Reklama

Przed meczem z Widzewem - Będzie lepiej?

17/04/2003 13:38
Kibice zapewne pamiętają koniec lipca ubiegłego roku, kiedy to ponownie piłkarze Wisły wybiegali na boisko, by zainaugurować rozgrywki ekstraklasy. Pierwszy mecz z GKS-em Katowice zakończył się remisem, ku ogromnemu zaskoczeniu wszystkich kibiców.Bo przecież wzmocniona latem Wisła miała wygrywać, a gole strzelać powinni Jerzy Podbrożny, Sławomir Nazaruk, Ariel Jakubowski, zaś bronić bramki Piotr Mosór, Marcin Wasilewski. Po pierwszym meczu w Płocku był szok. Potem okazało się, że GKS Katowice to jedna z najsolidniejszych drużyn w lidze, która ma zamiar walczyć o europejskie puchary, ale wtedy kibice żegnali schodzący z murawy zespół gwizdami. Nie udało się płockiemu zespołowi wywalczyć punktu w następnym meczu, wyjazdowym, z Polonią Warszawa i u siebie z Amiką Wronki. Dopiero mecz z Widzewem przyprawił płocką publiczność o żywsze bicie serca i poprawił miejsce w tabeli dzięki zdobytym trzem punktom. Nie tego jednak kibice oczekiwali. Tak wzmocniony i przygotowany do rozgrywek zespół miał gromić rywali i szybko zająć miejsce w środkowej strefie tabeli. Miały być bramki, a cała Polska miała się bać zespołu z Płocka. Przynajmniej takie były zapowiedzi ekipy szkoleniowej. Co się potem działo z tym wzmocnionym składem, kibice doskonale pamiętają i nie ma na razie co do tego wracać. Ponownie zapowiedzi dobrej gry płoccy kibice słyszeli przed rozpoczęciem rundy rewanżowej. Co prawda drużyna została wzmocniona tylko dwoma piłkarzami, ale Emmanuela Ekwueme nie trzeba było nikomu przedstawiać, zaś o Nikolai Branfiłowie od początku słychać było rewelacyjne opinie. Poza tym drużyna bardzo mocno przepracowała okres zimowy, nikt się nie obijał, czasem tylko któryś z zawodników narzekał na przeziębienie. Warunki do przygotowań były zatem bardzo dobre i nic nie przeszkodziło w tym, by zespół w świetnej formie wybiegł na murawę. Na dodatek, po przesunięciu inauguracji rozgrywek, pierwszy mecz Wisła miała rozegrać z Polonią Warszawa, o której wiadomo było, że jest kandydatem do spadku, że nie ma tam drużyny i zdobycie trzech punktów jest tylko formalnością. Niestety, rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Polonia wiedząc, że nikt raczej na serio nie bierze tej drużyny, by miała walczyć w ekstraklasie. Trzy kolejne pojedynki wygrała, z tego dwa na wyjeździe (jeden w Płocku). Właśnie po meczu w Płocku kibice przeżyli następny szok. No bo jak to, świetnie przygotowana do rundy drużyna przegrywa przed własną publicznością z bardzo słabym ponoć przeciwnikiem. To był szok, bo zamiast awansować w tabeli, Wisła spadła o jedno miejsce w dół. Potem był mecz z Dospelem Katowice, przegrany 0:2 i 0:2 w 70 min. w meczu z Amiką Wronki. Czyż trudno się dziwić, że emocje w tej chwili sięgnęły szczytu. Kibice wiedzą, że mecz z Amiką zakończył się remisem 2:2, po brawurowym ostatnim kwadransie spotkania. Ten kwadrans kosztował Mirosława Jabłońskiego posadę trenera w Amice, a Mieczysława Broniszewskiego problemy ze zdrowiem. Tak czy inaczej Wisła po trzech kolejkach rundy rewanżowej ma na swoim koncie tylko jeden zdobyty punkt. Dokładnie tak samo jak w sierpniu 2002 roku, tuż po rozpoczęciu rundy jesiennej. Teraz zespół stoi przed szansą zdobycia kompletu punktów z Widzewem. Nie jest to niemożliwe, wszak już w tym sezonie z Widzewem Wisła wygrała. Co prawda strzeliła wtedy dwie bramki w doliczonym czasie gry, ale tym większa była radość ze zdobytych punktów. Ten numer można powtórzyć, wygrywając w Łodzi, co oczywiście jest możliwe. Widzew nie ma najlepszych notowań w tym sezonie, co prawda nikt na razie nie skazuje tego klubu na spadek z ekstraklasy, ale dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. Na dodatek w barwach tego klubu jest kilku zawodników, którzy jeszcze do niedawna nosili koszulki z napisem ORLEN na piersiach. Warto byłoby im pokazać, że postawili na “złego konia”. A swoją drogą to Wisła nie ma szczęścia do nowych zawodników. Jakoś tak dziwnie się dzieje, że po przyjściu do Płocka tracą swoje umiejętności. Niektórzy, po kilku sezonach je odzyskują, ale są i tacy, którzy grać zaczynają dopiero wtedy, gdy opuszczą klub. Przykłady? Proszę bardzo. Z jaką radością witaliśmy w Płocku, żeby pod uwagę wziąć tylko ostatni sezon, Ariela Jakubowskiego, Sławomira Nazaruka, Marcina Wasilewskiego, o Podbrożnym i Mosórze nawet nie ma co wspominać. Podobne kłopoty z zaadaptowaniem się do płockich warunków mieli także inni zawodnicy, którzy są w Wiśle nadal, już okrzepli, bądź swoje umiejętności prezentują w innych klubach. Co prawda z niesmakiem wysłuchałam wypowiedzi Radosława Sobolewskiego, który wyjaśniał powody opuszczenia Płocka. Jak to szybko piłkarz zapomina, co zyskał przez pobyt w Wiśle i jak szybko całą zasługę przypisuje nowemu klubowi. Mam nadzieję, że po fatalnym starcie zawodników, którzy przyszli do Wisły wiosną, będzie znacznie lepiej. Gorzej nie można było zacząć, teraz powinno być tylko lepiej. Obaj, i Ekwueme i Branfiłow, mają wielką szansę udowodnić, że ich przyjście do Płocka nie było przypadkowe. W najbliższą sobotę o godz. 19.00 na stadionie w Łodzi rozpocznie się mecz Widzew - Wisła. Czy płockiemu zespołowi uda się zdobyć komplet punktów, czy wreszcie drużyna Mieczysława Broniszewskiego zacznie grać i utwierdzi kibiców, że nie będzie problemu z utrzymaniem się w ekstraklasie w tym sezonie? Jola Marciniak Fot. D. Ossowski Płoccy kibice nie chcą już przeżywać takich spotkań jak z Polonią Warszawa
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości