Ostatnią styczniową sobotę mieszkańcy ul. Kolegialnej na pewno zapamiętają do końca życia. Przed godziną czwartą nad ranem w jednej z kamienic wybuchł pożar, który w rezultacie pochłonął cztery ofiary, a piąta walczy o życie w szpitalu. Ludzie spalili się żywcem, zostało po nich trochę rzeczy, które leżą pod oknami w gruzowisku. Zostały też problemy, bo ci co przeżyli, oczekiwali na pomoc, nadal oczekują i są coraz bardziej rozżaleni, że wszyscy bardziej przejmują się inną tragedią, która wydarzyła się w tym samym czasie w Chorzowie, a oni zostali w cieniu tamtej.- W pożarze zginęła moja matka, brat i bratowa, spalili się żywcem - opowiada Wojciech L. - Ja niedaleko pracowałem w nocy, ale nawet nie wiedziałem, że tam umierają moi bliscy. Mijają tygodnie i wydaje się, że wszyscy zapomnieli o tej sprawie, a ci co przeżyli, dostali niewielką pomoc. Przecież stracili w tym pożarze wszystko, cały dorobek życia. I pewnie nic bym nie mówił, ale radni przyznali 100 tys. zł na pomoc dla ofiar tragedii w Chorzowie, a tu wykpili się niewielkimi darami i mieszkaniem dla rodziny z małymi dziećmi.
Jedna z rodzin dostała po tragedii w trybie pilnym mieszkanie na Podolszycach, ale trzeba je umeblować. Ci ludzie stracili dorobek całego życia, nie mają nic, a żyć muszą. Nie byli ubezpieczeni, a na dalszą pomoc, nie tylko od miasta, nie mogą liczyć. Bo z budżetu nie można wypłacić pieniędzy prywatnym osobom, nawet w takim przypadku, kiedy zostali oni bez środków do życia.
Pan L. jest rozgoryczony tym, że ofiarom w Chorzowie miasto pomogło, a swoich mieszkańców zostawiło na pastwę losu. - Tam pogrzeby odbyły się na koszt państwa, pomagała cała Polska, we wszystkich urzędach pocztowych wywieszone zostały numery kont dla tych, którzy chcą przesłać pieniądze dla ofiar, a tu ofiary pożaru mogły liczyć na kołdrę? To chyba nie jest w porządku.
Kamienica przy ul. Kolegialnej, trzeba koniecznie dodać, że jej właścicielem jest osoba prywatna, a nie miasto, od lat nie była remontowana. O wyjściu ewakuacyjnym nawet nie ma co wspominać. Instalacje były w kiepskim stanie i nie ma co ukrywać, że podobnie jest w innych budynkach.
Strażacy gaszący ogień, polewali wodą sąsiedni budynek, ten który ma wspólną ścianę ze spalonym. Mieszkania zostały zalane sprzęty, meble, podłogi, ściany. - My rok wcześniej robiliśmy w domu remont - opowiada nasza czytelniczka. - Strażacy gasząc pożar zaleli nam jeden pokój, wszystkie sprzęty, także komputer. Dobrze, że mąż został w niedzielę wpuszczony do mieszkania, to pozbierał wodę. Na szczęście w tym pokoju jest wyjątkowo krzywa podłoga i wszystko spłynęło na środek.
Dwa tygodnie po pożarze do mieszkania przyszła pracownica MOPS, ale okazało się, że dochód na członka rodziny jest wyższy niż 340 zł i żadna pomoc im się nie należy. - Trudno, mogę to zrozumieć, choć to przykre, ale ja bym chciała wiedzieć, czy mam ten pokój remontować, czy czekać, bo spalony budynek ma podobno zostać rozebrany. Czy możemy liczyć na jakieś inne mieszkanie, czy musimy sami zadbać o siebie - pyta.
Podobnie zalane pomieszczenia mają inni sąsiedzi, mający wspólną ścianę ze spalonym budynkiem. Wszyscy czekają na decyzje, patrząc z obawą na zalegające na podwórku kilkumetrowe zwały gruzu i wyrzucanych ze spalonych mieszkań rzeczy. Jak tylko zrobi się cieplej, wtedy będzie tam siedlisko szczurów. Pod gruzem jest jedzenie, chleb, wszystko co było wyrzucane z płonących mieszkań.
- Nadal na szczycie góry leży dywan należący do naszej ciotki - mówi czytelniczka. - Mój 5-letni synek był z nią bardzo zżyty, spędzali razem dużo czasu. Musieliśmy korzystać z pomocy psychologa, miał koszmary, nie mógł spać. A teraz, ile razy wyjrzy przez okno widzi ten dywan.
Oddział Zarządzania Kryzysowego, Ochrony Ludności i Spraw Obronnych Urzędu Miasta w Płocku pomógł pogorzelcom. Jedna z pań dostała: wersalkę, wyroby dziewiarskie, kołdry, poduszki, pościel, prześcieradła, spódnice i marynarki, bluzkę, spodnie i koce. Druga z kobiet otrzymała: tapczan, komplet pościeli, śpiwór, koc i wyroby dziewiarskie oraz pomoc przy transporcie przedmiotów, które ocalały w pożarze na ul. Bartniczą, gdzie ta pani dostała mieszkanie. Jedna rodzina zamieszkała w nowym mieszkaniu o pow. 64 m kw. na osiedlu Zagroda. Pogorzelcy dostali także pieniądze z MOPS i PCK.
Pomoc pogorzelcom obiecali radni z klubu SLD. Obiecali, ale wiadomo, że osobom prywatnym, nawet w takiej krytycznej sytuacji życiowej, z budżetu miasta nie można przekazać żadnych środków finansowych. I choć znane jest wszystkim przysłowie, że kto szybko daje, ten dwa razy daje, to jakoś tej sprawy nie można było szybko załatwić.
Najprawdopodobniej decyzja o przekazaniu pieniędzy z budżetu miasta do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej zostanie przedstawiona przez koło radnych SLD na najbliższej Sesji Rady Miasta 28 marca. - My chcemy pomóc, wspólnie z wiceprzewodniczącym Rady Tomaszem Korgą przygotowujemy projekt takiej uchwały, ale nie wiadomo do końca jaki będzie efekt - wyjaśnia Arkadiusz Iwaniak z klubu radnych SLD. - Na razie nad projektem dyskutują prawnicy i urzędnicy. Mamy nadzieję, że do najbliższej Sesji wszystko zostanie przygotowane i pogorzelcy doczekają się prawdziwej pomocy.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze