Państwo Malinowscy do końca września muszą wyprowadzić się z mieszkania, w którym spędzili 13 lat. Mąż, żona i trójka dzieci w wieku od 2 do 13 lat zajmują obecnie 28 metrów kwadratowych. Wyprowadzka jest przymusowa. Mieszkanie mieści się w prywatnej kamienicy. Właściciel ma plan, by właśnie w tym lokalu zamieszkała jego wnuczka. Malinowskim dał 3 lata na znalezienie nowego lokum, ale tu i 100 lat byłoby za mało. Czas ucieka szybko, coraz szybciej i bezlitośnie. Czy rodzina najbliższą zimę spędzi pod mostem?
– Nie mamy się gdzie wyprowadzić. W Urzędzie Miasta nie ma dla nas pomocy. Gdy szukamy stancji, ludzie nie chcą z nami rozmawiać, gdy tylko dowiadują się, że chcemy się wprowadzić z trójką dzieci – mówi kobieta.
Rodzina przez trzy lata nie siedziała z założonymi rękami. Jak tylko państwo Malinowscy dostali wypowiedzenie, udali się do Urzędu Miasta z wnioskiem o mieszkanie socjalne. Opisali w nim swoją sytuację. W lokalu przy ul. Ostatniej mieszkali rodzice pana Malinowskiego. Rozwiedli się i wyprowadzili. Mężczyzna został, a był świeżo po ślubie. Na dobry początek dla niego i żony 28 m kw. wystarczało. Gdy pojawiły się dzieci, zrobiło się ciasno. Dwie dziewczynki chodzą już do szkoły. Najstarsza trenuje piłkę ręczną. Każda chciałaby mieć swój kąt, a dwulatka przestrzeń do biegania. To mieszkanie na pewno nie jest szczytem marzeń rodziny, ale wiadomo, jak dziś ciężko iść na swoje. – Mąż pracuje dorywczo. Ma kłopoty z kręgosłupem. Trudno mu o stałe zatrudnienie. Ja byłam na stażu w salonie kosmetycznym. Liczyłam, że może dostanę w nim pracę, ale stało się inaczej. I gdzie tu myśleć o kredycie na mieszkanie? – pyta pani Małgorzata.
Mimo trudnej sytuacji Malinowscy nie mają długów. Na co dzień jakoś sobie radzą. Problem z mieszkaniem zdaje się jednak nie do przejścia. – Nie stać nas na kupno mieszkania, z drugiej strony nikt nas nie chce na stancji. Nie możemy też iść mieszkać do rodziny – tłumaczy kobieta.
Z matką nie utrzymuje kontaktów, chociaż jest u niej zameldowana. Właściciel kamienicy nie zgodził się bowiem na stałe zameldowanie w lokalu przy ul. Ostatniej ani pani Małgorzaty, ani jej dzieci. Z kolei matka męża mieszka z synem i jego rodziną, która także czeka na mieszkanie z Urzędu Miasta.
Sytuacja wydaje się patowa. Po pismach, które od 2012 roku rodzina dostawała z Urzędu Miasta, liczyła ona, że jest szansa na mieszkanie właśnie w 2014 roku. Nadzieje rozwiał jednak ostatnio prezydent Krzysztof Izmajłowicz. – Powiedział, że w ogóle nie mamy szans na mieszkanie socjalne w tym roku. Na 400 oczekujących osób jest bowiem 10 mieszkań socjalnych. Stwierdził też, że mamy się nie wyprowadzać z wynajmowanego mieszkania, bo nikt nas nie może eksmitować. Adwokat jest jednak przeciwnego zdania – tłumaczy pani Małgorzata. Wciąż nie może uwierzyć w to, co się dzieje. Przekonuje, że jest w mieście tyle mieszkań, w których nikt nie mieszka. Stoją puste i do tego nieopłacane. Z kolei w jej najbliższej okolicy nie brakuje lokatorów, którzy zawsze mają na butelkę wódki, a nie na czynsz, a jednak nikt ich z domów nie wyrzuca. – Powiedziałam o tym w urzędzie. Dowiedziałam się, że jeśli wskażę takie lokale, to jest szansa, że kolejka oczekujących na mieszkanie socjalne się zmniejszy. Ale to nie ja dostanę to mieszkanie, tylko ci, co są przede mną – mówi płocczanka.
Na liście oczekujących na lokal socjalny jest obecnie 81. Przez trzy lata awansowała z pozycji 87. To ani trochę nie napawa optymizmem na przyszłość. – O mieszkanie komunalne nie możemy się starać, bo nie mamy stałych dochodów. Prosiliśmy, by ratusz przyznał nam mieszkanie chociaż na rok, żeby urzędnicy się przekonali, że nie będziemy zalegać z rachunkami. To jednak wbrew przepisom – załamuje ręce kobieta. Ostatnia szansa to powołanie komisji w ratuszu, która jeszcze raz rozpatrzy jej sprawę.
Czy zdarzy
się cud?
Z Oddziału Zarządzania Nieruchomościami Gminy Urzędu Miasta otrzymaliśmy informację, że rodzina wniosek o wynajęcie lokalu o powierzchni 25–50 m kw. złożyła po roku od otrzymania wypowiedzenia. „10 września wnioskodawcy złożyli aktualizację wniosku, która będzie brana pod uwagę przy tworzeniu listy osób uprawnionych do wynajęcia lokalu w 2015 roku” – czytamy w przesłanym wyjaśnieniu. Według najnowszej deklaracji zainteresowani oczekują już na lokal od 37 do 54 m kw. – Pomimo zrozumienia dla trudnej sytuacji życiowej państwa Malinowskich wyjaśniamy, że dopiero po wywieszeniu listy osób uprawnionych do wynajęcia lokalu mieszkalnego w 2015 roku będzie można określić możliwość realizacji wniosku – tłumaczą urzędnicy.
Informują również, że na termin realizacji wniosku ma wpływ wiele czynników, takich jak: numer na liście, minimalne warunki, jakich oczekują wnioskodawcy w nowym lokalu, wyposażenie oraz położenie zwolnionego lokalu, a przede wszystkim liczba zwolnionych mieszkań. A tych w mieście jak na lekarstwo. Zasiedlane lokale socjalne pochodzą wyłącznie z odzysku i w pierwszej kolejności realizowane są wykwaterowania lokatorów zamieszkujących w budynkach przeznaczonych do wyłączenia z użytkowania lub rozbiórki z uwagi na stan techniczny. Ponadto w bieżącym roku nie jest prowadzona żadna inwestycja budowlana z lokalami socjalnymi.
Dowiadujemy się również, że w Urzędzie Miasta Płocka nie funkcjonuje komisja mieszkaniowa.
– W szczególnie uzasadnionych, wyjątkowych przypadkach prezydent miasta może, po uzyskaniu pozytywnej opinii komisji Rady Miasta Płocka właściwych w sprawach społecznych i komunalnych, wyrazić zgodę na wynajęcie lokalu na rzecz osób niespełniających kryteriów określonych w uchwale – tłumaczą urzędnicy. Niestety, w chwili obecnej nie ma możliwości skierowania wniosku na posiedzenie Komisji Rady Miasta ani też przyspieszenia terminu realizacji wniosku. – Stąd w chwili obecnej nie ma możliwości przedstawienia państwu Malinowskim oferty mieszkaniowej – kończą wyjaśnienia urzędnicy. Tu faktycznie potrzebny jest cud…
Blanka
Stanuszkiewicz-Cegłowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze