Reklama

Propozycja od prezydenta Milewskiego? – niemożliwe....

28/11/2002 11:00
- Jakie są przyczyny pańskiej porażki w batalii o najważniejszy urząd w Płocku? - Ostatnio dokładnie się nad tym zastanawiałem. Trochę przekornie rzecz biorąc, można mówić o dwu odpowiedziach.Po pierwsze, być może jestem po prostu złym kandydatem. Jednak to twierdzenie nie zgadza się z konfrontacją z I turą wyborów, gdzie uzyskałem ilościowy wynik lepszy niż pan Milewski w II turze. Proszę zauważyć, że trzech kolejnych kandydatów za mną w tym niecodziennym wyścigu nie zdobyło w sumie tylu głosów, ile ja uzyskałem. Myślę, że przyczyną mojej porażki była bardzo niska frekwencja. Elektorat, który na mnie głosował w I rundzie, był po prostu zbyt pewny siebie i zlekceważył niebezpieczeństwa, przed którymi przestrzegałem. Zresztą przykład płocki wcale nie jest odosobniony. Chyba we wszystkich miastach, w których po I turze prowadzili wysoko kandydaci na prezydentów (w większości zresztą dotychczasowi prezydenci), w II turze przegrali. Ja przegrałem na poziomie 0,85%, czyli różnica jest tu znikoma. Wyprzedził mnie w tej swoistej klasyfikacji prezydent Krakowa, który przegrał o 0,5%. - A czy to nie jest tak, że niektóre elementy pańskiej kampanii wyborczej nie były takie, jakie pan sobie pierwotnie wyobrażał? - Na pewno mogę mieć do siebie żal, że nie stworzyliśmy miedzy I a II turą bardzo aktywnego zespołu, który docierałby do mieszkań wszystkich płocczan. Wiem, że takie działania były podjęte przez mojego kontrkandydata i, jak się okazuje, przyniosły znakomite efekty. W Ciechomicach w jednym z okręgów wyborczych uzyskałem wynik na poziomie tego z I tury, tymczasem mój rywal uzyskał tam trzykrotnie lepszy wynik. Zdumiewająco przekonał wyborców do siebie. Przyjmuję ten mój wyborczy wynik z powagą, pokorą, mam przy okazji trochę wisielczą satysfakcję, że w wielu wypowiedziach, i tych oficjalnych i tych nieoficjalnych, zakładałem niestety taki scenariusz wydarzeń. - Ostatnio premier Miller wypowiadał się publicznie o konieczności rekonstrukcji lokalnych organów SLD, właśnie w kontekście porażek ich liderów. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że także płockie SLD nie jest jednolite... Widzi pan siebie w roli tego polityka, który zabiegał będzie o przywrócenie partii jej wpływów w mieście czy chce pan ograniczyć swoją działalność polityczną? - Według mnie SLD w Płocku wcale nie poniosło klęski. Mamy 12 mandatów w radzie i jest to bardzo dobry wynik. Z kolei mój efekt wyborczy, chociaż jest moją osobistą porażką, też ujmy SLD nie przynosi. Nie zastanawiałem się jeszcze nad swoją dalszą aktywnością. Od wielu lat byłem aktywnym działaczem społecznym, człowiekiem, który nie potrafił usiedzieć w jednym miejscu. Dlatego zresztą zrezygnowałem ze stabilizacji, którą osiągnąłem w poprzednich latach i zdecydowałem się na objęcie urzędu prezydenta. A było to wielkie wyzwanie, które wymagało wielu wyrzeczeń; poświęcałem tej pracy przecież ogromnie dużo czasu. Czy będę chciał w jakiś sposób kontynuować swoją karierę? Jestem przede wszystkim radnym Rady Miasta. Myślę, że będę się koncentrował na dużej aktywności na forum Rady. Uważam bowiem, że na szczeblu miasta nie ma miejsca na politykę. Polityka może dotyczyć ewentualnie jakichś spraw kadrowych, natomiast problemy ogólnospołeczne są dla wszystkich jednakowe. I z tymi problemami musi sobie radzić każdy prezydent, obojętnie czy z prawicy czy z lewicy, czy niezależny. Oparcie się tylko i wyłącznie o jedną partię jest błędem, który przynosi fatalne efekty. Ja nie poszedłem w tym kierunku. Na sześciu dyrektorów w Urzędzie Miasta, których powołałem na zasadzie konkursu, choć nie musiałem takiej procedury stosować, tylko jeden jest członkiem SLD, ale z bardzo dużym doświadczeniem w konkretnej materii. Pozostałymi dyrektorami są m.in. ludzie związani czy to z Unią Wolności, czy to Solidarnością; nie kryją oni wcale swoich poglądów politycznych. Mimo to powierzyłem im obowiązki, mając do nich zaufanie jako do fachowców, ludzi stojących ponad swoimi poglądami politycznymi. Będę na pewno aktywnym radnym, natomiast kwestia mojego przywództwa w SLD w Płocku jest przyszłością, na temat której nie chciałbym się wypowiadać. - Związał się pan bardzo emocjonalnie z budową nowej przeprawy mostowej. Czy widzi pan dla siebie rolę w procesie batalii Płocka o terminowe oddanie przeprawy? Czy rozważyłby pan na przykład propozycję prezydenta elekta Milewskiego objęcia funkcji pełnomocnika ds. budowy tejże przeprawy. Skądinąd wiadomo, że prezydent Milewski bardzo ceni sobie pańskie doświadczenie w tej sprawie. - Pan prezydent Milewski we wszystkich swoich wypowiedziach w okresie kampanii wyborczej na ogół wykazywał moje małe kompetencje, także absolutnie wykluczał jakąkolwiek możliwość współpracy z SLD i ze mną osobiście. Stąd też taka propozycja raczej nie może paść, zresztą bym jej chyba nie przyjął. Ciężko pracować z człowiekiem, który na starcie wykluczył możliwość stworzenia jakiegoś układu dobrze służącego miastu, czyli dużej koalicji z 12 radnymi z naszego ugrupowania, którzy z woli mieszkańców się tutaj znaleźli. Mój stosunek emocjonalny do mostu jest ogromny. Wiele osób nawet nie związanych z Płockiem i moją formacją polityczną, podkreślało moją wielką odwagę w podjęciu decyzji o budowie. Mam pomysły na realizację tego przedsięwzięcia, na sposób jego finansowania, ale myślę, że pomysły zwycięzców są bardziej skuteczne. Głęboko wierzę w to, że praktyka i przebieg zdarzeń pokaże, że to zwycięzcy mieli rację. Obiecuję, że każda uchwała mająca związek z mostem, jego finansowaniem, będzie poparta moim lobbingiem na rzecz jej jednogłośnego przyjęcia. Zresztą takiego lobbingu chyba nie trzeba tworzyć. Wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę, że ten most musi powstać do 2005 roku, bo na tym się opiera cała wizja i logika rozwoju Płocka. - Czy jest możliwa jakakolwiek inna forma współpracy z prezydentem Milewskim? Dotycząca chociażby tych kwestii, które w jakimś stopniu są istotne dla Płocka, przykładowo bezrobocia, hali sportowej, amfiteatru? - To są najważniejsze problemy miasta. Ja sobie nie wyobrażam, żeby ktokolwiek zasiadający w Radzie chciały torpedować te przedsięwzięcia. Mamy pewne zobowiązania w stosunku do naszych wyborców. Jeśli inicjatywy prezydenta będą słuszne, zostaną przez nas podjęte. - Jak rozumiem, będzie pan teraz, jako wielki kibic płockiej piłki, jeszcze więcej czasu nic dotychczas poświęcał swojemu ulubionemu hobby. A może odnajdziemy pana za jakiś czas w strukturach organizacyjnych jakichś związków sportowych? - Jestem przecież prezesem klubu, który zajmuje się pływaniem i lekkoatletyką wśród młodzieży. Ludzie, którzy mi powierzyli funkcję prezesa, dostrzegli we mnie człowieka, który zna się na sporcie, kocha sport i ma pewne możliwości pomocy Jednak dzisiaj w rozmowie z tymi ludźmi powiedziałem szczerze, że w takiej sytuacji moja osoba będzie wręcz przeszkodą w realizacji pewnych przedsięwzięć w klubie, które wcześniej sobie zakładaliśmy. Dlatego ten epizod uważam praktycznie za zamknięty. Co do sportu w ogóle, zawsze byłem w różnych strukturach sportowych, widoczny we wszystkich wydarzeniach i imprezach. Cieszę się że będę bywał na nich częściej, bo będę dysponował znacznie większą ilością czasu. - Dziękuję za rozmowę Tomasz Szatkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości