Na wielkanocnym stole pojawią się szynki, kiełbasy, pieczenie, jaja pod różnymi postaciami. Na deser będą czekały baby, makowce i mazurki wielkanocne. Mało kto się im oprze. Jak kosztować tych świątecznych przysmaków, żeby nie dostać niestrawności? Radzi Grażyna Byczuk, która od lat zajmuje się promowaniem zdrowego stylu odżywiania.
Zanim zasiądziemy przy stole, na którym pojawią się smakołyki, których nijak nie będziemy sobie w stanie odmówić, powinniśmy przeprowadzić... głodówkę: – Przedwiośnie jest najlepszym okresem na to, żeby odmówić sobie jedzenia. Głodówka może zostać przeprowadzona na przykład kilka dni przed Wielkanocą, może potrwać choćby tylko jeden dzień. Nie jemy wtedy nic, pijemy tylko wodę, rano jest się dobrze napić trochę ciepłej wody. Nieprzyjemnym objawem głodówki może być ból głowy. Jest on wynikiem tego, że nagromadzone w jelicie grubym toksyny dostają się do krwiobiegu. Ale po 2-3 dniach czujemy się już lepiej – wyjaśnia Grażyna Byczuk.
Przygotowania do głodówki należy rozpocząć od ograniczenia kolacji, a w codziennej diecie mięsa, nie je się po godzinie 17.00. Absolutnie nie należy jadać tuż przed snem – przecież żołądek też musi się „wyspać”, czyli odpocząć. Po przeprowadzeniu głodówki wracamy do jedzenia, stopniowo coś przekąszając. Obżarstwo na pusty żołądek może się bowiem źle zakończyć.
Wbrew temu, co lansują modne magazyny, rano koniecznie trzeba zjeść pożywne śniadanie: – Nasz żołądek najlepiej pracuje od 7 do 9 rano. Śniadanie powinno być ciepłe, bo wtedy dostarcza organizmowi niezbędnej na cały dzień energii – zaleca G. Byczuk.
A w święta owszem, możemy sobie dogodzić (jeśli oczywiście lubimy jeść), ale potrawy będą lepiej trawione, jeśli dodamy do nich zioła. Na przykład białą kiełbasę ugotujemy w wywarze z majerankiem, mięsa w zaprawie ziołowej przyrządzimy kilka dni przez świętami, do potraw dodamy czosnek, majeranek, estragon, tymianek. Powinniśmy je kupować w osobnych opakowaniach, bowiem tzw. mieszanki ziołowe często zawierają glutaminian sodu. W ogóle dobrze jest przeczytać, co pisze na opakowaniu przyprawy. A wracając do ziół, to można je dodawać zarówno do potraw mięsnych, jak i bezmięsnych. Dzięki takim dodatkom na pewno będziemy mogli skosztować więcej wielkanocnych przysmaków.
Grażyna Byczuk jest zwolenniczką pochodzącej z kuchni chińskiej tzw. diety pięciu przemian. Produkty i surowce dzieli się w niej na wychładzające i rozgrzewające. Jeśli wciąż jemy te pierwsze, zaczynamy marznąć: – Organizm bardzo wychładzają surówki – opiniuje nasza specjalistka od żywienia. – Owszem, powinniśmy jeść warzywa, ale zimą i o tej porze roku gotowane, ciepłe. Nie można też przesadzać z ilością jedzonych owoców. Zalecam ciepły posiłek rano i na obiad. Dziwię się, że w naszym kraju promuje się jedzenie na śniadanie zimnych jogurtów. Można to robić w ciepłej Kalifornii, ale nie u nas – uważa Grażyna Byczuk.
Stało się. Nie poskromiliśmy swego apetytu i czujemy charakterystyczny ciężar w żołądku. Jak się uratować po przejedzeniu? Naparami z ziół. W ogóle pić też należy po godzinie od czasu zakończenia konsumpcji, nie pić w jej trakcie. Nie opijać się wodą mineralną (nasza rozmówczyni obala kolejny stereotyp). Nasza dietetyczka zaleca herbaty ziołowe i napary, na przykład z suszonych jabłek. Co do deseru, to też powinniśmy go sobie serwować po godzinnej przerwie od głównego posiłku. Mazurek (jeśli dodamy gotowane żółtka, będzie bardziej kruchy), makowiec – proszę bardzo, byle nie gotowe słodycze.
A przede wszystkim: dobrze żujmy jedzenie: – Nie połykajmy go, gryźmy wiele razy, bo gryzieniem wyręczamy żołądek. Jeśli trafia do niego nie pogryzione jedzenie, wtedy wydziela więcej i silniejszych kwasów, i sam siebie „zjada”. Kiedy do żołądka trafia lepiej przeżute jedzenie, to mamy więcej energii życiowej – twierdzi Grażyna Byczuk.
Weźmy sobie te wskazówki do serca, gdy zasiądziemy przy wielkanocnym stole.
(eg)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze