Ostatnia nowelizacja ustawy o dochodach samorządów zabrała gminom dotacje na utrzymanie oświetlenia dróg nie będących w zasobach gminy oraz dodatki mieszkaniowe. Wójtowie i burmistrzowie mówią wprost, że zmuszeni są tworzyć budżety wirtualne - ustawodawca zakłada realny wzrost dochodów gmin, gdy tymczasem nic nie wskazuje na to, że on nastąpi, a większość samorządów gminnych szacuje, że budżet na rok 2004 będzie się utrzymywał na tym samym poziomie, co zeszłoroczny. - Ta ustawa jest z gruntu zła, pełna błędnych założeń – mówi Józef Kurek z Konwentu Wójtów, Burmistrzów i Prezydentów Województwa Mazowieckiego.Wójtowie gmin regionu płockiego nie owijają w bawełnę swojej niechęci do “noweli” ustawy. Gminy uznawane za bogatsze, oprócz tego, że zabrano im jak wszystkim dotacje celowe na oświetlenie i dodatki mieszkaniowe, nie dostaną też funduszy na akcję dożywiania najbiedniejszych dzieci. Już rok temu wszystkim gminom zabrano subwencję drogową, wprawdzie na razie jest jeszcze subwencja wyrównawcza, ale w 2005 roku już jej nie będzie
Józef Kurek - burmistrz Mszczonowa, przypomina, że tylko podczas pierwszej kadencji po reformie samorządy zostały dowartościowane finansowo, ponieważ dotacje i subwencje były na wystarczającym poziomie: - Potem zaczęto przerzucać zadania bez idących za tym pieniędzy. Ostatnia nowelizacja ustawy o dochodach samorządów gminnych to już wypaczenie. Samorządowcom przypisuje się wirtualne pieniądze po stronie dochodów, gdy tymczasem ogólna tendencja jest spadkowa.
Konstrukcja ustawy jest sprytna. W nowym roku wycofano wymienione dotacje, w zamian dając większe udziały w podatku dochodowym od osób fizycznych i prawnych. Rekompensata jest tylko pozorna. Doskonale widać to na przykładzie Gostynina. Gmina miejska Gostynin straciła 187 tys. zł dotacji. Jak wyjaśnia Wiesława Pilichowicz, do naliczenia subwencji za bazę wzięto rok 2002, kiedy państwo mało przekazywało na dodatki: - Jest bardzo duża różnica, jeśli chodzi o udziały w podatku dochodowym od osób fizycznych – też opierano się na roku 2002, kiedy te udziały były bardzo niskie. Braków nie wyrówna subwencja rekompensująca utracone dochody wynikające z likwidacji podatku od środków transportowych od osób fizycznych. W nowym roku niby są zwiększone udziały w podatku PIT (od osób fizycznych), ale w rezultacie, gdy się to przelicza, to wychodzi, że zabraknie 224 tys. zł. Przyznaje, że planowany budżet na rok 2004 będzie trochę większy niż w roku ubiegłym (ponad 15 mln zł, gdy w roku 2003 było to ponad 14 mln zł), ale braków i tak nie uda się pokryć, ponieważ miasto ma wieloletnie plany inwestycyjne, które musi realizować. Wszystko wskazuje na to, że deficyt wyniesie ok. 2 mln zł.
Nie lepiej będzie w Gąbinie. W przypadku tej gminy miejskiej najwięcej problemów finansowych spowoduje brak dotacji na dodatki mieszkaniowe: - Nowe zasady mówią, że suma zabrana, uwzględniona jest w subwencji ogólnej, ale to nieprawda, bo relatywnie pieniędzy jest mniej – mówi burmistrz Krzysztof Jadczak. - Dodatki mieszkaniowe przez wiele lat były zadaniem państwa, stopniowo jednak państwo przeznaczało na ich sfinansowanie coraz mniej środków, dopłacała gmina. A że społeczeństwo się pauperyzuje, wiele wskazuje na to, że z roku na rok wydatki na dodatki mieszkaniowe będą rosły.
Z kolei w przypadku gminy Bielsk budżet znacznie uszczupli brak dotacji na utrzymanie i inwestycje związane z oświetleniem dróg: - Pozostaje refundacja z budżetu wojewody na drogi krajowe (przez Bielsk biegnie droga krajowa nr 60), wypada refundacja z budżetu wojewody na drogi powiatowe i wojewódzkie. W wyniku zmian legislacyjnych gmina straci ok. 60 tys. zł. Ponadto wojewoda zalega nam z refundacją na oświetlenie dróg za rok 2003 - to suma około 40 tys. zł. Generalnie po zmianach gmina straci, bo mniej przeznaczy na inwestycje i bieżące funkcjonowanie jednostek, bo na to pieniądze być muszą – wyjaśnia wójt Maciej Jabłoński.
O wirtualnych dochodach w budżecie i płynących stąd problemach finansowych mówi także Maria Fudała, wójt gminy Sanniki: - Szacujemy, że wpływy do budżetu w stosunku do roku ubiegłego będą o około 500 tys. zł mniejsze. Patrzę na to z niepokojem, bo potrzeb jest mnóstwo, a każdego roku na gminy spada coraz więcej obowiązków.
Wójtowie zgodnym chórem powtarzają, że nowa ustawa im nie służy, zwłaszcza, że jej kolejne nowelizacje zabierają gminom dodatkowe pieniądze. Gmina Gostynin już w 2002 r. straciła zyski z podatków od działek rekreacyjnych, ponieważ posłowie uchwalili, że podatek trzeba płacić jedynie od gruntów rolnych. Skorzystali letnicy, których stać było na kupienie działek, a teraz dojeżdżają z Warszawy czy Łodzi, żeby wypoczywać na łonie natury: - Skąd wziąć na inwestycje? - zastanawia się wójt Jan K. Krzewicki. - W budżecie gminy Gostynin po zmianach będzie o około 500-600 tys. zł mniej. Trzeba formułować budżet, a my nie wiemy, na jakim wózku jedziemy. To tragedia – kończy dramatycznie.
Mniej emocjonalnie podchodzi do całego zagadnienia burmistrz Drobina Sławomir Wiśniewski. W ubiegłym roku na oświetlenie gmina dostała 50 tys. zł, a na dodatki mieszkaniowe 70 tys. zł: - Budżet chyba wyjdzie na zero. Gorzej nie będzie, lepiej też nie. Będzie wzrost wydatkowania środków na pożyczki dla nauczycieli (we wrześniu), fundusz socjalny dla emerytów, trzecią godzinę lekcji w-f w klasach IV-VI. Dochody utrzymają się mniej więcej na poziomie roku 2003. Burmistrz nie wie jeszcze, czy wystarczy mu pieniędzy, wszystko okaże się po 10 stycznia, kiedy dowie się, czy wnioski o fundusze SAPARD na budowę kanalizacji i wodociągów zostały zaopiniowane pozytywnie: - Ale tragizować bym nie tragizował.
Wójtowie i burmistrzowie w większości zgodnie stwierdzają, że na oszczędnościach państwa straciły i gminy, i miasta. Mówią, że rząd sprytnie to załatwił, bo niby to, co zostało zabrane z dotacji, wróciło w subwencji, ale jak by nie liczył, to i tak wychodzi, że państwo przekazuje im znacznie mniej środków. Dziurę budżetowa “łata się” spychaniem odpowiedzialności na “maluczkich” – gminy, które mają niewielkie dochody albo od lat utrzymujące się na tym samym poziomie. Zadań do wykonania jest coraz więcej, a pieniędzy coraz mniej. Nad gminami krąży widmo bankructwa, ale to byłoby chyba kompletnym nieporozumieniem. Przewodniczący konwentu J. Kurek jest przekonany, że ostatnia nowelizacja wzmiankowanej ustawy to wręcz zamach na umożliwienie rozwoju gmin, które resztkami sił realizują rozpoczęte, najbardziej konieczne inwestycje, o nowych nie wspominając. Realne dochody spadają, coraz częściej brakuje finansowego zabezpieczenia na rzeczy najważniejsze. Dziwi się, że parlamentarzyści (również część opozycji) są przekonani, iż poczynania Ministerstwa Finansów są słuszne. Nie widzą, że z pustego i Salomon nie naleje.
Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze