Inżynier Adam Idźkowski jest praprawnukiem Jana Lajourdie – słynnego budowniczego płockiego mostu łyżwowego. Studiował na wydziale sanitarnym Politechniki Warszawskiej, więc uważa, że on jeden poszedł w ślady dziada. Nie projektował wprawdzie mostów, lecz sieci grzewcze i przygotowywał ekspertyzy energetyczne. Mieszka we Francji od 1966 roku. To on zwołał rodzinę na zjazd do Płocka. Ślady dziada pomogło odkrywać Towarzystwo Miłośników Radziwia. Jan Marek Róża Lajourdie urodził się w 1797 roku w Narbonne, w południowej Francji. Jego ród wywodzi się od nazwy Jordan. Tak nazywała się ziemia, którą rycerz Lajourdie otrzymał po powrocie z wyprawy krzyżowej do Ziemi Świętej. To była rodzina francuskich katolików, ale po okresie wojen religijnych, zmuszona była opuścić swoją ziemię i przenieść się do Narbonne. Do Polski przybył w 1827 roku, po skończeniu Paryskiej Wyższej Szkoły Budowlanej na kierunku inżynieria wodna. Hydrologiem został być może dlatego, że przez Narbonne przechodzi kanał południowy. Pracował jako inżynier-hydrolog, najpierw w Warszawie, a od 1836 roku w Płocku. Ożenił się z Polką Józefą Odelską i postanowił osiedlić się w naszym kraju na stałe. Zamieszkał na Radziwiu. Dom istniał jeszcze do 1920 roku. Właśnie inżynierowi Lajourdie powierzono budowę mostu łyżwowego, łączącego Płock z Radziwiem. Nie było to łatwe, bo most miał połączyć wysoki prawy brzeg Wisły z nisko leżącym Radziwiem. Jak na owe czasy, most łyżwowy był osiągnięciem technicznym. Nie było ani drogi do Kutna, ani linii kolejowej. Adam Osiecki, prezes Towarzystwa Miłośników Radziwia twierdzi, że Lajourdie był nie tylko budowniczym mostu, lecz zajmował się nim także przez kilka lat jako inżynier nadzorczy. Doglądał go jak oka w głowie, a kiedy wydzierżawiono most osobom prywatnym, martwił się o los swojej konstrukcji. W kronikach odnotowano, że uratował go przed powodzią. Zmarł w 1881 roku. Jedna z córek Lajourdie wyszła za Ludwika Staszewskiego. Ich syn Kazimierz był znanym płockim geometrą. Działał w wielu instytucjach kulturalnych i stowarzyszeniach Płocka, współtworzył Towarzystwo Wioślarskie i Towarzystwo Naukowe Płockie, którego od 1923 r. był członkiem honorowym. Potomkowie Lajourdie to rodzina licząca dziś czterdzieści osiem osób. Seniorka rodu, Barbara Wiącek mieszka w Gdańsku. Najmłodszy jest Teodor Rowicki (1,5 roku). Część przyjechała z zagranicy. W Kanadzie mieszka Paul Butten (mąż Anny Lajourdie), z Hiszpanii przybyła Małgorzata Lajourdie-Becerill. Jest w tym coś symbolicznego, że większość rodu mieszka nad Wisłą: w Warszawie, Krakowie, Gdańsku. Na zjazd rodzinny przybyło trzydzieści osób. Pierwszego dnia uczestnicy zjazdu odwiedzili płockie Towarzystwo Naukowe, gdzie znajduje się rękopis bardzo nowoczesnej, jak na owe czasy, rozprawy JMR Lajourdie „Regulacja Wisły”. Po południu rodzina oraz zaproszeni goście odbyli rejs statkiem w okolice nowego mostu, którego zapewne nie powstydziłby się sam inżynier Lajourdie. Wycieczkę ufundowała Rada Mieszkańców Radziwia. Potomkowie budowniczego wznosili toasty przywiezionym z Francji czerwonym winem. Miłośnicy Radziwia podjęli gości wyśmienitymi ciastami, które upiekły na ich cześć płockie rodziny. O przywrócenie pamięci o płockim budowniczym zabiegało Towarzystwo Miłośników Radziwia. Ale tej historii nie dałoby się odtworzyć bez pracy księdza prałata Aleksandra Stróżyńskiego, który przez 44 lata był proboszczem w kościele św. Benedykta. Poza znajomością architektury, miał zamiłowanie do historii. Badał dokumenty dotyczące Radziwia. Chciał wypromować tę część Płocka. Odkrył, że najwybitniejszą postacią był właśnie Lajourdie. On pierwszy nawiązał kontakty z rodziną, uzupełnił życiorys Jana, a na stulecie śmierci odnowił grób na cmentarzu. To nie był taki normalny zjazd rodzinny – powiedział Adam Idźkowski. Jesteśmy wdzięczni Towarzystwu Miłośników Radziwia, że dzięki nim zachowała się pamięć o naszym przodku. Mogliśmy zanurzyć się w klimat Płocka i historii, którą tworzył Jan Marek Róża Lajourdie. Członkowie rodziny oglądali dokumenty. Zachłysnęli się widokiem domu. Odwiedzali miejsca, po których chodził nasz wielki przodek. Na rondzie im. Lajourdie zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia. W kronikach rodzinnych pozostanie widok Płocka i Radziwia z pokładu statku, którym płynęliśmy pomiędzy mostami. Dodajmy, że pomysłodawca zjazdu rodziny Lajourdie nieoczekiwanie odnalazł w Płocku swoją koleżankę ze studiów. Inżynier Wanda Kawtańska jest członkiem Towarzystwa Miłośników Radziwia. Wszyscy uczestnicy zjazdu otrzymali prezent od Towarzystwa – płytę dvd z nagraniem widowiska „Po tamtej stronie Wisły”, przygotowanego przez zespół Teatru Dramatycznego w Płocku. Lena Szatkowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze