Reklama

Rolnik na giełdzie

20/05/2004 12:17
Rozmowa z Krzysztofem Pielachem, głównym specjalistą płockiego oddziału Wojewódzkiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego, komisarzem XIII Giełdy Rolniczej w Płocku-Górach, która odbywać się będzie pod patronatem “Tygodnika Płockiego”.
To już trzynasta Giełda Rolnicza, powinnam więc zapytać, czy jest Pan przesądny?
Nie jestem, zresztą podobnych wystaw było więcej. Zaczęliśmy je organizować w ramach dni otwartych jeszcze za czasów Wojewódzkiego Ośrodka Postępu Rolniczego w Ogorzelicach. Potem z Ogorzelic przeprowadziliśmy się do Płocka, już do Wojewódzkiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego. Pierwsze imprezy odbywały się na placu przed Ośrodkiem, trwały dwa dni. Odbywało się to na mniejszą skalę niż obecnie, więc nasz plac wystarczał. W miarę, jak impreza się rozrastała i przybrała charakter imprezy wystawienniczo-targowej, przenieśliśmy się na teren Szkoły Rolniczej w Trzepowie, dwa razy Giełda Rolnicza odbyła się w Gostyninie, w tym roku po raz drugi odbędzie się na terenie Zespołu Szkół im. L. Bergerowej w Płocku-Górach, ta lokalizacja jest bardziej centralna.
Każdego roku Giełda Rolnicza przebiega pod innym hasłem, w tym roku jest nim zabezpieczenie odpadów na terenie wiejskim. Czy ten temat narzuca nasza obecność w Unii?
W gospodarstwach jest dużo opakowań po środkach ochrony roślin i nawozach, zużyte ogumienie, olej czy akumulatory, a rolnicy nie wiedzą, co z tym zrobić. Trzeba im więc podpowiedzieć, co dalej. Jest też problem z padłymi zwierzętami, które rolnicy zakopują, bo nie wiedzą, gdzie to odwieźć. Poza tym powinni umieć zagospodarować nawozy naturalne: obornik, gnojówkę, gnojowicę. Te tematy będą poruszane na konferencji naukowej w czasie trwania giełdy w niedzielę 30 maja oraz w opublikowanej broszurze. W konferencji będzie uczestniczyła grupa rolników z Izby Rolniczej we Francji, którzy podzielą się swoimi doświadczeniami, w jaki sposób sami zagospodarowują odpady.
Podczas Giełdy Rolniczej swoje produkty (m.in. maszyny i urządzenia rolnicze, pasze, środki weterynaryjne, środki ochrony roślin) zaprezentuje około 120 firm z branży rolniczej.
Giełda, która ma formę festynu, jest dla rolników i dla wystawców, oni gdzieś muszą się pokazać, najlepiej na regionalnym rynku. Takie imprezy chętnie odwiedzają rolnicy, ponieważ mogą wtedy skorzystać na miejscu z doradztwa. Obecnie rolnicy uczą się wypełniać wnioski o dopłaty bezpośrednie, na giełdzie będzie też można uzyskać poradę w tym zakresie.
Na brak frekwencji ze strony rolników organizatorzy chyba nie narzekają?
Rolnicy chętnie odwiedzają Giełdę Rolniczą. Frekwencja jest zawsze bardzo duża. Działamy w powiatach płockim, sierpeckim i gostynińskim, więc najwięcej rolników jest stamtąd, ale przyjeżdżają też rolnicy z naszych oddziałów w Ostrołęce i Siedlcach.
Dla firm giełda jest dobrą okazją do promocji, choćby dlatego, że wybierany jest HIT wystawy, czyli najlepsze stoisko.
Konkurs towarzyszy giełdzie od początku. Komisja bierze pod uwagę wygląd stoiska, przekaz informacji, promocję w “Gazecie Targowej” i na scenie, bo istnieje taka możliwość.
Czy nie obawia się Pan, że w związku z podniesieniem podatku VAT na maszyny i urządzenia rolnicze rolnicy mogą podchodzić do targów ze sceptycyzmem?
Maszyny i ciągniki to tylko fragment tego, co będziemy prezentować. Na giełdzie będzie się wystawiać dużo firm produkujących środki ochrony roślin, nawozy, wyposażenie budynków inwentarskich oraz instytucji współpracujących z rolnikami: KRUS, Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin, ARR, ARiMR, banków. Wszyscy udzielać będą informacji ze swojego działu.
Ogólna kondycja polskiego rolnictwa jaka jest, każdy widzi. Tymczasem w województwie mazowieckim wnioski o dopłaty bezpośrednie złożyło zaledwie ponad 4 % uprawnionych rolników. Giełda będzie okazją do zmotywowania rolników, aby skorzystali ze środków, które im się należą.
Jak to zwykle bywa, rolnicy robią takie rzeczy w ostatniej chwili. To będzie okazja do przypomnienia im o tych możliwościach. Może w trakcie giełdy nikt wniosku nie wypełni, ale będzie mógł uzyskać merytoryczną poradę.
Czy w Polsce, która jest w UE, w jakikolwiek sposób zmienia się rola doradcy rolnego?
W krajach “piętnastki” doradztwo ma różne formy: prywatną, spółdzielczą, samorządową i państwową. W Danii i Holandii wraca się do doradztwa państwowego, dotychczas tam niedocenianego. Doradca w krajach Unii stanowi ważne ogniwo w pracy rolnika. Tam sobie farmer, który bez doradcy sobie nie poradzi, płaci stałe roczne opłaty na rzecz firmy doradczej. Farmer płaci, ale i wymaga. Na Zachodzie doradca obsługuje 30-50 gospodarstw, a nie jak u nas kilkaset. Doradza zgodnie ze swoimi kompetencjami: producentom zbóż, hodowcom bydła czy trzody. Polski rolnik w Unii bez doradcy też sobie nie poradzi, bo jest tyle różnych dopłat (wyłączając bezpośrednie) i programów, że pomoc specjalisty jest niezbędna.
Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała:
Elżbieta Grzybowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości