Wiele młodych małżeństw z utęsknieniem wyczekuje narodzin pierwszego dziecka. Niestety, nie wszystkim się to udaje, a jeśli doczekają się potomka, też może wydarzyć się wiele rzeczy, na które nie mają wpływu. Pamiętamy Zosię Paczwę, która potrzebowała do leczenia niewyobrażalnie drogiego leku. A takich dzieci jest dużo więcej… Tym razem o dzielnym wojowniku Nikosie Rangotis opowiedziała jego równie dzielna mama – Karolina.
Jak wspomina, o ciąży dowiedziała się w ciepły lipcowy dzień. Dla niej i jej męża Adama nie było to zaskoczenie, bo bardzo wyczekiwali pierwszego dziecka. Na początku ciąży Karolina czuła się dobrze, poza typowymi dolegliwościami tego okresu. – Nic nie wskazywało na to, żeby cokolwiek mogło być nie tak. Wszystkie badania do 26 tygodnia ciąży wychodziły książkowo, a my cieszyliśmy się każdym dniem spędzonym w trójkę – opowiada.
Dopiero w okolicach 27-28 tygodnia ciąży, tuż przed Bożym Narodzeniem, podczas kontrolnego USG wykryto nieprawidłowości w rozwoju dziecka, czyli powiększenie komór mózgowych. Jak można się domyśleć, to był ten dzień, kiedy świat Karoliny i Adama na chwilę się zatrzymał. Potem wszystko działo się bardzo szybko. – Od razu następnego dnia trafiliśmy do szpitala, gdzie dowiedzieliśmy się, że Nikoś doznał wylewu do ośrodkowego układu nerwowego, na wskutek czego powstały jamy leukomalacyjne i musimy przygotować się na to, że jeżeli przeżyje, będzie mógł być w ciężkim stanie – wspomina Karolina.
Od tego momentu lęk o zdrowie synka towarzyszył im już codziennie. Jak stwierdza mama Nikosa, nie da się opisać słowami tego, co czuje rodzic, gdy jego dziecko walczy o życie. Dlatego też zaczęli działać od razu, zaczynając oczywiście od poszukiwań najlepszych specjalistów, którzy od razu po porodzie mogliby pomóc ich synkowi – mając przy tym nadzieję, że on sam się nie podda i zostanie z nimi.
Jak się okazało, Nikoś nie tylko się nie poddał, ale nadal bardzo dzielnie walczy, zadziwiając tym samym swoich rodziców siłą i determinacją. Urodził się 19 lutego 2019 roku, w 36 tygodniu ciąży. Niestety od razu po porodzie zostali rozdzieleni, mały musiał przebywać na oddziale opieki ciągłej. Tam wykonywano mu badania, które miały wskazać, co było przyczyną wylewu. – Niestety do tej pory się to nie udało, mimo że Nikos ma już dwa lata. Byliśmy na konsultacjach u wielu lekarzy w Polsce oraz wykonaliśmy mnóstwo badań i na obecną chwilę Nikos ma postawioną diagnozę mózgowego porażenia dziecięcego. Na obecną, ponieważ przed nami jeszcze biopsja mięśnia, która ma definitywnie wykluczyć choroby mięśniowe – wyjaśnia Karolina.
Dla chętnych, którzy chcą przeznaczyć swój 1 procent podatku dla Nikosia, podajemy numer KRS: 0000387207, cel szczegółowy: 737 Nikos Rangotis. Przekazać można też darowiznę na rachunek: 85 1160 2202 0000 0001 9214 1142, Fundacja „Serce dla Maluszka”, tytułem 737 Nikos Rangotis. Rodzice chłopca będą wdzięczni za każde okazane wsparcie.
Więcej przeczytacie w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.
(jb)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze