Reklama

Promocja wyśpiewana

10/03/2015 11:58
8 marca w sali koncertowej Płockiego Ośrodka Kultury i Sztuki wystąpił poeta, kompozytor i pieśniarz Leszek Długosz. Przyjechał ze swoją najnowszą książką pt. Pod Baranami. Ten szczęsny czas, którą przedstawił „śpiewająco”, przeplatając piosenki z różnymi opowieściami z piwnicznego życia.
Spotkanie z Leszkiem Długoszem poprowadził dr Waldemar Smaszcz, który stwierdził, że kabaret Piwnica pod Baranami reprezentował kulturę romańską, a więc kulturę salonu. Natomiast współczesne kabarety to już raczej kultura anglosaska czyli uliczna. Piwnica pod Baranami to było miejsce niepowtarzalne, gdzie zgromadziło się w jednym czasie wielu bardzo utalentowanych artystów. Jednym z nich jest Długosz – poeta, który sam pisze teksty, komponuje do nich muzykę i wykonuje swoje utwory. Postanowił napisać książkę wspomnieniową o życiu piwnicznym z perspektywy uczestnika wydarzeń, „z samego środka”. – Czytałem wiele rzeczy o piwnicy, ale to co napisał Leszek, to mała dysertacja, za którą się daje może doktorat? – mówił Waldemar Smaszcz. – To ogląd z różnych stron. Myśmy bardzo cenili sobie autorytety, jak choćby profesorowie na mojej polonistyce toruńskiej: Górski i Hutnikiewicz. Dzisiaj ludzie cenią celebrytów. A Kraków – o czym przypomina Długosz – miał ministra Rostworowskiego, syna sławnego dramaturga, Hannę Mortkowicz Olczakową z rodziny wydawcy Jakuba Mortkowicza, który wydawał wszystko to, co dla poezji ważne, ale i Dąbrowską czy Żeromskiego – opowiadał. Hanna Mortkowicz mieszkała na ulicy Krupniczej i Leszek Długosz był pod koniec życia jej sekretarzem.
Autor książki zwrócił uwagę na tytuł i podtytuł publikacji – Sceny i obrazy z życia. Wyjaśnił, że skupił się na najbardziej twórczym, dojrzałym okresie Piwnicy czyli latach 60. i 70. XX wieku. Opisał najbardziej znanych „bywalców” Piwnicy, swoich przyjaciół: Piotra Skrzyneckiego, Ewę Demarczyk, Wiesława Dymnego, Krystynę Zachwatowicz, Zygmunta Koniecznego oraz tych, którzy pozostali nieco w cieniu jak Tadeusz Kwinta, Mieczysław Święcicki, Irena Wiśniewska, Stanisław Radwan. Przypomniał ważne wydarzenia kulturalne owego czasu np. słynną wystawę Polaków portret własny z 1979 roku w Muzeum Narodowym, wspomniał o Teatrze Starym, „Tygodniku Powszechnym” i dwóch ważnych dla Krakowa osobistościach: Mrożku i Pendereckim. Publiczności zebranej w Płockim Ośrodku Kultury i Sztuki opowiadał, jak po raz pierwszy wykonał w Piwnicy tekst zakazanego i przemilczanego Stanisława Balińskiego, a Piotr Skrzynecki „zapomniał” zapowiadając nazwisko autora, że ma go nie podawać. – O Boże, co ja mówię, przecież miałem tego nie mówić – powiedział ze sceny. Publiczność piwniczna oszalała na punkcie piosenki Jaka szkoda i utwór wszedł do stałego repertuaru Długosza. Wyjaśnił też historię innej słynnej piosenki – o Tomaszowie. Wykonywała ją Ewa Demarczyk, chociaż napisana została przez Koniecznego dla Mietka Święcickiego, do tekstu Tuwima. – Mietkowi jakoś nie wychodziła ta piosenka, a ona ją zmieniła na wyznanie do mężczyzny. Pierwotnie to był tekst dla narzeczonej w Inowłodzi a nie w Tomaszowie, ale Tuwimowi ta Inowłódź się nie rymowała – mówił. Płocka publiczność usłyszała tę piosenkę w wykonaniu Leszka Długosza. Artysta zaśpiewał również swoją piękną kompozycję do wiersza Tuwima Berlin 1914. Kiedy w 1997 roku umarł Skrzynecki, Długosz był w Atenach. Nocą na Akropolu postanowił zapalić Piotrowi symboliczną świeczkę. Przyjechała policja i aresztowano ich, biorąc za członków jakiejś sekty. O dzisiejszej Piwnicy pod Baranami Długosz powiedział, że jest to zespół, który nie jest uprawniony, aby się tak nazywać. – Pod Baranami teraz już inny świat – stwierdził. (lesz)

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości