Wielkie łoże – jak z żurnalowej sypialni – na którym rozgrywają się rozmowy, kłótnie, przebieranki, wypełnia niemal całą przestrzeń Sceny Kameralnej. Alice (Magda Tomaszewska) i Henry (Mariusz Pogonowski) zapraszają na terapię małżeńską do orientalnego hotelu. Wbrew tytułowi to nie jest sztuka wyłącznie o seksie, ale przede wszystkim o zmianach w długotrwałych relacjach, poszukiwaniu bliskości i sposobach na rutynę.
To pierwsza sztuka uznanej kanadyjskiej dramatopisarki Michele Riml wystawiona w Polsce, która szturmem podbiła wiele rodzimych scen w małych i większych teatrach.
Do jej zagrania wystarczy dwójka aktorów, jedno łóżko i papierowy egzemplarz poradnika „Seks dla opornych”.
Bohaterowie – małżeństwo z przeszło dwudziestoletnim stażem. On – poukładany architekt z niezłą pracą, nie lubi być zaskakiwany. Woli spokój, stabilizację, odpoczywa przy telewizorze. Problemów nie widzi, albo nie ma ochoty się w nie zagłębiać. Ona chce być dla niego wciąż atrakcyjną kobietą, dziewczyną z plaży, a nie wyłącznie matką ich trójki dorosłych dzieci, codziennie przyrządzającą sałatkę na kolację. Jak ożywić ten związek? Z inicjatywą jak zwykle wychodzi płeć piękna. Alice proponuje mężowi pobyt w hotelu, tylko we dwoje. Ażeby podnieść letnią temperaturę – realizację wskazówek zawartych w książce.
Te porady brzmią trochę banalnie, ale recepty na udany związek sama autorka traktuje z przymrużeniem oka, przez co niekiedy bywa zabawnie. Przebieranki jak w typowej farsie. Gratulacje należą się Magdzie Tomaszewskiej, której nie pokonała nawet niewygodna i niemodna już koszulka z czerwonego atłasu, podczas gdy jej partner pozostaje ubrany znacznie lepiej. Alice w jej wykonaniu podkreśla to, co najważniejsze w sztuce – że kobieta w każdym wieku chce się czuć atrakcyjna i zauważalna, pragnie, żeby jej okazywano czułość i starano się o nią. Rewelacyjnie wypada na bieżni, gdy opowiada, jak próbuje dać radę młodym laskom.
Reżyser (w tej roli również Pogonowski) wyostrzył konflikt. Kłótnie małżeńskie są głośne i nie zapowiadają finałowego happy endu. Natomiast ładny plakat Marty Prabuckiej sugeruje, że parę mimo wszystko wiele łączy i zasługują na szczęście.
Fot. Waldemar Lawendowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze