Z Krzysztofem Spandowskim, prezesem zarządu PERN „Przyjaźń” SA rozmawia Tomasz Szatkowski.
Jak aktualnie wygląda, w kontekście wydarzeń w Gruzji, realizacja przesyłu tranzytu przez PERN ropy naftowej do polskich odbiorców i do Niemiec? Czy mają miejsce przestoje tego typu, jakie zdarzały się chociażby rok temu?
– Nie, nie ma żadnych przestojów, ograniczeń, zakłóceń w przesyle ropy do rafinerii. Nasze rurociągi nie są jeszcze skorelowane z rurociągami z tamtych gorących aktualnie terenów. Oczywiście sytuacja będzie wyglądała inaczej, kiedy zacznie funkcjonować rurociąg Brody – Odessa. Obawy o przerwy w dostawach surowca pojawiły się w mediach w ubiegłym tygodniu. One się w żadnym stopniu nie potwierdziły. A poza tym, my i tak jesteśmy przygotowani na najgorsze. Gdyby to „najgorsze” miało miejsce, w co – podkreślam – osobiście nie wierzę, to i tak bylibyśmy gotowi, żeby bez żadnych zakłóceń dostarczyć ropę rafineriom.
Wyprzedza pan w zasadzie moje kolejne pytanie. Bo hipotetycznie można sobie wyobrazić, że taka sytuacja ma miejsce, że Rosjanie na jakiś czas przerywają dostawy ropy, choć oczywiście trudno w to uwierzyć, bo nie jest to w interesie samej Rosji. Czy PERN za pomocą innych instrumentów, chociażby rurociągu północnego i gdańskiego Naftoportu, jest w stanie zapewnić polskim rafineriom tyle surowca, ile potrzebuje nasza gospodarka?
– Oczywiście. Chociażby dlatego, że rurociąg pomorski ma dużo większą przepustowość z morza do Płocka niż z Płocka do morza. Od Płocka do morza służy do dwóch celów: do zaopatrzenia rafinerii gdańskiej i tranzytu ropy rosyjskiej na morze. A w drugą stronę – do zaopatrzenia trzech rafinerii: tej z Płocka i dwóch niemieckich, oczywiście w przypadku całkowitego, hipotetycznego – jak pan powiedział – zaprzestania tłoczeń ze Wschodu, przez Adamowo. Co nigdy nie nastąpiło i, przekonany jestem, długo nie nastąpi. Dlatego, że zaopatrzenie rafinerii w ropę jest traktowane przez Rosję jako absolutny priorytet i nie jest wykorzystywane jako instrument jakiejś gry politycznej. Czytałem gdzieś wypowiedź premiera Putina, który zapewnił, że mimo tej sytuacji w Gruzji, nie będzie ograniczeń w dostawach do rafinerii europejskich.
– Jak pan ocenia możliwość kontynuowania prac na dywersyjnym rurociągu Brody – Płock, skoro ostatnie wydarzenia pokazały, że problemem może być zapewnienie bezpieczeństwa przesyłu ropy na wcześniejszych odcinkach, dla przykładu w Gruzji czy Azerbejdżanie?
– Media podają bardzo dramatyczny obraz tej sytuacji dotyczącej rurociągu w Gruzji. I dużo jest w tym racji. Jednak analizując na chłodno, mówimy tu o potencjalnej możliwości przesyłu ropy kaspijskiej do Morza Czarnego, a następnie z Morza Czarnego do Płocka. Na pierwszym odcinku uszkodzony został nieznacznie rurociąg z Baku do Supsy oraz zniszczony most, który wykorzystany był do przewozu ropy na wybrzeże Morza Czarnego. Oczywiście transport ropy został wstrzymany. Ja patrzę na to tak, że ryzyko przerwania rurociągu było dużo wcześniej znane, bo konflikt w Osetii trwa od kilkunastu lat, więc sytuacja niepewności przesyłu była oczywista. Niemniej ta droga funkcjonowała. Dlaczego? Bo to nie jest gruziński rurociąg, jego głównym udziałowcem jest BPS, a więc potężne koncerny światowe zawiadują tą drogą transportu. To jest swojego rodzaju gwarancja, że ta droga przesyłu będzie wznowiona po zaprowadzeniu spokoju w tym rejonie. Zauważmy przy okazji, że największy rurociąg wyprowadzający ropę kaspijską z basenu Morza Kaspijskiego biegnie tuż obok tego wspomnianego rurociągu. Mam na myśli ropociąg z Baku przez Tbilisi do Turcji. On nie został uszkodzony. Można zatem wysnuć wniosek, że nie było celem przerwanie dróg wyprowadzenia ropy z Morza Kaspijskiego. Reasumując, skala tego potencjalnego niebezpieczeństwa jest przewidywalna. Jednak dla nas najważniejsze jest wybudowanie odcinka od Brodów do Płocka bądź Adamowa. I to jest przedmiot naszego udziału w pracach Sarmatii, spółki studialnej, powołanej do oceny możliwości wybudowania tego rurociągu. Podkreślę, że z punktu widzenia naszej, płockiej firmy, korzystniejsze byłoby wybudowanie odcinka Brody – Adamowo, a nie Brody – Płock. Bo pierwotnie planowana trasa Brody – Płock jest po pierwsze, dłuższa, a po drugie, biegnie przez zurbanizowane tereny, więc można sobie wyobrazić przy naszym braku właściwego ustawodawstwa – koszmar przy pozyskiwaniu terenów. Ponieważ wznowiliśmy prace przy zakończeniu trzeciej nitki, to będziemy mieli większą przepustowość, żeby przejąć tę ropę poprzez Adamowo. Musielibyśmy tylko wybudować dodatkowe zbiorniki.
W branży mówi się, że na stanowisko prezesa PERN powołany pan został jako człowiek do czarnej roboty. Po to, żeby dokonać uporządkowania w płockiej firmie spraw związanych z jej restrukturyzacją, przyjrzeć się na przykład przyrostowi zatrudnienia w tak zwanej nadbudowie. Jak to jest w rzeczywistości?
– Nie nazwałbym tego czarną robotą, tylko normalnymi zadaniami, które powinien każdy menadżer na swoim szczeblu wykonać. Rzeczywiście, struktura, którą zastałem, była zbyt rozległa i głęboka. Jesteśmy na etapie konsekwentnego realizowania restrukturyzacji, polegającej na tym, że zmniejszono ilość pionów z 8 do 4 i, co za tym idzie, stanowisk dyrektorskich z 8 do 5 i zmniejszeniu tak zwanej nadbudowy. A więc wiąże się to ze zwolnieniami, z przesunięciami. I to jest pierwszy etap. Zmianę struktury wprowadziliśmy po zaakceptowaniu jej przez Radę Pracowników i Radę Nadzorczą. I to jest punkt wyjścia do dalszych właściwych działań, polegających na tym, żeby zająć się etatyzacją, dopracować zatrudnienie i kwalifikacje pracowników do potrzeb firmy. To będzie proces dłuższy i z mniejszymi napięciami, ale ważne jest, żebyśmy to konsekwentnie realizowali.
Na koniec pytanie dotyczące pewnych rozwiązań własnościowych. W tym roku podpisali państwo umowę o współpracy z pokrewną płocką firmą – operatorem Logistycznym Paliw Płynnych. Czy dla załogi PERN oznacza to definitywną rezygnację z zapisanego wcześniej w Strategii dla Przemysłu Naftowego pomysłu zabrania naszej firmie rurociągów produktowych i przekazania ich do OLPP?
– Zapis istnieje, ale tych kilka lat jego funkcjonowania dowiodło, że jest on martwy i niewykonywalny i nie będzie nigdy wykonany. Słuszną ideą jest łączenie aktywów przesyłowych i magazynowych. Obydwie firmy doszły do wniosku, że zamiast sobie wyrywać, lepiej będzie dążyć do jakiegoś łączenia się w dziedzinach, które muszą być wypracowane w drodze pełnego zrozumienia jednej i drugiej strony. Po to, żeby uniknąć konfliktu i wojen, jakie w poprzednich latach miały miejsce, powołaliśmy zespół do spraw wspólnych inwestycji. Duże pole do współpracy otwiera się w naszej bazie w Gdańsku, która jest oknem zarówno na eksport, jak i w przypadku importu. Kolejnym etapem będzie współpraca w Płocku. Bo część najstarszych, dwunastotysięcznych zbiorników na Plebance może być wykorzystana pod paliwa.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze