczyńskiego - ocalenie od zapomnienia pracy naszego zespołu, nie tylko moich tekstów. Moim obowiązkiem było zastosować się do tej intencji. W ten sposób czytelnik nie tylko przeczyta dramat o ostatnim sejmie 1831 roku, ale także się dowie o znakomitej kreacji Dariusza Sycza jako Mochnackiego czy Zbigniewa Płoszaja jako Bema, przy okazji dramatu o 1863 roku dowie się też o wspaniałej grze Cezarego Kaplińskiego jako Wielopolskiego, czy Henryka Błażejczyka jako barona Mengdena. - Dlaczego tematem pańskich dramatów stała się historia Płocka? - Pisałem dużo o historii Polski, to tradycja, z której możemy być dumni. A losy Polski kilkakrotnie decydowały się w Płocku, z tego mogliby być dumni płocczanie, gdyby o tym wiedzieli. Bezpośrednio do napisania pierwszej ze sztuk sprowokował mnie kochany druh Wacław Milke, który zainicjował Dni Historii Płocka. Po części sztukę napisała za mnie historia. Płock był wielekroć dosłownie o krok od tego, by być stolicą, był jednym z takich miejsc upatrzonych przez bogów. Przez pewien czas nawet się to Płockowi udawało. W czasach księcia Masława, po spaleniu Krakowa, tutaj znajdywali schronienie uciekinierzy z południa Polski, W czasach Hermana i jego synów tu była normalna stolica, po upadku Warszawy w 1831 roku Płock znowu pełnił funkcje stolicy, tu obradował ostatni sejm wolnej Polski. Tak Płock był jakimś punktem węzłowym w naszej historii. W Powstaniu Styczniowym nie udało się zrobić powstania w Warszawie, więc na stolicę powstańczej Polski wybrano Płock. Miasta wprawdzie nie zdobyto - ale właśnie dlatego przed wybuchem przyjeżdżał tu Padlewski, potem walczył w okolicach Płocka i ostatecznie tu został przez Rosjan zamordowany. W 1920 roku miastu groziło zajęcie przez bolszewików. Atak “szlakiem Paskiewicza” na Warszawę mógł zniweczyć owoce “Cudu nad Wisłą” Płock musiał dokonać kolejnego, mniejszego cudu - i tego cudu dokonał, co jakoś nie zostało docenione przez historyków. Docenił to Piłsudski - dlatego Płock otrzymał Krzyż Walecznych, obok Lwowa. który otrzymał Virtuti Militari jest jedynym polskim miastem - bohaterem. - Skoro dramaty mogą być jednocześnie widowiskami teatralnymi, to ile w nich jest fikcji literackiej? - Odpowiem tak: prawda jest na najwyższym i na najniższym poziomie, trochę fikcji pośrodku. Już wyjaśniam. Na najwyższym, moralnym piętrze dramat musi oddać swym bohaterom sprawiedliwość, myślę, że zgodnie z posiadaną wiedzą udało mi się to spełnić. Tak samo na poziomie fundamentu, budulca; nazwiska, szczególiki oparte na wspomnieniach. Na środkowym pułapie musi pojawić się uproszczenie, prawdziwy “dramat historyczny” musiałby trwać tyle samo czasu co przedstawiana historia, angażować tyluż aktorów, co bohaterów... To nie jest możliwe, trzeba komasować zdarzenia, sklejać kilka postaci w jedną. Najmniej fikcji jest w dramatach o roku 1920, a najwięcej - w dramacie o Masławie, który jest właściwie legendą. Fakty są - ale niewiele. Ot była bitwa, najprawdopodobniej pod Brzeźnicą, w państwie Masława rzeczywiście oddawano oddawano cześć jakimś słowiańskim bogom, w świątyni płonął święty ogień. Bohaterowie walczyli o racje podstawowe: czy Polska ma być słowiańsko - pogańska, bardziej niezależna ale i bardziej bezbronna, czy też europejsko - chrześcijańska, niestety związana z Niemcami. To była walka dwóch myśli o Polsce. Ale to w jakich słowach te myśli wypowiedzą Kapłan i Kazimierz Odnowiciel - to znów zadanie dla autora. Wybrałem lekką, nieco balladową stylizację, Język współczesny by raził, zbytnia stylizacja mogłaby uczynić dzieło niezrozumiałym. Tu ostrzeżeniem dla mnie był los “Chrobrego” Genialne dzieło Gołubiewa nie przebiło się do świadomości polskiej, bo jego język był zbyt trudny. Co gorsza: współczesnym Polakom trudny wydaje się już język Żeromskiego, Reymonta - cofamy się w rozwoju i stajemy się barbarzyńcami. Dojdzie do tego, że “Trylogię” będziemy znać tylko z kiepskich przeróbek Hoffmana i będziemy się dziwić, czym się zachwycali nasi dziadkowie. - A inne dramaty? Inne są bardziej zgodne z przekazami historycznymi, im bliżej naszych czasów tym tych przekazów więcej. Najbardziej ułatwione zadania miałem pisząc o roku 1920 - na ten temat ukazały się i opracowanie ks. Grzybowskiego i opracowanie dr Chrostowskiego i cała “Szara Legenda” Szatkowskiej. Zwłaszcza ta ostatnia książka podsunęła mi parę żywych scen i żywych bohaterów a zwłaszcza bohaterek takich jak Marcelina Rościszewska czy Jadwiga Śmieciuszewska. - Czy obecnie wydarzenia z życia Płocka mogą się stać dla jeszcze pana inspiracją? - Obawiam się, że najbardziej dramatyczne wydarzenia już wykorzystałem. Powstała jednak nowa wersja Legendy roku dwudziestego, którą płocki teatr chciałby pokazać na najbliższych Dniach Historii Płocka. czy pokaże - zależy od organizatorów, wiem, że są na to przedsięwzięcie pieniądze więc jestem dobrej misji. I jeszcze tradycyjne pytanie: nad czy pan teraz pracuje Jak każdy twórca, który ma mało czasu robię kilka rzeczy naraz. Ogólnopolski Klub poetów, któremu prezesuję dostał propozycję włączenia się w obchody 60- lecia Powstania Warszawskiego. To będzie rok 2004, ale trzeba już myśleć teraz, bo mamy bardzo ambitny program. W sierpniu minie rocznica śmierci najwybitniejszych poetów tamtego czasu - Gajcego i Baczyńskiego. Do obchodów można by więc włączyć znakomity, a mało znany dramat Gajcego “Homer i Orchidea”, może to zrobić nasz teatr - z tym, że znowu ta nieszczęsna sprawa funduszy. Poza tym: w Powstaniu Warszawskim byli też bohaterowie, zwłaszcza bohaterki z Płocka. To materiał na naprawdę poruszający spektakl, ci ludzie żyją pośród nas, jeszcze żyją... Trzeba się spieszyć. Oczywiście jakimś materiałem byłyby też i losy mojej własnej rodziny, która także brała udział w Powstaniu. W wolniejsze dni wracam do swego wyuczonego zawodu jakim jest filozofia. Usiłuję skończyć szkice z dziejów polskiej myśli, pokazać jaki był nasz wkład do kultury Europy, nie tylko braliśmy od sąsiadów, również i oni brali od nas. No i chcę to opisać. To jest sprawa ambicji, a także - mówiąc górnolotnie - sprawa rachunków między mną a Polską. Nie mam ani wydawcy, ani sponsora, piszę samotnie, wypełnia mi to prawie cały czas wolny. To już ostatnie lata kiedy taka synteza obrazująca myśl polskich filozofów może i powinna się ukazać. Każdy z nas jest dłużnikiem kultury, która uczyniła go człowiekiem, nauczyła myśleć, kochać, rozumieć świat. W ten sposób chciałbym spłacić swój dług. - Dziękuję za rozmowę Fot. DarO Bohdan Urbankowski, Dramaty Płockie. Masław, Głos dzwonu, Ostatni sejm wolnej Polski, Płonące cyfry 1863, Legenda roku dwudziestego, Chłopiec, który odchodzi. Wydawnictwo z okazji 190-lecia Teatru Płockiego. Płock 2002. Wyd. “Iwanowski”.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze