Reklama

Przyjechał Sprawiedliwy

20/02/2014 08:39
Leszek Jan Szulc przyjechał do drobińskiego liceum w ramach projektu „Spotkanie młodzieży ze Sprawiedliwymi”. On i jego rodzice medal „Sprawiedliwy wśród narodów świata” dostali za ukrywanie podczas niemieckiej okupacji żydowskiego małżeństwa. Ale w Drobinie Leszek Jan Szulc mówił nie tylko o prześladowaniu Żydów.
Projekt „Spotkanie młodzieży ze Sprawiedliwymi” to inicjatywa Polskiego Towarzystwa Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Drobińska szkoła jest jedną z 41 w Polsce, która bierze w nim udział. Przedsięwzięcie ma pozwolić młodzieży poznać historię tych, którym inni zawdzięczają życie. Szkoły goszczące Sprawiedliwych przygotowują relacje, które zostaną zebrane w albumie „Gdy otworzono drzwi”.
W spotkaniu z Leszkiem Janem Szulcem uczestniczyli nie tylko uczniowie, ale też ich nauczyciele i proboszcz drobińskiej parafii ks. Andrzej Kucharczyk. Dyrektor liceum Marzena Wasielewska-Łopata najpierw przybliżyła ideę projektu, a później jedna z uczennic przedstawiła biografię gościa. – Jestem bardzo wzruszony tym, że mogę się spotkać z młodzieżą i z nią rozmawiać – rozpoczął Leszek Jan Szulc.
Potem sporo mówił o swoich książkach, m.in. tej pt. „Takie małe miasto. Stryj 1934–44”, w której zawarł wspomnienia z czasów Holocaustu na kresach Rzeczpospolitej. – Stryj, miasto, w którym się urodziłem, przed wojną liczył sobie ok. 35 tys. mieszkańców i ok. 5 tys. stacjonujących w nim wojsk. Połowę ludności stanowili Żydzi, ok. 25 proc. Polacy i kolejne 25 proc. Ukraińcy, wtedy nazywani Rusinami. Żyliśmy w sumie zgodnie i życzliwie, aż do czasów, kiedy zaczęły napływać różne prądy polityczne. Ukraińcy odnajdywali się w nazizmie, Żydzi w komunizmie – mówił Leszek Jan Szulc.
Podczas II wojny światowej Stryj najpierw był w rękach sowieckich. W 1941 r. do miasta wkroczyli okupanci niemieccy. Hitlerowcy w 1942 r. zorganizowali w mieście getto, w którym znalazło się ok. 15 tys. Żydów. Leszek Jan Szulc opowiadał o prześladowaniach stryjeńskich Żydów. Mówiąc o ukrywaniu żydowskich sąsiadów, stwierdził, że pomocni byli w tym… Niemcy.
– Przed wojną dobrze nam się powodziło. Ojciec miał warsztaty masarskie. Po wkroczeniu Niemców do miasta zajęli oni jeden z naszych domów. I dzięki temu stanowili dla nas dobre alibi – opowiadał gość. Wspominał, że już w 1939 r., gdy do miasta wkroczyli Rosjanie, jego ojciec kazał jemu i bratu kopać różnego rodzaju schowki. Przydały się do ratowania Żydów, ale też do przechowywania broni i materiałów wybuchowych, bo niemal cała rodzina była w konspiracji. Bohater spotkania wspominał również o tragicznym losie Polaków na Kresach, którzy byli mordowani przez ukraińskich nacjonalistów. Ale też o radosnych chwilach, gdy obierał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski w towarzystwie śp. Marii Kaczyńskiej.
Leszek Jan Szulc oraz jego rodzice zostali „Sprawiedliwymi wśród narodów świata” w 1997 roku. Tytuł przyznano im za ukrywanie Jonaha Friedlera i jego żony Sary Friedler (z d. Landau) w latach 1943–1944. Tytuł i medal „Sprawiedliwy wśród narodów świata” to najwyższe izraelskie odznaczenie cywilne nadawane nie-Żydom, którzy ratowali Żydów podczas okupacji niemieckiej. Tytuł przyznaje instytut Jad Waszem w Jerozolimie. Na świecie jest 25 tys. Sprawiedliwych. Polaków jest wśród nich 6,4 tys. i jesteśmy najliczniej reprezentowaną narodowością w tym gronie. Polacy uratowali ok. 70 tys. Żydów. Robili to z narażeniem życia, bo tylko w Polsce podczas niemieckiej okupacji za ukrywanie Żydów groziła śmierć.    (gsz)
fot. Grzegorz Szkopek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości