Reklama

Protest samotnych matek

27/05/2004 16:22
Kilkanaście minut przed piętnastą na placu przed Ratuszem pojawiła się grupa zniecierpliwionych, podenerwowanych kobiet. Młode dziewczyny, matki w średnim wieku, przyszły z dziećmi, najczęściej małymi, kilkunastomiesięcznymi i kilkuletnimi. Część niespokojnie spacerowała, część nerwowo paląc papierosy rozglądała się po Starówce i zerkała w stronę budynku ratusza. Niektóre rozmawiały głośno, mocno gestykulując, czasami przeklinając. - To co zrobiono z matkami samotnie wychowującymi dzieci jest niedopuszczalne. Po likwidacji funduszu alimentacyjnego zostałyśmy na cały miesiąc bez żadnych pieniędzy. Dopiero pod koniec czerwca mają być wypłacane zasiłki. A do tego czasu za co mamy żyć? Co mamy dać dzieciom jeść? - pytały zdenerwowane kobiety.
Po kilku minutach na placu przed Ratuszem zebrało się kilkadziesiąt samotnych matek. Padają nerwowe słowa. Część kobiet chce czekać, aż wyjdzie do nich prezydent. Część bardziej zdecydowana domaga się, by wejść do urzędu. Wreszcie młoda dziewczyna rzuca hasło: - Kobiety idziemy do ratusza! Na co czekacie, że będą nam się przez firanki przyglądać. Niech z bliska zobaczą jak wygląda bieda i rozpacz.
Kolejna z nich potwierdza, że nie ma na co czekać. W domu zostawiła sześcioro dzieci, które w tej chwili siedzą głodne. Bo nie ma pieniędzy nawet na to, by kupić chleb. - Nie ruszę się, dopóki pan prezydent nie da mi jakichkolwiek pieniędzy. Opieka rozkłada ręce. Interwencja pomocy kryzysowej powtarza to samo. Nikt nie ma funduszy dla samotnych matek, którym zabrano alimenty.
Wszystkie kobiety łączy jedno. Brakuje na wszystko. Nie mają zapłaconych rachunków za prąd, mieszkania, nikt im nie chce dawać już jedzenia na kreskę. Nie mają na zakup lekarstw dla niepełnosprawnych dzieci. - Co nam zostało? Czy mamy oddać dzieci do domu dziecka? - zastanawiają się głośno kobiety. Mówią, że w innych miastach kobiety dostały jakąś pomoc w tym najtrudniejszym okresie. Tak było w Krakowie i Łodzi. Skoro tam prezydenci mają pieniądze, to chyba i w Płocku jest szansa, by pomóc. - Mam dwoje dzieci, jedno jest niepełnosprawne. Dostałam dwieście złotych, co mam z tym zrobić? To są jedyne pieniądze na ten miesiąc. A w niedzielę mam generalną komunię syna - mówi młoda kobieta, proponując by wszystkie samotne matki zebrały się i w rozpaczy oddały dzieci do domu dziecka, przynajmniej miałyby co jeść: - Nie do domu dziecka, tylko panu prezydentowi, albo Hausnerowi zawieźć do Warszawy - krzyczą inne.

W maju nie jesz!
Największe rozgoryczenie budzi fakt, że w całej sytuacji najbardziej ucierpią dzieci. - Ja zjem suchy chleb, popłaczę się i dalej żyję. A co mam powiedzieć czwórce moich dzieci, żeby to zrozumiały?. Jak mogę ugotować najmłodszemu kaszę na wodzie, to jestem szczęśliwa - powiedziała młoda matka, która przyszła z czwórką dzieci. Z drugiej strony słyszę głos, że kobieta jest po siedmiu operacjach i powinna jeść pięć razy dziennie. Ale nieraz nie ma na to, by zjeść raz dziennie.
Napięcie i zdenerwowanie narasta pod drzwiami gabinetu prezydenta. - Chcemy porozmawiać z prezydentem - mówiły kobiety. W odpowiedzi pytanie usłyszały: - A co prezydent pani zrobi?
Zdenerwowane kobiety mówiły: - Chcemy dostać jakąkolwiek jałmużnę na to, żeby przeżyć. Gdybyśmy miała na chleb, to nie stałybyśmy tutaj. Pani powie mojemu dziecku, że dziś nie będzie jadło, kolejny raz w tym tygodniu. Pani mu to wytłumaczy. Proszę - krzyczała jedna z matek. - Przyszłyśmy do pana prezydenta z dobrocią, bo mamy dla niego szacunek. Inna płacząc wołała: - Mój syn ma czternaście lat i poszedł wczoraj szukać złomu, żebyśmy mogli coś zjeść. Pani to sobie wyobraża, bo mnie jest trudno. Mnie w sklepie nikt nie da chleba na kreskę.
Ostra wymiana zdań trwała kilka minut. Sytuacja zaostrzyła się, gdy w urzędzie pojawili się funkcjonariusze Straży Miejskiej. - Antyterrorystów na nas wezwijcie. Chleba chcemy. A traktują nas jakbyśmy przyszły zabijać. Pójdziemy żebrać o jedzenie do sklepu na konto pana prezydenta – wołały kobiety.
Sytuacja uspokoiła się, gdy trzyosobowa delegacja została przyjęta. Reszta z niecierpliwością czekała na efekt rozmowy. W tym czasie kobiety głośno zastanawiały się nad swoją najbliższą przyszłością. Wszystkie łączy jedno. Wspólny dla każdej z nich jest dramatyczna walka o przetrwanie. Jedną utrzymuje dwudziestoletnia, najstarsza córka, inna - wspólnie z dziećmi przez całą noc zbierała konwalie, aby sprzedać na rynku i kupić coś do zjedzenia. Dywan do domu, by mogła zakryć załamującą się podłogę, dali jej pracownicy firmy budowlanej z sąsiedztwa. – Jak wrócę do domu, powiem – synku, w maju nie jesz – mówi zdesperowana kobieta.
Od 26 maja
będzie pomoc
Młoda dziewczyna oznajmia, że pójdzie do sklepu, ponadgryza wszystko co zdąży, żeby się najeść. - A niech mnie zamkną. Przynajmniej nie będziemy z dzieckiem głodni. Straż na nas wezwali, bo my takie groźne jesteśmy. Z dziećmi przyszłyśmy, a nie z młotkami i kijami.
Dyskusja nie ustaje. Moje rozmówczynie dodają, że ta sytuacja może być przyczyną wielu tragedii. Bo wiele kobiet nie wytrzyma takiego stresu. - Ile młodych dziewczyn ma depresję. Pani patrzy na moje siwe włosy, a mam dwadzieścia lat - mówi jedna z dziewczyn. Młoda kobieta dodaje, że matki się przegania, a ojcom zaległe alimenty umorzył sąd. - Lepiej traktuje się ojców, którzy nie płacą, niż matki, które chcą odzyskać pieniądze i jakoś utrzymać rodzinę. Toleruje się to, że pracują na czarno. A mnie każą sami szukać byłego męża Gdzie go mam znaleźć, kilkanaście lat go nie widziałam? Taka jest polityka prorodzinna państwa.
Po kilkudziesięciu minutach prezydent Płocka zaprosił kobiety czekające na decyzję w ich sprawie do auli. Przekazał dwie ważne informacje. Ustawa zobowiązuje samorząd, aby 15 czerwca wypłacił zasiłki. - Natomiast my będziemy je realizowali od 26 maja. Kwota, z której będą realizowane wypłaty zasiłków musi być przyjęta do budżetu przez Radę Miasta. To się stanie na sesji 25 maja. Od 26 maja wypłaty świadczeń będą realizowane - powiedział Mirosław Milewski.
Obecnie złożono blisko dwa tysięce kompletnych wniosków. W czasie rozmów z przedstawicielkami matek pozbawionych pomocy z funduszu alimentacyjnego, prezydent wspólnie z dyrektorem Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, podjęli decyzję, że w maju osoby będące w wyjątkowo trudnej sytuacji materialnej będą otrzymywały pomoc w kwocie od stu do stu pięćdziesięciu złotych. Po złożeniu wniosku ma być on rozpatrzony w ciągu trzech dni.
Teresa Radwańska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości