8 marca w sali koncertowej Płockiego Ośrodka Kultury i Sztuki wystąpił poeta, kompozytor i pieśniarz Leszek Długosz. Przyjechał ze swoją najnowszą książką pt. Pod Baranami. Ten szczęsny czas, którą przedstawił „śpiewająco”, przeplatając piosenki z różnymi opowieściami z piwnicznego życia.
Spotkanie z Leszkiem Długoszem poprowadził dr Waldemar Smaszcz, który stwierdził, że kabaret Piwnica pod Baranami reprezentował kulturę romańską, a więc kulturę salonu. Natomiast współczesne kabarety to już raczej kultura anglosaska czyli uliczna. Piwnica pod Baranami to było miejsce niepowtarzalne, gdzie zgromadziło się w jednym czasie wielu bardzo utalentowanych artystów. Jednym z nich jest Długosz – poeta, który sam pisze teksty, komponuje do nich muzykę i wykonuje swoje utwory. Postanowił napisać książkę wspomnieniową o życiu piwnicznym z perspektywy uczestnika wydarzeń, „z samego środka”. – Czytałem wiele rzeczy o piwnicy, ale to co napisał Leszek, to mała dysertacja, za którą się daje może doktorat? – mówił Waldemar Smaszcz. – To ogląd z różnych stron. Myśmy bardzo cenili sobie autorytety, jak choćby profesorowie na mojej polonistyce toruńskiej: Górski i Hutnikiewicz. Dzisiaj ludzie cenią celebrytów. A Kraków – o czym przypomina Długosz – miał ministra Rostworowskiego, syna sławnego dramaturga, Hannę Mortkowicz Olczakową z rodziny wydawcy Jakuba Mortkowicza, który wydawał wszystko to, co dla poezji ważne, ale i Dąbrowską czy Żeromskiego – opowiadał. Hanna Mortkowicz mieszkała na ulicy Krupniczej i Leszek Długosz był pod koniec życia jej sekretarzem.
Autor książki zwrócił uwagę na tytuł i podtytuł publikacji – Sceny i obrazy z życia. Wyjaśnił, że skupił się na najbardziej twórczym, dojrzałym okresie Piwnicy czyli latach 60. i 70. XX wieku. Opisał najbardziej znanych „bywalców” Piwnicy, swoich przyjaciół: Piotra Skrzyneckiego, Ewę Demarczyk, Wiesława Dymnego, Krystynę Zachwatowicz, Zygmunta Koniecznego oraz tych, którzy pozostali nieco w cieniu jak Tadeusz Kwinta, Mieczysław Święcicki, Irena Wiśniewska, Stanisław Radwan. Przypomniał ważne wydarzenia kulturalne owego czasu np. słynną wystawę Polaków portret własny z 1979 roku w Muzeum Narodowym, wspomniał o Teatrze Starym, „Tygodniku Powszechnym” i dwóch ważnych dla Krakowa osobistościach: Mrożku i Pendereckim. Publiczności zebranej w Płockim Ośrodku Kultury i Sztuki opowiadał, jak po raz pierwszy wykonał w Piwnicy tekst zakazanego i przemilczanego Stanisława Balińskiego, a Piotr Skrzynecki „zapomniał” zapowiadając nazwisko autora, że ma go nie podawać. – O Boże, co ja mówię, przecież miałem tego nie mówić – powiedział ze sceny. Publiczność piwniczna oszalała na punkcie piosenki Jaka szkoda i utwór wszedł do stałego repertuaru Długosza. Wyjaśnił też historię innej słynnej piosenki – o Tomaszowie. Wykonywała ją Ewa Demarczyk, chociaż napisana została przez Koniecznego dla Mietka Święcickiego, do tekstu Tuwima. – Mietkowi jakoś nie wychodziła ta piosenka, a ona ją zmieniła na wyznanie do mężczyzny. Pierwotnie to był tekst dla narzeczonej w Inowłodzi a nie w Tomaszowie, ale Tuwimowi ta Inowłódź się nie rymowała – mówił. Płocka publiczność usłyszała tę piosenkę w wykonaniu Leszka Długosza. Artysta zaśpiewał również swoją piękną kompozycję do wiersza Tuwima Berlin 1914. Kiedy w 1997 roku umarł Skrzynecki, Długosz był w Atenach. Nocą na Akropolu postanowił zapalić Piotrowi symboliczną świeczkę. Przyjechała policja i aresztowano ich, biorąc za członków jakiejś sekty. O dzisiejszej Piwnicy pod Baranami Długosz powiedział, że jest to zespół, który nie jest uprawniony, aby się tak nazywać. – Pod Baranami teraz już inny świat – stwierdził. (lesz)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze